Targi

Wiosna 2024, nr 1

Zamów

Komiks: partytura słów. Rozmowa z Bereniką Kołomycką, Michałem Śledzińskim i Jackiem Świdzińskim

Fragment komiksu „Osiedle Swoboda” Michała Śledzińskiego, 1999-2006

Komiks to najtańsza forma opowiadania historii wysokobudżetowych. Jest w stanie unieść każdą historię. Co więcej, są rzeczy, do których komiks idealnie się nadaje, w których dystansuje literaturę i film.

Katarzyna Jabłońska, Damian Jankowski (WIĘŹ): Co pociągnęło Państwa do komiksu?

Jacek Świdziński: Już jako dziecko chciałem opowiadać historyjki, a ponieważ rysowałem od zawsze – jak wszyscy w rodzinie – komiks był wyborem oczywistym. Z czasem zacząłem zgłębiać, jak może działać narracja wizualna i bardzo mnie to zainteresowało. A na poważnie w swoich działaniach artystycznych postanowiłem zająć się komiksem, ponieważ ze wszystkich sposobów opowiadania właśnie ten najbardziej odpowiada mojej wrażliwości. W komiksie nie muszę nikomu oddawać żadnej jego sfery – w całości jestem jego autorem.

Wesprzyj Więź.pl

Michał Śledziński: Ja również jako dziecko dużo rysowałem. Moje rysunki wyglądały jak jeden duży kadr, co sprawiało, że można je było ułożyć w wielką komiksową planszę. Rysowałem wtedy najczęściej rycerzy i bitewne pola. Były to nacierające na siebie armie „patyczaków” i ich okrutne bitwy, podczas których – dzięki użyciu czerwonego flamastra – krew lała się strumieniami. Koniec tych historii to pola po horyzont usiane krzyżami i latające nad nimi kruki. Miałem wtedy jakieś sześć lat. Niedługo potem odkryłem w szafie ojca zeszyt Kapitana Żbika i zobaczyłem, że obrazki, które rysuję, można umieścić na jednej kartce, czyli na stronie komiksowej i następnie poukładać te kadry tak, jak sam zechcę.

Robiłem później różne rzeczy: słuchowiska radiowe, teczki cieni, z kolegami filmy animowane rosyjską kamerą. Łyknąłem różnorakich mediów, ale akurat komiks został ze mną już na stałe, bo to najtańsza forma opowiadania najdroższych budżetowo historii.

Berenika Kołomycka:Fascynacja komiksem u mnie również zaczęła się w dzieciństwie. Rodzice dość rzadko kupowali mi zabawki, ale zawsze miałam do dyspozycji klocki lego (po kuzynach) oraz blok, kredki i flamastry. To wystarczyło, żeby działała wyobraźnia. Podobnie jak Michał Śledziński na poszczególnych kartkach rysowałam całe sekwencje zdarzeń, zainspirowana m.in. komiksami o Thorgalu, które kolekcjonował mój tata. Wprawdzie potem studiowałam rzeźbę, jednak od ukończenia studiów raczej się nią nie zajmuję, jestem grafikiem.

A jak wygląda Państwa praca nad komiksem od strony metody i techniki? Najpierw jest pomysł graficzny czy historia?

Śledziński: Jeśli o mnie chodzi, zaczynam od spisania historii, którą chcę opowiedzieć, włącznie z dialogami. Następnie powstaje layout, czyli przygotowane zostają szkice wszystkich stron komiksu i, jeśli gdzieś ważne jest ustawienie dymków, to one również zostają zaznaczone. Dopiero później biorę się za planszę komiksową.

To moje wylanie myśli na papier ostatnio wygląda tak, że w ciągu na przykład czterech dni spisuję trzydzieści stron tekstu. Zupełnie nie dbam wtedy o logikę danej historii – to pierwszy surowy draft. Najlepiej wtedy zostawić tę opowieść na trzy, cztery miesiące. I po tym czasie do niej wrócić – wtedy okazuje się, czy to jest w ogóle warte rysowania. Bo rysowanie jest najbardziej pracowitą i najbardziej czasochłonną częścią procesu powstawania komiksu, dlatego nie każdy spisany pomysł wart jest realizacji.

