Zima 2020, nr 4

Zamów

Sumienie po „śmierci Boga”

 

Ireneusz Ziemiński
Bliska jest mi osobiście koncepcja niemieckiego filozofa Ernsta Cassirera, który mówił, że odkrycie sumienia było odkryciem wolności i indywidualności jednostki ludzkiej, bo nikt inny nie może wejść do tej przestrzeni – czy ją nazwiemy sanktuarium, świętością czy sferą wolności. Nikt nie może mi tam niczego nakazać. Kiedy odkrywamy sumienie, to właściwie ani drugi człowiek, ani żadna instytucja, ani jakiekolwiek władze: państwowe, polityczne, społeczne czy kościelne nie mogą mi niczego nakazać – tu jestem całkowicie wolny. W związku z tym Cassirer skłonny był sądzić, a ja bym się z tym zgodził, że sumienie jest odkryciem indywidualnej podmiotowości każdego z nas. To nie musi być od razu przestrzeń debaty czy jakiegoś wadzenia się z Bogiem. Sumienie jest po prostu najbardziej mną. Pod taką definicją podpisałoby się zapewne wiele osób przyjmujących istnienie sumienia, ale z wyłączeniem kwestii Boga. […]
Jaromir Brejdak
Można odwołać się do dialogu pseudoplatońskiego „Hippiasz mniejszy”, w którym Sokrates obawia się powrotu do domu. Mówi: co mnie tam może spotkać? Jest tam świadek, który będzie ze mną rozmawiał, i tego boję się najbardziej. A nie chodzi o inną, zewnętrzną osobę. To świadek, który jest we mnie – jego właśnie boję się najbardziej.
Taki model sumienia jako świadka wewnętrznego akceptuje też Hannah Arendt. W jej książce „Myślenie” sumienie jest przedstawione jako produkt uboczny myślenia. Myślenie tam jest nie sądzeniem, lecz ustalaniem pewnych warunków brzegowych, w obrębie których można się potem poruszać. Sumienie natomiast to uświadomienie sobie: postąpiłem tak, a mogłem postąpić inaczej. I to jest ten sąd, który jest najbardziej bolesny. Tak uważa Sokrates, a za nim Hannah Arendt.
To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku „Więź” wiosna 2017 (dostępnym także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.