Lato 2021, nr 2

Zamów

„Trzeba szukać w sobie miejsca na miłość”. Ojciec Wacław Oszajca kończy 70 lat

Wacław Oszajca SJ, lipiec 2016 r. Fot. Tomasz Fedor

Ojciec Wacław Oszajca, jezuita, teolog, poeta, dziennikarz i publicysta urodził się 28 września 1947 r. w Źwiartowie. Wybraliśmy kilka jego myśli, spisywanych do miesięcznika „Przegląd Powszechny”, którym kierował w latach 1995-2006.

Dawniej – to były lata (październik 1996)

Lato było i się zbyło. Zbyło się wcale nie tak, jak o tym marzyliśmy. Zresztą, wakacje zawsze przemijają inaczej, niż oczekujemy. Pod jesień człowiek zaczyna też widzieć, że nie tylko wakacje, ale całe życie przemija nie tak, jak byśmy chcieli. Dawniej – to były lata, to były wakacje. W latach pięćdziesiątych, a z całą pewnością przed wojną, słońce świeciło goręcej i mróz też ziębił ostrzej.

Betlejem jest tutaj (grudzień 1995)

Bóg stworzył człowieka dla niego samego. A to już wystarczy, by o samym człowieku i reszcie stworzenia mieć poważne mniemanie. Nie może być tak, że ten świat i my na nim to sprawa czegoś przejściowego, skoro Syn Boży dla tego świata umrze. Stąd, z tej powagi stworzenia, zrodziła się myśl, została objawiona w tej myśli prawda, że Boga zrodzi nam ziemia i niebo jednocześnie. Dlaczego bowiem Ten Który Jest, skoro przez oślicę przemówił, nie miałby przemawiać przez nasz mózg? Przychodzi zatem Bóg z łona ziemi i z łona kobiety. Z wnętrza narodu, kultury, religii. Jednym słowem – z prochu ziemi. Żyje w nich. A kiedy nam się wydaje, że w ich wnętrzu znika, wtedy słyszymy napomnienie – tak jak widzicie Go odchodzącego, tak samo przyjdzie.

Patrząc na naszą współczesność, jak też i na przeszłość, można odnieść wrażenie, że Bóg nadal jest jak dziecko. Bezradny wobec wody i ognia, chłodu i głodu, powietrza i wojny. Zupełnie tak samo, jak wtedy w Betlejem. Skoro tak, to znaczy, że Betlejem jest tutaj, nasza współczesność jest grotą, polem pasterzy, miastem, świątynią. Można nawet powiedzieć, że w związku z tym, co wiemy o Jezusie, o Jego losie w historii Kościoła i w dziejach kultur, które wyrosły z Jezusowej i kościelnej Ewangelii, nam jest łatwiej niż nawet Maryi czy Józefowi. Czas przecież poddał próbie to ziarno i wydało ono plon stokrotny.

Ta bezradność Boga wobec świata i ta nasza bezradność wobec Boga i świata również – zmuszają nas do jednego. Do przekonania, że coś więcej musi być w tym, czy poza tym, co się zna. Również w sprawach religijnych, również w sprawach wiary. Ta niemoc jest naszą siłą, gdyż rodzi nadzieję na możliwość dalszego ciągu. Rodzi nadzieję na możliwość spełnienia się szaleńczej ludzkiej nadziei na szczęście. Chrześcijanie mówią w takim momencie o powtórnym przyjściu. To znamienne. My też, podobnie jak Żydzi i wyznawcy innych religii, razem z nimi czekamy, a może dojrzewamy, dorastamy razem z całym stworzeniem do tej chwili, kiedy chwała synów ludzkich, czyli piękno człowieka, ukaże się w całej krasie. Będzie to dzień, w którym całe stworzenie dojdzie do swego celu, czyli do siebie samego.

Baśń to, mit, bajeczka? Jeśli nawet, to i tak jest to wiele. Dlaczegóż by nie wierzyć również i baśni, pięknu groźnie-łagodnemu?