Kołomycka: Ja też zaczynam od pisania. Zazwyczaj są to luźne myśli, czasem dialogi, które wpisuję do notatnika i z nimi łażę. Nawet gdy już mam gotową opowieść, to pewne jej elementy – na przykład dialogi – potrafią zmienić się w trakcie rysowania komiksu. Czasem też wracam do pomysłu sprzed paru miesięcy, którego nie wykorzystałam, pracując nad komiksem, przy okazji którego się on pojawił. Bywa, że coś, co kiedyś odrzuciłam, teraz daje zalążek czemuś zupełnie nowemu.

Świdziński: Podobnie i moja droga wiedzie od tekstu do obrazu. Na początku jest jakiś zasłyszany dialog, podpatrzona sytuacja – notuję je na gorąco lub zapamiętuję. Następnie chodzę z takim konkretnym pomysłem jakiś czas, mielę go w sobie i obudowuję historią. Spisuję ją do zeszytu, potem wracam do tych notatek – zmieniam, ulepszam, poprawiam. Jeszcze raz przepisuję to, co napisałem, już w formie bardziej udramatyzowanej i uporządkowanej. Jedną historię kilkakrotnie przepisuję do kolejnych zeszytów. W tym czasie, obok tekstu, pojawiają się również rysunki i zapiski o rysunkach. W końcu powstają layouty, na tyle małe, że nikt, oprócz mnie, nie jest w stanie tego, co narysowane, a zwłaszcza, co napisane, przeczytać. Wreszcie wykonuję ostateczne storyboardy, nad którymi jeszcze siedzę parę miesięcy, czytając je codziennie i poprawiając. Końcowy etap to szkicowanie i rysowanie tuszem.

Kołomycka: O ile komiks malować mogę w domu, o tyle nie jestem w stanie go w domu napisać. Aby pisać, muszę się odciąć od tego, co znam – wyjeżdżam więc w jakąś głuszę, szukając inspiracji. Zakładając, że wiem mniej więcej, o czym będę pisała, dobieram sobie pewien zbiór emocji, a sytuacje, które mają się zdarzyć w mojej historii, zazwyczaj umiejscawiam w tej przestrzeni, w której akurat jestem. Miejsce, w którym pracuję, odciska się więc mocno na opowiadanej przeze mnie historii.

Świdziński: Kiedy coś wymyślam, muszę mieć ciszę i spokój. Wymyślam zawsze rano, a rysuję głównie wieczorem i w nocy – wtedy czegoś słucham. Najpierw była to muzyka, teraz audiobooki. W ten sposób przesłuchałem masę książek, bo niestety rysuje mi się długo. Zresztą rysowanie trochę mnie nudzi. Uwielbiam etap wymyślania.

OGRANICZENIA, CZYLI MOŻLIWOŚCI

Komiks – jak zauważył pan Śledziński – to najtańsza forma opowiadania historii wysokobudżetowych. Zgoda, ale czy komiks uniesie każdą historię i problematykę? Jakie są jego możliwości i ograniczenia? Czy nie brakuje w komiksie na przykład ścieżki dźwiękowej?

Śledziński: Wydaje mi się, że problem ścieżki dźwiękowej rozwiązaliśmy już w erze otwieranych pozytywek. Gdyby zminiaturyzować to urządzenie, można by było mieć w komiksie nową melodię na każde stronie. Innym rozwiązaniem jest wypisanie ścieżki dźwiękowej na murach namalowanych budynków albo bezpośrednie polecenie przez autora komiksu danego kawałka do konkretnej sceny, co też zdarzało mi się w komiksach robić – na przykład w Osiedlu Swoboda. Nie wydaje mi się, żeby komiks nie mógł udźwignąć jakiejś historii.

Kołomycka: Komiks jest w stanie unieść każdą historię. Dodatkowo coś, co na przykład w filmie byłoby zbyt dosłowne, dzięki ilustracji daje czytelnikowi możliwość bardzo osobistej interpretacji.

Świdziński: Sam mam jednak wrażenie, że komiks jest takim sposobem opowiadania, który ma masę ograniczeń. Porównajmy go do dwóch najbliższych mu języków: literatury i filmu. W przeciwieństwie do kina tradycyjny komiks może tylko imitować ruch, dźwięk czy głos.

