Wiosna 2024, nr 1

Zamów

Bez pomysłu na politykę wobec Ukrainy

Prezydenci Polski i Ukrainy Andrzej Duda (z prawej) i Petro Poroszenko podczas szczytu NATO w Warszawie 9 lipca 2016 r. Fot. Andrzej Hrechorowicz / KPRP

Stosunki polsko-ukraińskie są w kryzysie. Do głównego nurtu życia publicznego weszli nacjonaliści, co uruchomiło skrajnie negatywne emocje.

Politolog i były wiceminister spraw zagranicznych Paweł Kowal powiedział kiedyś, że nie można sprowadzać całej polskiej polityki wschodniej do polityki wobec Ukrainy. Trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Niemniej trudno też mówić o jakiejkolwiek polskiej polityce wschodniej, jeżeli nie będzie w niej miejsca dla Ukrainy. Ukraina – czy to się komuś podoba, czy nie – zajmuje miejsce centralne w kontekście bezpieczeństwa i stabilności regionu Europy wschodniej. Z tego też powodu ma kluczowe znaczenie dla Polski (znów niezależnie od tego, czy nasi politycy darzą swych ukraińskich partnerów sympatią).

Wesprzyj Więź.pl

Niestety, trudno oprzeć się wrażeniu, że rządzące naszym krajem Prawo i Sprawiedliwość zupełnie nie ma pomysłu na politykę wobec Kijowa. Stosunki polsko-ukraińskie znalazły się w kryzysie politycznym. Do głównego nurtu życia publicznego wpuszczono nacjonalistów, co uruchomiło skrajnie negatywne emocje – w internecie i nie tylko. Kapitał dobrych relacji zgromadzony w poprzednich latach wciąż istnieje, ale łatwo go roztrwonić.

W narracji politycznej obóz władzy bliższy jest skrajnym, nacjonalistycznym politykom niż spadkobiercom dzieła Jerzego Giedroycia

Bynajmniej nie twierdzę, że „cały PiS jest antyukraiński”, albo że „cały PiS jest ksenofobiczny”. Jak w każdej dużej partii, również w Prawie i Sprawiedliwości istnieją różne nurty. Tyle tylko, że „politykę ukraińską” zdaje się dominować to skrzydło partii, które jest Ukrainie i Ukraińcom nieprzyjazne. I bardzo trudno zauważyć jakiś wewnątrzpartyjny spór na ten temat, choć w przypadkach ekstremalnych (takich jak nowelizacja ustawy o IPN) pojawiają się głosy krytyczne z wnętrza obozu władzy.

Innymi słowy: w narracji politycznej obóz władzy bliższy jest skrajnym, nacjonalistycznym politykom – w Sejmie skupionym wokół klubu Kukiz’15 – niż spadkobiercom dzieła Jerzego Giedroycia. Na łamach „Więzi” jakiś czas temu pisałam, że wejście do parlamentu antyukraińskiej formacji, jaką jest Kukiz’15 – choć daje trybunę dla poglądów skrajnych (co samo w sobie nie jest przyjemne) – nie musi jednak być końcem racjonalnej polityki wobec Ukrainy[1]. Ale pod warunkiem, że główna partia rządząca nauczy się tego rodzaju poglądy, w interesie Polski, marginalizować.

Niestety, jak się wydaje, zwycięża (przynajmniej dotychczas) model, o którym Anglosasi mówią, że „ogon kręci psem” (jeżeli przyjąć za dobrą monetę deklaracje niektórych polityków PiS o ich chęci współpracy z Kijowem).

Ustawowa mina pod stosunkami polsko-ukraińskimi

Najbardziej spektakularnym przykładem sytuacji, kiedy ten „ogon kręcił psem” jest oczywiście nowelizacja ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Propozycje zapisów w kontekście ukraińskim przedłożył mały klub Kukiz’15[2]. Charakterystyczne, że znacząca część polityków obozu rządowego bez specjalnych wątpliwości przyjęła do procedowania powyższą poprawkę (przygotowaną, co ujawniła po jakimś czasie m.in. „Rzeczpospolita”, przez prof. Włodzimierza Osadczego, który znany jest z ostrej antyukraińskiej retoryki). Gdyby ta poprawka realnie weszła w życie – w istocie zablokowałaby na dobre relacje polsko-ukraińskie.

