Kiermasz e-booków i książek

Jesień 2022, nr 3

Zamów

Pamięć, tożsamość, niezgoda

Zdobyczna czołg typu Pantera należąca do plutonu pancernego „Wacek” pod dowództwem Wacława Micuty. Zdjęcie wykonane w rejonie ul. Okopowej. Domena publiczna

„Powstanie umarłych” Marcina Napiórkowskiego dostarcza narzędzi, które pozwalają zanalizować i objaśnić nasze rozmaite wspomnienia – także te moje – związane z pamięcią o Sierpniu 1944 roku.

Urodziłem się w roku 1962, osiemnaście lat po Powstaniu Warszawskim. Tym samym – zdawałoby się – nie mam osobistych wspomnień związanych z tym wydarzeniem. A jednak…

Pierwszej z dwóch scen, które stanęły mi żywo przed oczami w wyniku lektury książki Marcina Napiórkowskiego „Powstanie umarłych. Historia pamięci 1944–2014”, nie umiem precyzyjnie umieścić w czasie. Z całą pewnością rozegrała się ona w końcu lat sześćdziesiątych. Nasza rodzina mieszkała na warszawskiej Woli. W odległości dwóch przystanków tramwajowych (w kierunku granicy miasta) mieliśmy teren, zwany wówczas „dzikim parkiem” – w odróżnieniu od uporządkowanego parku im. Sowińskiego – zamknięty od zachodu Cmentarzem Powstania Warszawskiego. Czasem chodziło się tam na spacery z dzieckiem, to znaczy ze mną.

Napiorkowski_Powstanie_umarlych_Więź
Marcin Napiórkowski, Powstanie umarłych. Historia Pamięci 1944-2014, Krytyka Polityczna: 2017.

I oto któregoś razu znajduję się tam znowu, ale ten jedyny raz – po zmierzchu. Jestem z babcią, która, nawiasem mówiąc, przeniosła się do stolicy zaledwie parę lat wcześniej. To musi być jakaś szczególna data – może 1 sierpnia? Tylko że latem ciemności zapadają dopiero około dziewiątej wieczór i trochę nie chce mi się wierzyć, żeby rodzice zgodzili się na moje wyjście z domu, nawet pod opieką, o tak późnej porze. Więc może raczej 1 listopada. Na cmentarzu nie ma jeszcze pomnika Polegli Niepokonani. Stoi tylko (jeśli pamięć mnie nie zawodzi) niewysoki krzyż, zespawany ze stalowych rurek. Teraz otacza go nieprzeliczone mrowie zniczy. A wokół mnóstwo kobiet w żałobie. Wydaje mi się, że śpiewają suplikacje, ale nie mogę wykluczyć, że tę „ścieżkę dźwiękową” dołożyła po latach wyobraźnia (choć kobiety coś przejmującego śpiewały na pewno). To jedno z najsilniejszych wspomnień z dzieciństwa.

I druga scena: tym razem mogę podać dokładną datę, 1 sierpnia 2016 roku. Odkąd przeprowadziliśmy się z żoną do mieszkania na Powiślu, gdzie mamy balkon, we wszystkie poprzednie rocznice wywieszałem na tym balkonie biało-czerwoną flagę. Ale tym razem nie umiem się przemóc. O siedemnastej obserwuję dymy, unoszące się nad nieodległym skrzyżowaniem Marszałkowskiej z Alejami Jerozolimskimi. Wiem, że to palą się race w rękach osiłków w T-shirtach ze znakiem Polski Walczącej i z szalikami Legii na potężnych karkach (mówię oczywiście w przenośni, być może wielu było chudych i w okularach). Mam wrażenie, że ktoś ukradł moją cześć dla Powstania, która zaczęła się od tamtego nocnego przeżycia na wolskim cmentarzu, przed bez mała pół wiekiem. Wielu znajomych twierdzi, że przesadzam, a ja nie jestem pewien, czy nie mają racji.

Kiermasz e-booków i książek

Podczas lektury książki Marcina Napiórkowskiego wielokrotnie wracałem do tych dwóch chwil, oddzielonych od siebie prawie dokładnie półwieczem, ponieważ autor przenikliwie je objaśnił. Mówiąc dokładniej: „Powstanie umarłych” dostarcza narzędzi, które pozwalają zanalizować i objaśnić nasze rozmaite wspomnienia – także te moje – związane z pamięcią o Sierpniu 1944 roku, spory, w których braliśmy udział, a wreszcie manifestacje, w których uczestniczyliśmy lub nie.

To jest fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź”, zima 2017.

KUP „WIĘŹ” w wersji papierowej lub elektronicznej!

Kwartalnik „Więź”, zima 2017
Kwartalnik „Więź”, zima 2017: Miłuj obcego jak siebie samego

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.