Zima 2020, nr 4

Zamów

#WięźCytuje. Producentka „Zimnej wojny”: Pawlikowski idzie własną drogą. Jego kino jest wyjątkowe

Kadr z filmu „Zimna wojna”, reż. Paweł Pawlikowski, 2018. Fot. Materiały prasowe / Kino Świat

Film historyczny musi kosztować. Niektórzy recenzenci pisali, że „Zimna wojna” wygląda jak film nakręcony w latach 50. To największy komplement – mówi producentka Ewa Puszczyńska w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

Z Ewą Puszczyńską rozmawia Paweł T. Felis. Wywiad ukazał się 29 czerwca w „Gazecie Wyborczej”. Cytujemy wybrane fragmenty:

Przy „Idzie” w ogóle nie liczyliśmy na sukces komercyjny. Paweł Pawlikowski zrobił znakomity film, ale arthouse’owy, czarno-biały, w formacie 4:3, na bardzo trudny temat. To, że „Ida” tak bardzo spodobała się na świecie, wielu osobom przywróciło wiarę. To przełamało stereotyp, że autorskie, wymagające kino skazane jest na niszę.

Film historyczny musi kosztować. Odtwarzamy przecież nieistniejący świat. Z dbałością o każdy detal. Żadnej tektury i papieru. Niektórzy recenzenci pisali, że „Zimna wojna” wygląda jak film nakręcony w latach 50. To największy komplement.

To była trudna, ale przemyślana i efektywna praca. Wszystkie zagraniczne wnętrza kręciliśmy w Polsce. Nie jechaliśmy do Berlina, bo udawał go Wrocław. Gdy potrzebny był pociąg w Chorwacji i okazało się, że Chorwaci takich starych pociągów nie mają, współczesny skład przerobiliśmy scenograficznie na pociąg z lat 50. W rozumieniu zachodnim „Zimna wojna” to wciąż tani film.

Chciałabym zdementować legendę o 66 dniach zdjęciowych. Było ich 59. Ale to i tak rzadkość, bo zwykle w polskim kinie jest 30. Dla Pawła to ważne, bo dla niego liczy się „bycie” na ekranie, naturalność. Oczyszcza aktorów z różnych naleciałości.

Niezwykłą pracę wykonał operator Łukasz Żal. Ale to, jak wygląda każdy kadr, jak czerń i biel nabierają kolorów – to zasługa Pawła, który wręcz namacalnie stwarza tkankę filmu. Jest w stanie zauważyć jednego z 50 statystów w piątym rzędzie, który powinien się przesunąć o pół metra.

Wielu polskich producentów nie może zrozumieć, że pracujemy cały czas przy tzw. otwartym budżecie. Nie wiemy do końca, ile film będzie kosztował. Ryzykowna metoda, nikomu jej nie polecam. Bo odpowiedzialność za projekt, za pieniądze jest ogromna. Ale są sytuacje, gdy trzeba powiedzieć: zamykam oczy, potem coś wymyślę. Pójść za Pawłem – i za filmem.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Paweł ma w Stanach markę od dawna, dostaje stamtąd mnóstwo scenariuszy. Wielu znakomitych aktorów, a zwłaszcza aktorek, chce z nim pracować. Ale on szuka czegoś swojego. Idzie własną drogą. I dlatego jego kino jest tak wyjątkowe.

Wyb. DJ

Naszą rozmowę z Pawłem Pawlikowskim przeczytacie tutaj.

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.