Jesień 2020, nr 3

Zamów

Tak-tak, nie-nie. Rekolekcje biblijne (3)

Ewangeliczna jednoznaczność nie przeszkadza wyważaniu stanowiska, cieniowaniu myśli. Prostota Bożej mądrości nie jest prostactwem w rozumowaniu.

„Syn Boży, Jezus Chrystus, którego myśmy wśród was głosili (…), nie stał się naraz «tak i nie», ale dokonało się w Nim «tak». Bo ile tylko Bożych obietnic, w Nim są one na «tak»” (2 Kor 1,19-20).

W dyskusjach na temat chrześcijańskiego podejścia do osób uwikłanych w trudne sytuacje moralne powraca często argument o potrzebie jednoznaczności. Miałaby się z nią kłócić akceptacja tych osób takich, jakimi są, oraz towarzyszenie im w stopniowym dojrzewaniu do właściwych postaw.

Zwolennicy ortodoksji rozumianej jako system żelaznych reguł szermują przy tej okazji (wyrwanym z kontekstu) pouczeniem Jezusa: „Niech waszym słowem będzie: tak-tak, nie-nie. A co ponadto, od złego jest” (Mt 5,37). Jednak Chrystus, jakiego ukazują Ewangelie, nie zachowuje się jak fundamentalista dający proste odpowiedzi na trudne pytania.

Jednoznaczność to nie schematyzm

Sama Biblia podpowiada, że zawarte w niej aforyzmy trzeba właściwie interpretować, zamiast brać dosłownie niektóre sugestywne skróty myślowe.

Zdanie mówiące o ograniczaniu się do „tak” lub „nie” stanowi przecież konkluzję fragmentu, w którym czytamy: „Mówię wam, żeby wcale nie przysięgać” – co jakoś nie przeszkadza świętemu Pawłowi użyć formuły przysięgi w wypowiedzi nawiązującej do tego właśnie tekstu: „Na wierność Boga, moje słowo do was nie jest zarazem «tak» i «nie»” (2 Kor 1,18). Apostoł rozumiał, że w celowo przesadnym sformułowaniu z Kazania na Górze nie chodziło o restrykcyjny zakaz, tylko o to, żeby uroczyste zapewnienia powoli stawały się zbędne dzięki naszej konsekwentnej prawdomówności.

Jezus przyszedł do Zacheusza nie dlatego, że Zacheusz się nawrócił. To Zacheusz nawrócił się dlatego, że Jezus do niego przyszedł

Innymi słowy, w ustach ucznia Chrystusa zwykłe potwierdzenie lub zaprzeczenie jakiegoś stanu rzeczy ma mieć wartość zeznania pod przysięgą. Jednocześnie sposób, w jaki Paweł odwołuje się do Jezusowej maksymy, pokazuje, że faktycznie da się ją rozumieć także w sensie wezwania do prostolinijności – ale ta prostolinijność nie ma nic wspólnego z upraszczaniem subtelnych kwestii, stosowaniem rozumowania wyłącznie „zerojedynkowego”. Ewangeliczna jednoznaczność (co widać zarówno u Pawła, jak i u samego Jezusa) nie pozbawia człowieka wrażliwości na wielość aspektów zagadnienia, z którym się styka, nie przeszkadza wyważaniu stanowiska, cieniowaniu myśli. Prostota Bożej mądrości nie jest prostactwem w rozumowaniu.

Otwierając Ewangelię według Jana, możemy kontemplować Jezusa postawionego przed dylematem: czy kobietę przyłapaną na cudzołóstwie trzeba ukamienować, czy też można zignorować przepis Prawa (zob. J 8,3-11)? Jak wiadomo, odpowiedź Chrystusa nie wpisuje się w prosty schemat, nie jest ani wyrokiem, ani uniewinnieniem, ani pochwałą anarchii. Zamiast powiedzieć „tak” albo „nie”, nasz Mistrz wyślizguje się z zakreślonych przez pytanie ram – a przecież robiąc ten unik, pozostaje klarownie jednoznaczny, ustawia się po stronie człowieka i przeciw temu, co go niszczy. Unika potępiania, choć nie pochwala występku; upomina, lecz z dużą dyskrecją. Jego sąd (po grecku krisis – rozdzielenie) służy oddzieleniu upadłego od jego upadku, a Jego miłosierdzie jest nie mechanicznie stosowaną amnestią, tylko pisaniem prosto po krzywych liniach ludzkich uwikłań.