Fakt ten wydaje mi się charakterystyczny z dwóch powodów. Po pierwsze, skali zagrożenia wynikającej z nieprecyzyjnych – najdelikatniej mówiąc – zapisów nie zrozumieli zwolennicy współpracy polsko-ukraińskiej w szeregach partii rządzącej. Po drugie, zwolennicy nowelizacji w ławach PiS nie potrafili odpowiedzieć na pytania, jakie racje stały za ostateczną formą nowelizacji ustawy o IPN w części „ukraińskiej”[3]. A w nowelizacji zdumiewające było zrównanie zbrodni nacjonalistów ukraińskich ze zbrodniami III Rzeszy i ZSRR na ludności polskiej (które przecież diametralnie różniły się od siebie pod względem prawno-międzynarodowym). Zupełnie kuriozalne było wprowadzenie okresu 1925–1950 jako podlegającego penalizacji na mocy nowelizacji w wpisanie do ustawy terminu „Małopolska Wschodnia”.

Po nowelizacji ustawy o IPN z Izraelem podjęto rozmowy, Ukrainę zaś właściwie zignorowano

Charakterystyczna była też reakcja na skandal, który wybuchł po nowelizacji: z Izraelem podjęto rozmowy, podkreślano otwartość obozu rządowego na wrażliwość żydowską w odniesieniu do historii Holokaustu; Ukrainę zaś właściwie zignorowano. Nawet jeżeli przyjąć, że nowelizacja ustawy o IPN była rodzajem odpowiedzi na jedną z ustaw dekomunizacyjnych przyjętych przez Radę Najwyższą Ukrainy wiosną 2015 r. (zgodnie z nią m.in. OUN-UPA zostały uznane za organizacje narodowo-wyzwoleńcze, a kwestionowanie tego faktu podlega penalizacji), to, niestety, polski parlament wygrał wyścig w konkurencji niemądrej aktywności legislacyjnej. Nie mówiąc już o tym, że przyjęcie tej nowelizacji podważyło wcześniejsze polskie postulaty o zmianę ustawy ukraińskiej.


[1] Zob. B. Berdychowska, „Zanim nastąpi polsko-ukraiński koniec świata”, „Więź” 2016, nr 4.
[2] Treść „ukraińskiego” artykułu brzmi następująco: „Zbrodniami ukraińskich nacjonalistów i członków ukraińskich formacji kolaborujących z Trzecią Rzeszą Niemiecką, w rozumieniu ustawy, są czyny popełnione przez ukraińskich nacjonalistów w latach 1925-1950, polegające na stosowaniu przemocy, terroru lub innych form naruszenia praw człowieka wobec jednostek lub grup ludności. Zbrodnią ukraińskich nacjonalistów i członków ukraińskich formacji kolaborujących z Trzecią Rzeszą Niemiecką jest również udział w eksterminacji ludności żydowskiej oraz ludobójstwie na obywatelach II Rzeczypospolitej na terenach Wołynia i Małopolski Wschodniej”.
[3] Szczegóły „ukraińskiej” części nowelizacji ustawy o IPN na bieżąco komentowali w serwisie internetowym Wiez.pl: Ola Hnatiuk („Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę”, 4 lutego 2018 r.) i Paweł Kowal („Nie można traktować na równi zbrodni nazistowskich, sowieckich i ukraińskich”, 8 lutego 2018 r.).

Wesprzyj Więź

Fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź”, lato 2018.

KUP „WIĘŹ” w wersji papierowej lub elektronicznej!

Więź, lato 2018

Kwartalnik WIĘŹ, nr 2/2018

Podziel się

Wiadomość