Jesień 2020, nr 3

Zamów

Zależnie od sposobu zażycia

Dorota Masłowska, 2018 r. Fot. Marcin Szczygielski / na licencji CC

Gdy zawiedzie już kung-fu i wegetarianizm, uczestnictwo w strumieniu kulturalnym może uświadamiać złożoność, wielowątkowość i piękno świata, jego ogrom, dawać poczucie marności i ulotności własnego istnienia, uczyć współodczuwania.

Choć trudno powiedzieć, czy kiedyś było bardzo inaczej i lepiej, to świat, w którym żyjemy, nie obfituje raczej w Boga, porządek i sens. A w każdym razie na pewno duchowość jest w poważnym odwrocie, religia przechodzi raczej do puli rytuałów obyczajowo-estetycznych, a niepokoje natury niematerialnej opędzlowywane są za pomocą technik oddechowych, relaksacyjnych i wegetariańskich.

Na tym tle obcowanie ze sztuką wypada dla mnie całkiem nieźle jako praktyka duchowa, o ile nie jest czystym snobizmem, ale przecież religijność też nim bywa. Gdy zawiedzie już kung-fu i wegetarianizm, głębokie uczestnictwo w strumieniu kulturalnym może z całą pewnością być źródłem pełnowartościowej duchowej strawy, może uświadamiać złożoność, wielowątkowość i piękno świata, jego ogrom, dawać poczucie marności i ulotności własnego istnienia, uczyć współodczuwania. I oczywiście, tak jak silne substancje mogą i leczyć, i truć – zależnie od sposobu zażycia – sztuka równie dobrze może karmić nas snobistycznym miałem, symulować przeżycia i relacje; kusić do życia w dziwacznych fantasmagoriach.

Choć trudno powiedzieć, czy kiedyś było bardzo inaczej i lepiej, to świat, w którym żyjemy, nie obfituje raczej w Boga, porządek i sens

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Co do tworzenia sztuki, to mam pewność, że jest to proces duchowy, o ile twórca zamiast tworzenia nie zajmuje się owijaniem się szalikiem i pozowaniem do zdjęć. Na przykład pisanie książki, choćby się nie chciało, jest głębokim wniknięciem w siebie, w swoje istnienie, w otaczające nas struktury rzeczywistości; to samotne forsowanie bagna swojego istnienia albo chociaż jego próba, często destrukcyjna i bolesna.

Nie będzie to oczywiście dotyczyć w tym samym stopniu Czesława Miłosza i autora kryminału o detektywie z kosmosu. Z drugiej strony, żeby już się nie unosić, to czy w ogóle nie jest tak, że praca kompatybilna do powołania człowieka ma właściwości zbawiające? Nie wiem, pytam.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 5-6/2011 jako odpowiedź w ankiecie „Do czego służy sztuka?”.

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.