Niektóre teorie próbują wyjaśnić „magię kina”, mówiąc o tak zwanej projekcji-identyfikacji. Unieruchomiony widz, który siedzi w kinie, wpada w obieg zamknięty: projektuje świat ukazany w potoku ruchomych obrazów, a jednocześnie identyfikuje się z imitacją „żywego” spojrzenia instancji narracyjnej. Tymczasem w komiksie mamy do czynienia z bardzo silną projekcją – czytelnik wypełnia wszystkie elementy komiksowej opowieści, która jednak nie oferuje łatwej identyfikacji. Jest pełen widocznych szczelin, nie imituje ruchu, nie wciąga w obezwładniający potok obrazów.

Sposób odbioru tradycyjnej literatury również wydaje mi się bardziej jednorodny i działający bardziej spajająco niż to, z czym mamy do czynienia w najzwyklejszym nawet komiksie. Tu mamy poszatkowane obrazy, zestawienia obrazu z tekstem, nie zawsze oczywistą kolejność lektury. Ta niejednorodność komiksu powoduje u niektórych czytelników fundamentalny problem związany z tym, czy komiksowe kadry najpierw powinno się czytać, czy oglądać. Moim zdaniem to świadczy o czymś bardzo istotnym dla komiksu.

Jednak mnie samego właśnie te „ograniczenia” najbardziej w komiksie fascynują. A wszystko to, co wcześniej powiedziałem, jest w istocie apologią komiksu, a nie jego krytyką! Są rzeczy, do których komiks idealnie się nadaje, w których dystansuje literaturę i film. Dowodzą tego dokonania mistrzów gatunku. Komiks znakomicie sprawdza się jako narzędzie do rozdrabniania rzeczywistości, wchodzenia w głąb wydarzeń, świetnie służy opowiadaniu w i o przestrzeni. Widać to choćby w Building Stories Chrisa Ware’a czy Here Richarda McGuire’a.

Jest jeszcze jeden aspekt komiksu, który ujawnia się w samej jego nazwie: comic stripes, czyli „zabawne paski”. Komiks jest świetnym medium dla treści humorystycznych albo odwrotnie – humor świetnie sprawdza się w komiksie. Przewrotność i ironia są niemal zakodowane w jego strukturze. Choćby memy w internecie bazują na języku komiksu, nawet jeżeli wykorzystuje się w nich jedynie obrazek i podpis.

Pani Berenika Kołomycka namalowała komiks do wiersza Marcina Świetlickiego Morderstwo. Utwór ten jest jednak opowieścią dość dosłowną. Czy można byłoby namalować komiks do poezji, która wyraża nie historię, ale emocje czy treści duchowe, jak niektóre wiersze Miłosza, Herberta czy Zagajewskiego?

Kołomycka: Oczywiście że można narysować tego typu wiersze. Będzie to po prostu interpretacja dokonana przez autora komiksu.

Śledziński: Poezję można adaptować poprzez komiks abstrakcyjny, jak u Kuby Woynarowskiego. W jego pracach nie ma dymków, ramek, są abstrakcyjne przenikające się kształty, tworzące nowe formy. Te komiksy opowiadają przecież jakąś historię. Czyli nadanie formy graficznej emocjom i przedstawienie ich w komiksie jest możliwe.

Świdziński: Do poezji nie są przecież przypisane żadne tematy. To pusta forma, którą można czymś napełnić. Komiks, podobnie jak poezja, jest takim samym pojemnikiem, który też można napełnić dowolnymi treściami, na które oczywiście będzie miała wpływ forma przekazu. Komiks jest w tym wypadku całkiem bliski poezji, w której ważny jest aspekt wizualny.

KOMIKS ZAANGAŻOWANY

Co jest dla Państwa inspiracją przy tworzeniu komiksu? Skąd te pomysły i historie?

Kołomycka: Do stworzenia cyklu moich komiksów o Malutkim Lisku i Wielkim Dziku zainspirował mnie… mój pies, który stał się protoplastą lisa. A z powodu braku drugiego zwierzęcia ja zostałam dzikiem. Notowałam te zdarzenia z moim psem, które mnie śmieszyły czy wzruszały. Lis zastąpił psa, bo ten drugi zbyt miejski, zanadto oswojony.

