Jesień 2020, nr 3

Zamów

Bo pomyliłem ambony

Polujący księża wspierają myśliwych, powołując się na uproszczone rozumienie nakazu z Księgi Rodzaju o czynieniu sobie ziemi poddaną – zamiast głosić Dobrą Nowinę i współczesne przesłanie Kościoła o ekologii integralnej w duchu troski o wspólny dom.

Całkiem liczni polscy duszpasterze Kościoła rzymskokatolickiego polują i zabijają zwierzęta. O łowiectwie mówią jak o swojej pasji. W tym gronie znajdziemy głośną w ostatnich latach postać księdza Tomasza Duszkiewicza, kapelana myśliwych diecezji drohiczyńskiej, dumnego posiadacza trofeów z chronionych gatunków. Wiernie patronują im niepolujący hierarchowie, a wśród nich prym wiedzie kapucyn, biskup Antoni Pacyfik Dydycz, który – zamiast głosić franciszkańską pochwałę stworzenia – wygłasza laudacje na temat łowieckiej braci (byłego) ministra Jana Szyszki.

Dziś wśród reprezentantów stanu duchownego, według różnych szacunków, mamy ponad 200 polujących księży, dużo więcej ich sympatyków oraz milczącą – czyli przyzwalającą – resztę. Ta niema aprobata jest groźna, zwłaszcza że nie odzwierciedla ona ani nauczania Kościoła, ani nastrojów polskiego społeczeństwa, w zdecydowanej większości niechętnego polowaniom i łowiectwu. Nie wynika jednak ona z ducha obecnych czasów, lecz jest konsekwencją wielowiekowego pozytywnego podejścia instytucji Kościoła do myśliwych.

Nie można nie ulec wrażeniu, że w ostatnim czasie coraz częściej osoby powołane do służenia Bogu w kapłaństwie mylą ambony – zamiast głosić Dobrą Nowinę oraz współczesne przesłanie Kościoła o ekologii integralnej, wspierają myśliwych, powołując się na uproszczone rozumienie nakazu z Księgi Rodzaju o czynieniu sobie ziemi poddaną.

W polskim Kościele dyskusja o łowiectwie – jeśli w ogóle istnieje – prowadzi raczej do usprawiedliwiania zabijania dzikich zwierząt

Polujący księża odnoszą się do zasady hierarchii stworzeń, w której to człowiek stoi najwyżej. Owszem, spektrum interpretacji słów Boga „Czyńcie sobie ziemię poddaną” jest bardzo szerokie. I skwapliwie korzystają z tego członkowie myśliwskich stowarzyszeń, uznając, że w ten sposób spełniają obowiązek nałożony przez Stary Testament.

Jednocześnie zapominają jednak o współczesnym nauczaniu Kościoła, które poddało to wezwanie reintepretacji, uznając, że dominujące przez wieki rozumienie „panowania” człowieka nad stworzeniem było zbyt świeckie – przeradzało się w dominację, a pomijało biblijną wizję Boga, który panuje przez to, że służy. Wyraża to stanowczo papież Franciszek w swojej przełomowej encyklice „Laudato si”, wyraźnie wskazując na manowce, na które może zawędrować w tej dziedzinie człowiek: „Nie jesteśmy Bogiem. Ziemia istniała wcześniej niż my i została nam dana. Pozwala to odpowiedzieć na oskarżenie stawiane myśli judeochrześcijańskiej: mówi się, że ponieważ opis Księgi Rodzaju zachęca nas do «panowania» nad ziemią, więc sprzyja bezlitosnej eksploatacji natury, przedstawiając dominujący i destrukcyjny obraz człowieka. Nie jest to poprawna interpretacja Biblii, tak jak rozumie ją Kościół. Choć to prawda, że czasami chrześcijanie błędnie interpretowali Pismo Święte, to musimy dziś stanowczo stwierdzić, iż z faktu bycia stworzonymi na Boży obraz i nakazu czynienia sobie ziemi poddaną nie można wywnioskować absolutnego panowania nad innymi stworzeniami. Ważne jest odczytywanie tekstów biblijnych w ich kontekście, we właściwej hermeneutyce, i przypominanie, że zachęcają nas one do «uprawiania i doglądania» ogrodu świata” (LS 67).

Łowiectwo i Kościół ostoją tradycji?

Jednak w polskim Kościele dyskusja o łowiectwie – jeśli w ogóle istnieje – prowadzi raczej do usprawiedliwiania zabijania dzikich zwierząt. Z tym usprawiedliwieniem jest jednak coraz trudniej. Bo czy w czasach nadprodukcji żywności można uzasadniać polowania głodem, jak czyniono to kiedyś, w zupełnie odmiennej sytuacji?

Bezpośredniej wykładni wciąż brakuje, ale wystarczy znajomość siedmiu grzechów głównych, żeby wskazać na bezpodstawność linii obrony polskiego łowiectwa odwołującej się do braku pożywienia. Nie słyszałem jednak jak dotąd głosu polskich teologów odnoszącego się do tego zagadnienia. Nikt poważniej tym tematem się nie zajął. Trwa zatem niepisany sojusz myślistwa i ołtarza, a chwilami nawet adoracja myślistwa przy ołtarzu (gdy przed stołem eucharystycznym złożone są ofiary myśliwych).

Wobec wątpliwej już dziś trafności argumentu o pustym żołądku część katolickich duchownych w poszukiwaniu usprawiedliwienia dla polowania szuka innych przesłanek. Otóż próbują oni uświęcać zabijanie naszych braci mniejszych, odwołując się do – swoiście rozumianej – „tradycji”. Czynią to w typowy dla polskiego łowiectwa sposób.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź”, lato 2018.

KUP „WIĘŹ” w wersji papierowej lub elektronicznej!

Więź, lato 2018

Kwartalnik WIĘŹ, nr 2/2018

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.