Jesień 2020, nr 3

Zamów

Książka, ale nie literatura

Obcowałem z nowym medium, które nie było ani książką, ani bajką z telewizora. Mogłem nadawać historiom własny rytm, zatrzymywać się przy jakimś kadrze i marzyć.

Nie ma już babci w sukienkach w kwiaty wybaczającej więcej niż mama. Nie ma już kiosku z drewna odmalowanego zieloną farbą i przeszklonego szybkami pełnymi pęcherzyków powietrza, załamującymi magicznie światło. Ale pewne stare pismo i pełna emocji pamięć wciąż są żywe.

W lipcu 1978 roku było pięknie, bo nie miałem nawet czterech lat i wszystko było nowe, nietuzinkowe, po prostu wspaniałe. Ale ta data jest dla mnie wyjątkowa nie tylko dlatego. W lipcu 1978 roku wracaliśmy z babcią z zakupów, a ja dzięki monopolistycznej uprzejmości Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej „Prasa-Książka-Ruch” przez magiczną szybkę drewnianego kiosku wypatrzyłem okładkę jakiegoś pisma. Moją uwagę zwrócił jeden niewielki, pełen dynamiki i ekspresji kadr rozpalający chłopięcą wyobraźnię. Muskularny, długowłosy i półnagi mężczyzna przykuty do nadmorskiej skały rażony z furią mieczem przez niemłodego już wojownika. Tak długo marudziłem i opóźniałem powrót do domu, aż pismo trafiło w moje ręce. Tak zaczęła się moja przygoda z komiksem.

Rysunki nie niszczyły wyobraźni, wręcz odwrotnie – pobudzały ją

Wypatrzony obrazek zwiastował narodziny legendy – początek komiksowej serii „Thorgal”, która przyniosła europejski rozgłos autorowi rysunku, Grzegorzowi Rosińskiemu i odmieniła jego życie, czyniąc go komiksowym imigrantem, bo warunki do rozwoju twórczości znalazł dopiero w Belgii. W tym numerze pisma aż kipiało od różnych opowieści i stylów opowiadania – startował jowialno-przygodowy „Tajemniczy rejs” Janusza Christy, irytowała ascetyczno-egzystencjalna „Bionik Jaga” Karmowskiego, Edward Lutczyn nawiązywał do piłkarskich mistrzostw świata z 1978 r. (piąte miejsce Polaków uznano za… porażkę), a Jerzy Wróblewski – jeden z najlepszych polskich rysowników – kontynuował serię science fiction: „Vahanara”. Otwierały się światy wyobraźni – bioniczni naukowcy, swojscy podróżnicy, średniowieczny Kraków, kosmiczne przygody i brutalni Wikingowie. Komiks – nieznane mi dotąd medium – poraziło mnie z pełną mocą.

Emocje i wyobraźnia

Komiks – nieruchome zatrzymane w czasie obrazki, które układa się w opowieść. Styl rysunku i sposób kadrowania dopełniają emocji, które tworzą charakter bohaterów i narracji – w komiksie mamy do czynienia ze swoistym sprzężeniem zwrotnym, które czasem jest pokłosiem ludzkiej percepcji: rysunek wzbudza emocje, a w emocjach postrzegamy rysunek na nowo, inaczej. Obcowałem z nowym medium, które nie było ani książką, ani bajką z telewizora. Mogłem nadawać historiom własny rytm, zatrzymywać się przy jakimś kadrze i marzyć. Poddawałem się różnym stylom rysunków, które świetnie współpracowały ze scenariuszami opowiadanych historii. Realizm (Rosiński, Wróblewski) mieszał się z uproszczeniem (Christa), a nawet karykaturą (Lutczyn). Albo odwrotnie – uproszczenie, a nawet odhumanizowanie (Karmowski) wzbudzały lęk przed nieznanym.

Rysunki miały siłę wyrazu, ekspresja rodziła emocje, ale rysunki nie niszczyły wyobraźni, wręcz odwrotnie – pobudzały ją. A do tego narysowane historie były nadzwyczaj dorosłe. To było zupełnie inne medium i inne przeżycie niż czytanie klasycznych książek czy oglądanie filmów. Doświadczyłem tego wszystkiego dzięki pismu zatytułowanemu „Relax”. Ten dziewiętnasty w serii numer magazynu opowieści rysunkowych okazał się kamieniem milowym w mojej dalszej podróży przez sztukę i kulturę.

Zwiastował – jak wiele innych symptomów gospodarki niedoboru – coś, o czym nie miałem pojęcia… schyłek PRL.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź”, lato 2018.

KUP „WIĘŹ” w wersji papierowej lub elektronicznej!

Więź, lato 2018

Kwartalnik WIĘŹ, nr 2/2018

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.