Świdziński: Odpowiem na przykładzie A niech Cię, Tesla! Wróciłem wtedy, po kilku latach nierysowania, do uprawiania komiksu. Zaczęło się od tego, że w autobusie usłyszałem rozmowę o deubekizacji, z której fraza: „deubekizacja strzałem w tył głowy” tak mnie zafrapowała, że rozwijałem ją w kolejnych scenach. Słuchanie języka mówionego odblokowuje we mnie myślenie komiksowe.

Śledziński: Lubię tworzyć historie związane z pewnymi dekadami. Osiedle Swoboda opowiada o dziesięciu latach na przełomie XX i XXI wieku. Kiedy jednak wyniosłem się ze Szwederowa Bydgoskiego, straciłem kontakt ze źródełkiem, z którego czerpałem historyjki do Osiedla… Głód opowiadania dekadami zrekompensowałem sobie trylogią Na szybko spisane. Tu dekada wdrukowana jest w samą mechanikę opowieści – akcja każdego z poszczególnych tomów obejmuje dziesięć lat. 

Pańtwa prace – Powstanie. Film narodowy Jacka Świdzińskiego, wydany w Belgii komiks o czarnym proteście Bereniki Kołomyckiej i chyba także Osiedle Swoboda Michała Śledzińskiego – można określić mianem komiksu zaangażowanego. Czy one powstały, mówiąc kolokwialnie, z wkurzenia na rzeczywistość?

Kołomycka: Scenariusz do komiksu o czarnym proteście napisała Marzena Sowa, która od wielu lat mieszka w Belgii. Akurat wtedy była w Polsce i na pierwszy czarny protest poszłyśmy razem. Towarzyszyło nam uczucie niedowierzania i irytacji, bo ile razy można przerabiać temat aborcji od nowa. Kiedy Marzena wróciła do siebie, do Belgii, i opowiadała o tym wydarzeniu, jeden z belgijskich miesięczników („Groom”) zaproponował jej, by stworzyć o tym komiks – więc go zrobiłyśmy.

Śledziński: Moje Osiedle Swoboda wzięło się z naturalnego zaangażowania w rzeczywistość – w tym sensie można uznać je za komiks zaangażowany. O wiele bardziej jest nim jednak Powstanie. Film narodowy Jacka Świdzińskiego – w tym komiksie zobrazowana została bardzo aktualna polska rzeczywistość w skali wręcz jeden do jednego!

Świdziński: Moje komiksy są dość długie, a praca nad nimi zazwyczaj zabiera dużo czasu. Jeśli więc czemuś mam poświęcić tyle czasu i wysiłku, musi to dotyczyć tego, co naprawdę mocno we mnie siedzi. Powstanie. Film narodowy wyniknęło z osobistego doświadczenia. Dwa lata pracowałem jako stażysta w dużej instytucji kultury – to były kolejne zastępstwa. Byłem przed trzydziestką, po kulturoznawstwie, miałem też wielu znajomych, którzy byli zawodowo w podobnej sytuacji, imali się więc różnych prac w kulturze.

To dużo mówi o stażyście, jednym z bohaterów Powstania… Wiele ma z Pana.

Świdziński: To prawda. Ale istotne znaczenie miało również to, że pewnego dnia usłyszałem w telewizji wypowiedź ministra kultury, zapowiadającego realizację największego w historii polskiej kinematografii filmu patriotycznego, który powstanie w Hollywood i będzie promował Polskę we wszechświecie. Wtedy uznałem, że to jest idealny temat dla filmowca – zrobić film o realizacji takiego filmu. Zrobiłem o tym komiks, może kiedyś ktoś to nakręci.

Przedstawione w Powstaniu… realia pracy na planie filmowym są dość groteskowe.

Świdziński: Naprawdę? A wiele osób związanych z kinem mówi mi, że na realnym planie filmowym jest właśnie tak, jak to przedstawiłem w Powstaniu… Gwoli prawdy – nigdy na prawdziwym planie filmowym nie byłem. Czerpałem z innych źródeł.

