Jesień 2020, nr 3

Zamów

Patron sumienia

 Thomas More nie chciał umierać. Wcale nie pchał się na szafot, wprost przeciwnie, używał wszystkich swoich prawniczych talentów, by się tam nie znaleźć. Uważał, że sumienie nie zobowiązuje go do jawnego sprzeciwu wobec pomysłów króla i ustaw parlamentu, jednocześnie jednak był zdeterminowany, by w żaden sposób nie wyrazić na nie swojej publicznej zgody. Uważał, że nie może być uznany za zdrajcę, dopóki nie sprzeciwi się publicznie królewskiej supremacji, tym bardziej, że w żaden sposób nie sprzeciwiał się koronacji Anny Boleyn i prawom jej dzieci do dziedziczenia, uznając to za kwestię czysto polityczną. […]

Ostatnia publiczna wypowiedź Morusa przypomina słowa Marcina Lutra, wypowiedziane w 1521 roku na sejmie Rzeszy w Wormacji, gdy wezwano go do odwołania herezji: „Nie chcę i nie mogę niczego odwołać, albowiem czynić coś przeciwko własnemu przekonaniu nie jest rzeczą bezpieczną ani uczciwą. […] Oto stoję przed wami. Nie mogę uczynić inaczej”. Sumienie Lutra nie pozwalało mu podporządkować się decyzjom papieża. Sumienie Morusa nie pozwalało mu sprzeciwić się papieżowi i podporządkować się decyzjom króla. Nie chciał czynić tego demonstracyjnie, nie chciał zostać męczennikiem. Był jednak przygotowany ponieść konsekwencje swojej odmowy. Został ścięty 6 lipca 1535 roku.
To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku „Więź” wiosna 2017 (dostępnym także jako e-book). 

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.