Zima 2020, nr 4

Zamów

„The Square”. Kwadrat bezpieczeństwa

„The Square”, reż. Ruben Östlund, Dania, Francja, Nemcy, Szwecja 2017. Fot. Materiały prasowe Gutek Film

Film Östlunda pokazuje, co się stało ze szwedzkim – ale nie tylko szwedzkim – społeczeństwem: zatomizowane żyje obojętnością.

Kiedy oglądałem ten film, po głowie chodziły mi słowa z piosenki, którą niegdyś śpiewała Grażyna Łobaszewska: „Widziałam dni w muzeach sennych, / o wnętrzach zimnych jak lód, / starsi ludzie w rogach wielkich sal”. Nie wiem, o jakich muzeach myślał Jacek Cygan, pisząc tę piosenkę, chyba raczej o takich, gdzie słychać „kapci miękkich szur”. Ale mi się te słowa skojarzyły ze sterylną przestrzenią muzeum sztuki współczesnej, gdzie dzieje się większość akcji filmu „The Square”. W zimnej przestrzeni wystawowej za eksponat służą kopczyki żwiru opisane neonem „I have nothing”. A w rogu sali – jak w każdym muzeum na świecie – pani pilnująca, by nie dotykać eksponatów i nie robić zdjęć.

Można ten film potraktować jako paszkwil na współczesną sztukę, a może nawet nie tyle na sztukę, co na jej rynek wystawienniczy, na sektę kuratorów i galerników – jedynych jeszcze, którzy rozumieją – jeśli rozumieją – sztukę współczesną. Emblematyczna jest tutaj jedna z pierwszych scen filmu, gdy dziennikarka (Elisabeth Moss) przepytuje Christiana (Claes Bang), dyrektora muzeum, z rozumienia tego, co napisano na muzealnej stronie internetowej. Sztuka przestała być już dawno „dla ludzi”, ona jest już tylko – właśnie! – sztuką dla sztuki, choć chyba nie o taki artyzm by szło. Ruben Östlund, reżyser filmu, wprowadza wiele takich elementów obnażających hermetyczność i niekomunikatywność sztuki współczesnej. Znamy wiele przykładów, które opisywały media, gdy sprzątaczka jednym machnięciem miotły przedwcześnie likwidowała dzieło sztuki, biorąc je za śmieci. Także i tutaj mamy destrukcję eksponatu za pomocą jeżdżącego odkurzacza.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Ale muzeum jest właściwie jedynie metaforą, lustrzanym odbiciem tego, co na zewnątrz. Christian – przystojny i będący przy kasie właściciel minimalistycznego apartamentu – właściwie życiem się nie przejmuje. Jego życie wypełnia znudzenie kolejnym wywiadem. Ale przychodzi moment, że Christiana życie dotyka. Staje się ofiarą swoistego złodziejskiego performance’u, w którym traci telefon i portfel. To wydarzenia stanie się początkiem wielu innych, mniej lub bardziej nieoczekiwanych, które postawią bohatera wobec konieczności dokonywania wyborów, podejmowania decyzji, uświadomienia sobie, że jego działanie może być dla kogoś krzywdzące. Nie ma życia bez konsekwencji. W końcu trzeba wziąć za nie odpowiedzialność.

Tytułowy „The square” to eksponat, który ma być początkiem nowej wystawy. Wyznaczony na bruku przed wejściem do muzeum kwadrat ma być przestrzenią azylu, gdzie każdy będzie mógł wejść, by poczuć się bezpiecznie i gdzie będzie można wezwać pomocy. Zresztą wołanie o pomoc pojawia się w tym filmie kilkakrotnie. I chyba jedyną osobą, która tej pomocy udziela, jest imigrant – żebrak, który pilnuje toreb z zakupami Christiana. Film Östlunda pokazuje, co się stało ze szwedzkim – ale nie tylko szwedzkim – społeczeństwem: zatomizowane żyje obojętnością. Ludzie mijają się anonimowo na ruchomych schodach centrum handlowego. Trzeba stwarzać kwadraty azylu i bezpieczeństwa, ale i one – jak się okazuje – reklamowane bywają okrucieństwem. Nie, sztuka nie przynosi ratunku. Ona jest dla samej siebie, ewentualnie dla kliknięć i dla pieniędzy.

Zdobywca Złotej Palmy w Cannes zapowiadany jest jako komedia. I owszem, jest wiele scen, które wywołują śmiech. Ale on milknie ze sceny na scenę. Jest coraz mniej śmiesznie. „Społeczeństwo jest niemiłe” – jak śpiewa Mister D alias Dorota Masłowska. Szwedzkie – choć tak sterylne – zdaje się jeszcze bardziej niemiłe. Bo to w gruncie rzeczy nie śliczne, szwedzkie blondyneczki żebrzą – jak zdają się sugerować pomysłodawcy reklamy tytułowego eksponatu – ale imigranci i ich potomkowie. Okazuje się, że szwedzki cud socjalny nie jest taki cudowny. Trudno pokonać wzajemne stereotypy, jak to sobie uświadamia Christian w liście wideo do syna emigrantów. Nie tylko muzea mają zimne wnętrza. Ale nadzieja w dzieciach. Córki Christiana jako pierwsze wypróbowują eksperymentalną wystawę. Przed wejściem mają dokonać wyboru i nacisnąć guzik z napisem „Ufam ludziom”, „Nie ufam ludziom”. Obie wybierają zaufanie. Może jednak jest dla nas nadzieja i kwadraty bezpieczeństwa okażą się niepotrzebne?

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.