CZWARTY GATUNEK LITERACKI

W ubiegłym roku komiks Totalna nie nostalgia został przez radiową Trójkę uznany za książkę roku. Wcześniej Przygody na bezludnej wyspie zdobyły nominację do nagrody Nike. Czy to oznacza, że nastąpiła zmiana w odbiorze komiksu w Polsce?

Śledziński: Wreszcie uznano, że komiks może być sztuką. Pytanie tylko: dlaczego tak późno? Rzeczywiście, począwszy od końca lat 90. do roku 2010 mieliśmy w polskim komiksie do czynienia z totalnym komiksowym miszmaszem. Dopiero mniej więcej osiem lat temu zaczęły pojawiać się u nas powieści graficzne – podejmujące ważne społeczne i egzystencjalne tematy.

Świdziński: Nie patrzy się już na komiks tak bardzo z góry, czasem krytyka literacka szuka w nim czegoś odświeżającego. Podobnie jest w kinie – film na podstawie komiksu może wygrać w Cannes.

Komiks to sztuka istniejąca pomiędzy literaturą, filmem, malarstwem a grafiką. Czy świetny rysownik mógłby zrobić dobry komiks bez talentu literackiego?

Śledziński: Znam rysowników, którzy twierdzą, że nie mają głowy do wymyślania historii i nie znoszą pisać. Dziwne, bo pisanie jest najprostszym etapem pracy nad komiksem.

Kołomycka: Nie zgodzę się, że pisanie jest najprostsze, mnie zajmuje wiele czasu i nierzadko przychodzi z trudem. Pisanie i rysowanie to kwestia determinacji i pewności, że ma się coś ciekawego do powiedzenia. Czytelnicy i rynek to zweryfikują.

Świdziński: Wszyscy komiksiarze z grupy Maszin, których dobrze znam, przede wszystkim piszą. Dla mnie komiks jest literaturą. To czwarty rodzaj literacki, o którym zapomniał Arystoteles – tuż obok epiki, liryki i dramatu. Mam wrażenie, że komiks jest najdoskonalszą partyturą słów.

Berenika Kołomycka – ur. 1983. Autorka komiksów, rysowniczka i graficzka. Ukończyła Wydział Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Laureatka Grand Prix Komiksu Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi w 2011 r.. Jej prace publikowane były w magazynach polskich i zagranicznych, licznych antologiach, a także w podręcznikach szkolnych. Brała udział w wystawach zbiorowych w kraju i zagranicą. Wydała albumy komiksowe: Wykolejeniec (z Grzegorzem Januszem) i Tej nocy dzika paprotka (z Marzeną Sową), jest autorską serii komiksowej dla dzieci Malutki Lisek i Wielki Dzik (trzy części). Prowadzi warsztaty komiksowe dla dorosłych i dla dzieci.

Wesprzyj Więź

Michał Śledziński – ur. 1978. Rysownik i twórca komiksów. Debiutował na łamach magazynu o grach komputerowych „Secret Service”. Współtwórca i redaktor naczelny magazynu komiksowego „Produkt”. Pracuje jako reżyser oraz rysownik storyboardów w studiu animacji Human Ark, w którym współtworzył serial Kacperiada na podstawie opowiadań Grzegorza Kasdepke. Autor serii komiksowych Osiedle Swoboda, Na szybko spisane oraz Wartości rodzinne, współtwórca m. in. komiksu Praga Gada. O wojnie!.

Jacek Świdziński – ur. 1988, kulturoznawca, autor sześciu albumów komiksowych, członek grupy Maszin. Brał udział w wielu wystawach i pokazach w kraju i zagranicą. Publikował m.in. na łamach „Gazety Wyborczej”, ha.art.pl, „The Guardian” i „Le Monde”. Współpracuje z kwartalnikiem „Przekrój”. Wydał m. in. Przygody Powstania Warszawskiego (razem z Michałem Rzecznikiem), A niech Cię, Tesla!, Zdarzenie 1908, Wielka ucieczka z ogródków działkowych, Powstanie. Film narodowy.

Rozmowa ukazała się w kwartalniku „Więź” nr 2/2018

Podziel się

Wiadomość