Jesień 2020, nr 3

Zamów

Na progu Bez zemsty z powodu zemsty

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Pragnienie odwetu. Odpłacenie pięknym za nadobne. Znam może kilka osób, które podejrzewam, że poradziły sobie z tym atawizmem (to znaczy: podejrzewam je o świętość). Bodaj w żadnej kwestii nie jest dla mnie tak oczywiste, że wymogi chrześcijaństwa są w gruncie rzeczy przeciw naturze. Nawet moja kanapowo-przytulankowa kotka, kiedy weterynarz sprawił jej ból, pogryzła i jego, i mnie na dodatek (bo byłem pod ręką, a ściślej mówiąc: pod pyszczkiem). To jest wypracowany ewolucyjnie program, którego powstrzymanie stanowi przyrodniczy skandal. Stres w ogóle, a zwłaszcza wywołany bólem (fizycznym lub psychicznym) domaga się reakcji. Bez niej zaczynają się opisane szczegółowo przez psychologię rozmaite, często psychosomatyczne objawy frustracji. Jeśli nie stać nas na rewanż w świecie realnym, rozkwita przynajmniej ponura wyobraźnia, poddająca nam wizje zemsty z reguły straszliwszej niż ta, którą potrafilibyśmy przeprowadzić naprawdę. Gdyż imaginacyjny obraz jest słabszym bodźcem, niż rzeczywiste działanie, toteż wzmacniamy jego oddziaływanie na nas odpowiednio zwiększoną dawką makabry.

                Tymczasem powiedziane jest, że kiedy uderzą nas w jeden policzek, mamy nadstawić drugi. Cała reszta wskazań Nauczyciela z Nazaretu to drobiazg w porównaniu z tym jednym. Toteż od wieków my, chrześcijanie (pomijając naprawdę przeanielonych za życia świętych) robimy wiele, by ten nakaz zneutralizować, pogodzić jakoś z wymogami zwierzęcia w nas.  Mamy na to kilka metod.

 

To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku „Więź” zima 2017 (dostępnym także jako e-book). 

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.