Zima 2020, nr 4

Zamów

Twarze Auschwitz

Auschwitz-Birkenau

Auschwitz – jeśli ma być zapamiętane – potrzebuje ludzkich twarzy. Ludzkich historii. Ludzi dokładnie takich samych, jak my.

Auschwitz to temat trudny, temat który staramy się trzymać poza naszą świadomością. Kojarzy się ze stosami butów, walizek i kubków, transportami na rampie w Birkenau, komorami gazowymi i krematorium. Kojarzy się przede wszystkim z Zagładą, to znaczy planową eksterminacją przede wszystkim Żydów. Nic dziwnego, że ludzie – jeśli zaczyna do nich ta wiedza docierać – się przed nią bronią. Nie przyjmują do wiadomości.

Moje spotkanie z Auschwitz zaczęło się od spotkania z żywym człowiekiem. Z kobietą, która przeżyła 3 miesiące w bunkrze bloku śmierci. Pani Wanda Sawkiewicz żyje do dziś, ma ponad 90 lat. A zaraz potem: z ludźmi, którzy przetrwali w jej pamięci. Zygmuntem Noskiem, maturzystą z Jarosławia. Mietkiem Borkiem, lakiernikiem z Sanoka. Jurkiem Kowalewskim, którego matka była majorem Wojska Polskiego, i który przez Wandę w grypsach do matki przekazywał do Warszawy raporty Pileckiego. Jankiem Olszyńskim, chłopakiem ze Śląska, aresztowanym z całą rodziną… Moją świadomość zasiedliły tłumy ludzi. Żywych ludzi, potrafiącym kochać i nienawidzić, bać się i żartować. Ludzi podejmujących dramatyczne, ale wolne decyzje.

Za nimi poszli kolejni, wspominani przez współwięźniów w spisywanych po wojnie relacjach. Muzealne archiwum ma ich tomy, starannie spiętych i skatalogowanych… Wystawę w Muzeum obejrzałam dużo później, mając już w oczach obraz kolejnych bloków i odnalezione miejsca wszystkich wydarzeń, o których czytałam.

Tu było Bekleidungskammer. Tu stała 17-latka przywieziona z więzienia w Mysłowicach, o nieznanym dziś imieniu. Tu zobaczył ją po raz pierwszy Genek Obojski, 20-letni wówczas chłopak z Warszawy. Stał gdzieś tutaj, przy wejściu do bloku 20. To tutaj „trafiła go” miłość, zakończona natychmiast i tragicznie, bo może kilka godzin później na własne oczy oglądał jej egzekucję pod Ścianą Śmierci. Genek Obojski pracował w obozie jako nosiciel zwłok. Niektórzy wymieniają go jako numer 5. Pileckiego. Czy faktycznie był członkiem pierwszej stworzonej w obozie „piątki”?

Tu Mietek Borek w czapce na sznurku spuszczał Wandzie przez okno do celi ziemniaka… W Wigilię roku 1942. Obok jest mur, chodził reflektor… Jakim cudem mu się udało? To przez to okno rozmawiali o gwiazdach. Betonowa zasłona nie pozwalała widzieć ich zbyt wiele. Trzy. Jedną dla niej, drugą dla niego, trzecią dla nich obojga…

Ścianę Śmierci rozebrano, dziś stoi replika. Ale w tym samym miejscu. Obok po prawej stronie leżała sterta piachu. W styczniu 1943 roku był mróz, musieli go rozbijać, zanim użyli do podsypywania… bo przecież inaczej pryskająca krew mogłaby ochlapać mundury esesmanów. W celi 19, drugie okno od końca, siedziało kilku robotników cywilnych, aresztowanych w najgłupszy z możliwych powodów. Liczyli strzały. Wyszli po trzech tygodniach, złożyli relację, jest w muzealnym archiwum.

W tym samym bunkrze bloku 11, w celi pod schodami, odbyły się pierwsze próby z cyklonem B. Do testów wykorzystano radzieckich jeńców. Zapewne użyto zbyt mało gazu, bo w celi bez okna umierali kilka dni.

To na tych ulicach obozowych stali na apelu. Tak, na ulicach, placu apelowego, tego z rysunków, przecież nie ma. Został zabudowany w początkach obozu. Stali piątkami, tak jak weszli przez bramę, na środku ulicy. Tak długo, aż zgodził się stan ciał. Żywych i martwych.

