Jesień 2020, nr 3

Zamów

Litery na piasku B – jak biblioteka

 

Stewardesa krząta się cicho, a pilot zapowiada lądowanie w Fezie. Schodzimy. Potem krótkie kołowanie na betonowej płycie, slalom między fioletowymi koralikami świateł na odnodze pasa startowego i już: paszporty do kontroli, pieczęcie, walizy, barierki, grupki rodzinnych komitetów powitalnych i policja. Coś chyba niebezpiecznie przestawiło się w mojej pamięci pod wpływem książki Alexandra Pechmana „Biblioteka utraconych książek”, którą czytałem w samolocie, bo dziwię się, że tutejsze kobiety nie wyglądają jak autorka „Frankensteina”, subtelna Angielka Mary Shelley, która po przebyciu ospy występowała w czarnym woalu i z krótko obciętymi włosami. Subtelność – tak, ale żadnego woalu i długie, zadbane włosy tutejszych kobiet.
Za to ja, oswobodzony przed chwilą z karceru Ryanaira, poruszam się jak Frankenstein, co nie uchodzi uwadze czekających na mnie braci z Notre Dame de l’Atlas. Opuszczamy Fez, w którym ponad dwadzieścia lat temu odbywałem mój trapistowski nowicjat. U mnie wzruszenie, ze strony braci zaś niekończące się pytania o Aiguebelle. Ich inteligencja i dociekliwość ma wydusić ze mnie to jedno ważne wyznanie: tak, wiozę dla was butelkę naszego likieru.
To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku „Więź” wiosna 2017 (dostępnym także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.