Jesień 2020, nr 3

Zamów

Edytorial

W Kościele praktyka nie zawsze idzie w parze z teorią. Również pod względem stosunku do osób z niepełnosprawnościami.
„Boli i upokarza, kiedy traktowani jesteśmy jako osoby bierne czy jako obiekt, dzięki któremu można zaspokajać, skądinąd chwalebną, potrzebę spełniania chrześcijańskich uczynków miłosierdzia” – mówi Piotr Pawłowski. A Damian Jankowski opisuje odrzucenie, z jakim spotkał się jako kandydat do zakonu, zdyskwalifikowany ze względu na niewielką w gruncie rzeczy fizyczną niepełnosprawność. W instytucji świeckiej byłby to przejaw dyskryminacji, w kościelnej – przedstawiano to jako… „wolę Bożą”.
W bloku tekstów „Niepełno(s)prawni w Kościele” w tym numerze „Więzi” pytamy, czy osoby z niepełnosprawnościami są realnie uznawane za pełnoprawnych członków Kościoła. Czy nie są raczej obsadzane w roli tylko przedmiotu opieki, nad którym trzeba się „pochylić” (nie znoszę tego słowa, tak częstego w kościelnym slangu!)?
W debacie publicznej coraz częściej mówi się dziś o osobach z niepełnosprawnościami. Wobec pytania o niepełnosprawność stanęły również współczesna filozofia i teologia – te poszukiwania opisują Anna Maliszewska i ks. Damian Wyżkiewicz. Kluczowy wydaje mi się trop podsunięty przez tego ostatniego autora: może nie umiejąc odpowiedzieć na pytanie, kim jest człowiek niepełnosprawny, nie potrafimy w istocie odpowiedzieć na pytanie, kim jest człowiek? Osobiście od wielu lat we wspólnotach ruchu „Wiara i Światło” (skupionych wokół osób z niepełnosprawnością intelektualną) doświadczam właśnie tego, że uciekając przed słabością innych, uciekam de facto przed samym sobą.
Chętnie więc wsłuchuję się w głos kończącego właśnie 90. rok życia proroka – Jeana Vaniera. Przypomina on, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni: „Zaczynamy życie jako małe niesamodzielne dzieci i podobnie je kończymy. Nasza największa niepełnosprawność to śmierć”.

Zbigniew Nosowski

 

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.