Wystawa w Muzeum pokazuje dowody rzeczowe. Nie da się z niej zobaczyć ludzi. Są zdjęcia na ścianach, ale nic o nich nie wiemy. Wszystkie wydają się takie same. Szłam przez korytarze i czułam się tak, jakbym przechodziła wzdłuż stojących na apelu… W innym bloku trafiłam na szereg pasiaków na wieszakach. Nawet nie manekinów. Kolumna bezgłowych więźniów-wieszaków. Miałam ochotę krzyczeć: oddajcie im twarze. To nie były cienie, kukły, bezwolne manekiny. To byli żywi ludzie!

Nawet Pilecki w swoim raporcie wspomina, że kilka dni był w szoku

Żywymi ludźmi byli także ci z rampy w Birkenau. Po podróży bydlęcym wagonem, po wyrzuceniu na zewnątrz byli w szoku. Widok, który mogli zobaczyć… Dziś w Birkenau są puste miejsca po budynkach. Kiedyś były baraki, baraki, baraki… I ludzie w czymś, co normalnemu człowiekowi chyba najbardziej przypominało pidżamę. Trzeba o tym pamiętać, gdy pytamy o reakcję. Nawet Pilecki w swoim raporcie wspomina, że kilka dni był w szoku, dopiero po kilku dniach poczuł gniew i chęć walki. Oni – w większości – tego czasu nie mieli…

Ich droga kończyła się najpierw w Białym Domku, później powstały profesjonalne „fabryki śmierci”. W jednym budynku komora gazowa i krematorium, żeby nie trzeba było daleko nosić ciał. Przepustowość pięciu krematoriów (razem z pierwszym, w Auschwitz I, jedynym które dziś można zobaczyć) wynosiła „razem przy 24-godz. nieprzerwanej pracy dziennie 4756 osób”. To cytat z niemieckiego dokumentu. Oficjalne wyliczenie.

Palili po kilka ciał razem. Dwie kobiety i jeden mężczyzna, bo kobiety mają więcej tłuszczu, który wspomaga proces spalania. I tak było mało, obok krematorium piątego działały doły spaleniskowe. Zostało kilka zdjęć, z narażeniem życia zrobionych przez członków Sonderkommando. Na tych zdjęciach są ludzie. Upokorzeni. Rozebrani do naga. Okłamani. Na chwilę przed śmiercią. Ludzie.

I także ludzie zdobyli się w tym koszmarze na to, by dostarczyć aparat, by stanąć w drzwiach, by zrobić zdjęcie, by je dalej przekazać…

W Birkenau jest pomnik, ale tylko jeden budynek nadaje się na muzeum. To dawna łaźnia. Przechodzili przez nią ci, którzy mieli szansę żyć. W środku są dziś fotografie. Nie, nie obozowe. Rodzinne. Świąteczne. Ślubne. Całych rodzin. Dzieci. Niemowląt. Dopiero wtedy widać, co się tam stało. Ruina mówi niewiele, jeśli ktoś o niej nie opowie. Ziemia, choć czasem jeszcze oddaje kości, nie krzyczy…

Dobrze, że kolejne ekspozycje w Muzeum są już inne. To, co można od kilku lat zobaczyć w bloku 27 w Auschwitz I, multimedialna opowieść o Zagładzie, poraża. Po przejściu tego bloku nikt już chyba nie będzie w stanie lekceważąco podchodzić do tego, co się tam wydarzyło. Nie wiem, ile osób tam zagląda. To nie jest wystawa główna. Nie jest też jakoś szczególnie oznakowana…

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Auschwitz – jeśli ma być zapamiętane – potrzebuje ludzkich twarzy. Ludzkich historii. Ludzi dokładnie takich samych, jak my. Ludzi, którzy mieli swoje życie wcześniej – i mieli je, jeśli dano im tę możliwość, także w obozie. Ludzi, którzy walczyli o każdy dzień i którzy potrafili śpiewać „Stoi komin murowany, ale my go wykiwamy”. Ludzi.

Tylko ludzi można zapamiętać. I tylko uświadomienie sobie, że nic ich nie różniło od nas, woła o to, by nigdy nikt więcej nie musiał przeżywać nawet ułamka z tego doświadczenia. Bez twarzy Auschwitz pozostanie tylko historią.

Oby tylko historią.

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.