Jesień 2020, nr 3

Zamów

#WięźCytuje. Wojciech Bonowicz: Osoby z zespołem Downa są po prostu lepszymi ludźmi niż my

Wojciech Bonowicz w 2013 r. Fot. Paterm / na licencji CC

W życiu publicznym jest wielu ludzi, którym z łatwością przychodzi mówienie o Bogu. Ale ja jakoś im nie dowierzam. Jak Go nie znajdziesz w spotkaniu z drugim, to Go nie znajdziesz w spotkaniu z katechizmem Kościoła katolickiego – mówi Wojciech Bonowicz w rozmowie z „Tygodnikiem Powszechnym”.

Z Wojciechem Bonowiczem rozmawiała Katarzyna Kubisiowska. Wywiad ukazał się 30 maja w „Tygodniku Powszechnym”, w całości do przeczytania tutaj. Cytujemy wybrane fragmenty:

Ludzie tęsknią za jasną postacią. Ktoś mi kiedyś powiedział, że jak Tischner wchodził do pokoju, to jakby się drzwi otwierały w człowieku. Drzwi się otwierały – i żyć się chciało. Każdy z nas nosi w sobie pragnienie, że przyjdzie taki ktoś, kto mu powie: „Słuchaj, cała ta twoja szamotanina ma sens”. Każdy chce to usłyszeć – czy to będzie poeta, czy gość, który ma budę z warzywami, polityk, który już nie wie, za czym głosuje, czy zdesperowana matka niepełnosprawnego dziecka…

W życiu publicznym jest wielu ludzi, którym z łatwością przychodzi mówienie o Bogu. Ale ja jakoś im nie dowierzam. Dużo ludzi ma światopogląd religijny, ale praktycznie są niewierzący. Dlaczego? Bo nigdy nie doświadczyli Boga w żywej relacji. Jak Go nie znajdziesz w spotkaniu z drugim, to Go nie znajdziesz w spotkaniu z katechizmem Kościoła katolickiego.

Chciałbym, by we wszystkich kościołach byli tacy ministranci, jak moje chłopaki z zespołem Downa. (…) Oni to mają we krwi, wrodzone – że nieważne „jak”, tylko „z kim”. Jak do mszy służy Rafał, który ma problemy z chodzeniem, to oni najpierw pomagają Rafałowi, a dopiero potem księdzu… To jest żywa Ewangelia, ci ludzie. Oni nie kalkulują, mają wymontowany ten ,,kalkulator”, który każdy z nas ma w głowie i oblicza na nim, jak się zachować, czy przytulić tego, kto płacze, czy może jeszcze poczekać…

Świat tych moich przyjaciół jest bardzo piękny i jednocześnie naznaczony cierpieniem. Większość z nich ma rodziny, przyjaciół, a i tak czują, że nie wszyscy cieszą się na ich widok. Najinteligentniejsi z nich mają świadomość odrzucenia. Nigdy nie zapomnę, jak jeden z moich przyjaciół powiedział: „Ja wiem, że ludzie chcieliby, żeby mnie nie było”.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Zawsze mnie denerwowało, kiedy inni ludzie nachalnie usiłowali mnie poprawiać. Każdy wiedział lepiej, co i jak powinienem robić. Moi przyjaciele ze wspólnoty nigdy mnie nie korygowali, nie oczekiwali, że się zmienię, nawet nie prosili, żebym miał dla nich więcej czasu… Oni przyjmują mnie bezwarunkowo. Osoby z zespołem Downa są po prostu lepszymi ludźmi niż my, nieprzypadkowo mają o jeden chromosom więcej. Choć ich świat jest trudny – one nie mogą spełnić wielu swoich marzeń. Nie mogą nawet za nimi gonić.

Co z tego, że niepełnosprawni będą mieli pierwszeństwo w kolejce do rehabilitantów, skoro tych rehabilitantów brakuje? Co z tego, że ułatwi się dostęp do sprzętu i środków medycznych, skoro rodziny nie będą miały pieniędzy na ich zakup?

Wyb. DJ

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.