Jesień 2020, nr 3

Zamów

Galopem przez kadry. Krótka historia polskiego komiksu

W powojennej polskiej rzeczywistości, zgodnie z polityką kulturalną przyjętą przez komunistyczne władze, nie było miejsca dla komiksów. Początkowo były symbolem szmiry, potem zaś – amerykańskiej kultury popularnej, wyśmiewanej i obrzydzanej obywatelom przez propagandę.

W rezultacie w połowie lat 50. prasa publikowała niewiele obrazkowych seriali. Wcześniej jednak, szczególnie w latach 1946–1949, krajowe periodyki sięgały po nie bardzo chętnie, przysparzały one bowiem nowych czytelników. Ponieważ nie drukowano już komiksów zagranicznych, więc obok seriali humorystycznych pojawiły się również rodzime cykle przygodowe i sensacyjne.

Niekiedy występowali w nich bohaterowie komiksów przedwojennych, nieco przemalowani zgodnie z duchem nowy czasów. „Express Ilustrowany” natychmiast po wznowieniu działalności zaprezentował czytelnikom perypetie dwóch komicznych wesołków, do złudzenia przypominających dawnych gwiazdorów gazety: Pata i Patachona. Teraz nosili oni jednak imiona Wicek i Wacek, rysował ich Wacław Drozdowski, a pierwsze przygody przeżywali podczas okupacji, kiedy to bez przerwy robili z Niemców idiotów. Ryzykowne żarty Drozdowskiego bardzo podobały się czytelnikom, a książeczka „Wicek i Wacek. Ucieszne przygody dwóch wisusów w czasie okupacji”, wydana w dużym nakładzie w 1949 r., biła rekordy popularności. Podobnie spolonizowano szwedzkiego Adamsona, znanego przed już wojną jako Agapita Krupkę, na Śląsku przywrócono zaś postać Froncka (z oczywistych przyczyn już nie bezrobotnego). W „Życiu Warszawy”, a potem w „Rolniku Polskim” tryumfy święcił najpierw rzemieślnik, a potem chłop Wazonik, w „Expressie Poznańskim” wygłupiali się Oleś z Bolesiem… Wszystkie te postacie (a także wiele innych) znikły z gazet w latach 1949–1953, a w końcowym okresie swych występów doskonale realizowały już socrealistyczne wzorce. Wyjątkiem był „przekrojowy” Profesor Filutek – krakowski emeryt „dzieckiem podszyty”, który od narodzin (w 1948 r.) nie poddawał się politycznym naciskom. Być może ratowało go to, że występował w historyjce niemej, której nikt wówczas nie uznawał za komiks.

Papcio Chmiel w kosmosie

Odwilż na komiksowym rynku przyniósł dopiero Październik i ostateczny koniec stalinizmu w Polsce. Wtedy prasa – w trosce o nakłady – powróciła do tematyki sensacyjnej i nieco bardziej liberalnej obyczajowo, która mogła zainteresować czytelników. Do łask redakcji powróciły również historyjki obrazkowe (aczkolwiek nadal wyłącznie krajowe). Sięgnęły po nie także czasopisma młodzieżowe, takie jak „Świat Młodych”, pismo harcerskie powstałe w 1949 r. z przekształcenia obrazkowego „Świata Przygód”, czy nowy tygodnik „Przygoda” (istniejący w latach 1957–1958), który na komiksach właśnie opierał swą popularność. W październiku 1957 r., w związku z wyniesieniem na orbitę pierwszego radzieckiego satelity, w „Świecie Młodych” zdecydowano się drukować żartobliwą historię o przygodach w kosmosie dwóch urwisów i małpki, autorstwa rysownika Henryka Chmielewskiego. Cykl „Tytus, Romek i A’Tomek” zyskał wkrótce niesłychaną popularność, daleko wykraczającą poza krąg odbiorców gazety. Przyczyniła się do tego atrakcyjna fabuła, celne, trafiające do młodego pokolenia dialogi i liczne dowcipy semantyczne autora. Z grona trzech bohaterów największą przychylność młodzieży zdobył wkrótce szympans Tytus – osobnik sympatyczny i pełen fantazji. W „Świecie Młodych” serial publikowano do początku lat 90. XX w., a od 1966 r. ukazuje się również w samoistnych wydawnictwach, zwanych „księgami”.

Odwilż na komiksowym rynku przyniósł dopiero Październik i ostateczny koniec stalinizmu w Polsce

Drugim ważnym serialem, zainaugurowanym w końcu lat 50., są „Niezwykłe przygody Kajtka Majtka” z „Wieczoru Wybrzeża”, autorstwa Janusza Christy. Zwariowany kryminał przerodził się szybko w opowiastkę fantastyczną, potem nastąpiły podróże w czasie, wizyty w krainie baśni i tym podobne atrakcje. Kiedy do głównego bohatera, marynarza Kajtka – osoby ze wszech miar pozytywnej, prawej i inteligentnej – dołączył (w 1961 r.) ospały łakomczuch i łgarz, marynarz Koko, serial zyskał kształt ostateczny. Nastąpiły kolejne wyprawy obu protagonistów, a ich kulminacją była czteroletnia podróż międzygwiezdna – historia do dziś wielbiona przez fanów rodzimego gatunku.

Niezwykle istotną kwestią w utworach Chmielewskiego i Christy była forma: w obu serialach wypowiedzi występujących postaci umieszczone były w „dymkach”, nie używano w nich natomiast wcale tekstów narracyjnych umieszczonych pod kadrami. W ten sposób w rodzimych historiach obrazkowych upowszechniał się z wolna niechętnie dotąd stosowany, „amerykański” sposób opowiadania.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź”, lato 2018.

KUP „WIĘŹ” w wersji papierowej lub elektronicznej!

Więź, lato 2018

Kwartalnik WIĘŹ, nr 2/2018

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.