Nawrócenie to skutek przygarnięcia

Nietrudno sobie wyobrazić skierowanie pod adresem Jezusa zarzutów podobnych do tych, z jakimi spotyka się obecnie papież Franciszek. Czyż ucztowanie z publicznymi grzesznikami nie było dwuznacznym sygnałem dla ludu, czyż nie ośmielało do lekceważenia norm i zasad? Czyż takie wypowiedzi Nazarejczyka, jak stwierdzenie: „Szabat powstał dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu” (lub: „Odpuszczono jej wiele grzechów, bo ma wiele miłości”), nie były skandalicznie niejasne? Czyż nie dawały okazji do odczytania ich w sposób obrazoburczy lub wręcz bluźnierczy?

Problem faryzeuszy z Jezusem polegał właśnie na tym, że Jego podejście do błądzących nie miało w sobie nic z wykluczania lub marginalizacji, lecz wyrażało (mówiąc językiem adhortacji Amoris laetitia) logikę miłosierdzia oraz integracji, włączania zagubionych od razu w relację bliskości.

Przy całym skondensowaniu opisanych w Ewangeliach historii spotkań z Chrystusem, da się tam dostrzec nie tylko dyskrecję Pana w sugerowaniu konkretnym ludziom nawrócenia, ale także Jego wyrozumiałą cierpliwość w doprowadzaniu tych osób do decyzji o zmianie życia. Zwróćmy uwagę, że w przypadku wizyty u Zacheusza Jezus wprasza się do kogoś żyjącego w tym momencie niezgodnie z regułami pobożności, a złożona przez zainteresowanego deklaracja poprawy i zadośćuczynienia pokrzywdzonym jest skutkiem, a nie przyczyną odwiedzin (por. Łk 19,2-10).

Krótko mówiąc, Jezus przyszedł do Zacheusza nie dlatego, że Zacheusz się nawrócił. To Zacheusz nawrócił się dlatego, że Jezus do niego przyszedł. Życzliwość okazana bez wypominania czegokolwiek i afirmacja człowieka – niezależnie od popełnionych przez niego błędów – dokonały tego, czego wcześniej nie zdołało sprawić święte oburzenie otoczenia i publiczne napiętnowanie.

Jezus unika potępiania, choć nie pochwala występku; upomina, lecz z dużą dyskrecją. Jego miłosierdzie jest pisaniem prosto po krzywych liniach ludzkich uwikłań

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Także w rozmowie Pana z samarytańską kobietą przy studni koło Sychar (zob. J 4,7-26) nie znajdziemy ani wyznaniowej polemiki (choć rozmówczyni jest z punktu widzenia judaizmu heretyczką), ani moralizowania – chociaż Jezus posiada nadprzyrodzoną wiedzę, że kobieta po pięciokrotnym małżeństwie żyje teraz w konkubinacie. Co do pierwszej sprawy Chrystus zaznaczy tylko oględnie własne stanowisko, a o problematycznej sytuacji małżeńskiej Samarytanki wspomni bez komentarza. Mimo zaczepnego tonu swej rozmówczyni pozostanie spokojny i cierpliwie nakieruje ten nieco dziwny dialog o pragnieniu na kwestię autentycznej, uwewnętrznionej więzi z Bogiem. Miedzy wierszami zaproponuje pogubionej kobiecie ni mniej, ni więcej, tylko napełnienie Duchem Świętym, którego symbolizuje „żywa woda” (por. J 7,37-39) – i właśnie tej podwójnie wykluczonej istocie powie otwartym tekstem coś, czego nie powiedział uczonym i kapłanom, a nawet własnym uczniom: wyzna, że jest Mesjaszem. Również w tej historii życzliwa bliskość Pana poprzedza nawrócenie, błądzący człowiek zostaje przygarnięty i obdarowany bez żadnych warunków wstępnych.

Nie ulega przy tym wątpliwości, że Chrystus absolutnie nie pochwala grzechu, ani go nie bagatelizuje. Na krzyżu będzie z nim walczył dosłownie na śmierć i życie. Jednak mówiąc swoje śmiertelnie poważne „nie” temu, co nas niszczy, wypowiada jeszcze głośniej radosne, rozkochane „tak” na potwierdzenie Boskiej chęci przytulenia nas wbrew przeszkodom, które stawiamy. Zgodnie z proroctwem, „niezachwianie przynosi Prawo” – w ten sposób, że ratuje każdą nadłamaną trzcinę ludzkiego życia i każdą tlącą się iskierkę tęsknoty za Miłością (por. Iz 42,3). On nie karze, tylko leczy.

Cytaty biblijne przytoczono częściowo we własnym tłumaczeniu autora, częściowo zaś za Biblią Tysiąclecia i Przekładem Ekumenicznym Nowego Testamentu.

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.