Gdzie szaleje śmierć, jeszcze obficiej spływa łaska (czerwiec 1999)

Z duszą ludzką, z ludzkim błądzeniem i grzeszeniem sprawa ma się inaczej – przynajmniej na razie – niż z najdoskonalszym komputerem. Człowiek najbardziej zniszczony, całkowicie rozprogramowany, a nawet fizycznie zdekompletowany ma jednak moc zaprzeczania sobie samemu, również temu, co przeżywał jako szczęście lub nieszczęście. Warto zatem wciąż przypominać słowa Pawła Apostoła, że tam, gdzie szaleje śmierć, jeszcze obficiej spływa łaska, czyli życie.

Kochać Boga, kochać człowieka (czerwiec 1999)

Czy można kochać Boga bardziej niż rodziców, dzieci, naród? Oczywiście można, ale z tego wcale nie wynika, że jest się wtedy człowiekiem głębszej wiary. Przeciwnie, wystarczy prześledzić życiorysy skazanych za ludobójstwo, by się przekonać, że byli oni wychowywani w domach religijnych, również w rodzinach katolickich, a jednak nie uchroniło to tych ludzi przed stoczeniem się w tak wielkie zło, a nawet stało się tego przyczyną. Dlatego mówiąc o miłości do Boga, Chrystus mówi jednocześnie o miłości do ludzi. Z tego oczywiście nie wynika, że człowieka można kochać tak, jak się kocha Boga, a Boga jak człowieka. Ludzka miłość jest przecież zawsze ułomna i oczekiwać od kogoś, że obdarzy nas miłością na miarę Boga, byłoby bałwochwalstwem. Takiej miłości nie można od drogiego człowieka oczekiwać. Natomiast na taką miłość trzeba w sobie szukać miejsca. Apostołowie Piotr i Paweł przez swoje męczeństwo zaręczają nam, że człowiek potrafi kochać jak Bóg.

Opisać miłość Bożą (czerwiec 1999)

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Biblia, katechizm, teologia, nieprzeliczone książki – jak to wszystko przeczytać, przestudiować, zapamiętać? Na dodatek trzeba by choć trochę poznać przynajmniej podstawowe święte księgi innych religii, skoro i w nich Duch Święty objawia prawdę o Bogu. Wszystko to prawda, ale prawdą jest również, że wszystkie święte pisma i dzieła teologiczne mówią o czymś niezmiernie prostym, można by powiedzieć zwyczajnym, codziennym, maluczkim. Nie większym od ziarnka gorczycy. Te wielkie dzieła i arcydzieła mówią przecież o wierze, czyli o zaufaniu człowieka względem Boga, a jeśli chodzi o chrześcijan, człowiekowi, który ku naszemu zaskoczeniu i wstydowi, jak też tym większej radości, okazał się Bogiem. Nic w tym dziwnego, że aby to wydarzenie opisać, trzeba było aż tylu ksiąg, tylu obrazów, rzeźb, tak wiele muzyki. Przecież my nie potrafimy opisać miłości ludzkiej, cóż dopiero Bożej.

Oszczędzać człowieka (październik 1995, obejmując funkcję redaktora naczelnego)

„Przegląd Powszechny” nie bał się nowego. Przeciwnie, gdzie wielu dopatrywało się samych zagrożeń, czy wprost sideł szatańskich, tam autorzy i redaktorzy „Przeglądu” umieli dostrzec nasiona prawdy. Ciekawe byłoby znaleźć odpowiedź, skąd czerpano odwagę życia współczesnością. Na swój użytek sądzę, że dał tu o sobie znać duch ignacjański i jezuicki. We wszystkim szukać chwały Pana Boga. A gdzież tej chwały może być więcej, jeśli nie tam, gdzie Stwórca tworzy coś, czego jeszcze na tym świecie nie było? Trwałą cechą „Przeglądu” jest szacunek dla godności człowieka. Na łamach miesięcznika toczono spory, i to nieraz bardzo ostre. Starano się jednak oszczędzać człowieka.

Źródło: przegladpowszechny.pl

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.