Jesień 2020, nr 3

Zamów

Prezydent, którego warto pamiętać

Flaga Słowacji

Słowacki konflikt polityczny stanowi do dziś istotne memento dla wszystkich polityków w regionie. Co się dzieje, gdy politycy powołują się na wolę suwerena i stosują zasadę „zwycięzca bierze wszystko”?

Zmarły 5 października w Bratysławie w wieku 86 lat pierwszy prezydent niepodległej Słowacji Michal Kováč zasłużył na dłuższe wspomnienie niż zdawkowe biogramy na łamach polskich gazet i portali.

Michal Kováč
Michal Kováč. Fot. Bodajozef / Wikipedia

Mandat prezydenta Republiki Słowackiej sprawowany przez  Kováča w latach 1993-98 wiązał się z jednym z najbardziej charakterystycznych konfliktów politycznych, które w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku targały młodymi demokracjami w Europie Środkowo-Wschodniej i ich najważniejszymi instytucjami. Przewlekły spór prezydenta Kováča z ówczesnym premierem Vladimirem Mečiarem znanym z autorytarnego sposobu sprawowania władzy znalazł się już jako swoiste exemplum w wielu podręcznikach współczesnej historii politycznej regionu. Postrzegany powierzchownie, mógł on nieco przypominać liczne konflikty między administracją Lecha Wałęsy i kolejnymi polskimi rządami po 1990 roku (pierwszy prezydent RP z upodobaniem prowadził wobec rządzących gabinetów słynną już politykę „częstej wymiany zderzaków” polegającą na prowokowaniu konfliktów, które prowadziły do dymisji) lub podobne spory między prezydentami a gabinetami wywodzącymi się z różnych obozów politycznych w innych krajach postkomunistycznych, np. Rumunii, Bułgarii, Chorwacji lub w republikach nadbałtyckich.

Kraje Europy Środkowo-Wschodniej w latach dziewięćdziesiątych uczyły się dopiero zasad politycznej koabitacji i współpracy głównych instytucji państwowych w ramach systemu demokracji parlamentarnej i demokratycznego państwa prawa. Dalekim rezonansem tych konfliktów były również spory kompetencyjne i protokolarne między rządem Donalda Tuska i prezydentem Lechem Kaczyńskim w latach 2007-2010.

Tyrania większości

Vladimír Mečiar
Vladimír Mečiar

Przypadek Słowacji w połowie lat dziewięćdziesiątych pokazał jednak, że konflikty te mogą sięgać dużo głębiej niż dość częste w polityce spory kompetencyjne między instytucjami i konflikty personalne. Dotyczą bowiem aktualnego po dziś dzień zagadnienia modelu i stylu sprawowania najważniejszych urzędów publicznych. Problem ten uwidocznia się w sporze między dwoma wizjami demokracji: pluralistycznej i inkluzywnej, opartej na konsensusie i mozolnym, nieraz mało efektownym dialogu sił politycznych i społecznych oraz zbliżonej do miękkiego autorytaryzmu tzw. tyranii większości (ang. tyrannical majority) kierującej się zasadą, że zwycięskie ugrupowanie lub koalicja, posiadające od suwerena wyborczy mandat do rządzenia jest wyłącznym depozytariuszem i realizatorem interesu narodowego i nie powinno dążyć do żadnych kompromisów z opozycją parlamentarną.

Przez swoją intensywność, a niekiedy wręcz  groteskową zawziętość słowacki konflikt stanowi do dziś istotne memento dla wszystkich polityków w regionie. W latach 1994-98, gdy rząd Mečiara stosował brutalną politykę pod hasłem „zwycięzca bierze wszystko” i w sposób bezpardonowy zawłaszczał wszystkie instytucje publiczne, komisje parlamentarne i media, a prezydenta i opozycję pragnął zepchnąć do roli biernego obserwatora poczynań rządzącej większości, Słowacja wypadła z pierwszej ligi kandydatów do UE i NATO.

Przerażony autorytarną polityką premiera Zachód coraz wyraźniej dawał w tym czasie do zrozumienia, że nie szanująca praw i mechanizmów demokracji parlamentarnej ekipa rządząca w Bratysławie bliska jest zaprzepaszczenia cywilizacyjnego wyboru dokonanego podczas aksamitnej rewolucji w 1989 roku i obiera kierunek bliski autorytarnie rządzonym państwom powstałym na początku lat dziewięćdziesiątych na gruzach ZSRR i Jugosławii.

Prezydent niepartyjny

Michal Kováč, finansista i ekonomista jak większość starszej słowackiej elity politycznej rozpoczynał karierę zawodową w latach sześćdziesiątych w ramach struktur komunistycznych i po klęsce Praskiej Wiosny został wyrzucony z partii. Powrócił na krajową scenę polityczną po aksamitnej rewolucji, obejmując tekę ministra finansów w republikańskim, postkomunistycznym rządzie słowackimi kierowanym przez Milana Čiča. Później, przez ostatnie pół roku istnienia Czechosłowacji pełnił funkcję przewodniczącego federalnego parlamentu.

Wybrany na pierwszego prezydenta niepodległej Słowacji w lutym 1993 roku przez parlament młodego państwa został w nieco przypadkowy sposób, jako jeden z rezerwowych kandydatów rządzącego już wtedy krajem Ruchu na Rzecz Demokratycznej Słowacji (HZDS) kierowanego przez premiera Mečiara. Kováč wkrótce po zaprzysiężeniu popadł jednak w konflikt z szefem rządu i macierzystym ugrupowaniem, wyraźnie dając do zrozumienia, że nie zamierza być partyjnym prezydentem i notariuszem rządzącej większości, ale zgodnie z konstytucją, najwyższym przedstawicielem państwa i głównym arbitrem politycznym, starającym się działać na rzecz zbliżenia stanowisk głównych sił parlamentarnych, a nie podsycania konfliktów.

Już w miesiąc po objęciu urzędu prezydent nie podpisał wniosku premiera Mečiara o odwołanie ministra spraw zagranicznych i wicepremiera, który zaczął krytykować szefa rządu i swojego partyjnego kolegę za coraz bardziej autorytarny styl rządzenia i brak chęci dialogu z opozycją. Prezydent zwrócił się wówczas z zapytaniem do Trybunału Konstytucyjnego, czy może w zgodzie z ustawą zasadniczą odmówić podpisania wniosku szefa rządu i uzyskał orzeczenie, że ma do tego pełne prawo. Klika miesięcy później, prezydent odmówił premierowi powołania na stanowisko szefa służb specjalnych, a następnie ministra skarbu i prywatyzacji zaufanego współpracownika Mečiara Ivana Lexy, który w późniejszych latach wsławił się jako jeden z głównych architektów prowokacji politycznych wobec opozycji parlamentarnej, prezydenta, a nawet Kościoła katolickiego.

Odliczanie do końca

Wszystkie te posunięcia wywołały wściekłość rządzącej większości, która rozpoczęła bezpardonową walkę z prezydentem na wszystkich niemal frontach. Uchwalano rezolucje parlamentarne wzywające Kováča do dymisji, a premier publicznie krytykował i wyśmiewał podróże zagraniczne prezydenta, w których zabiegał o poparcie dla procesu integracji euroatlantyckiej młodego państwa.

Gdy wiosną 1994 roku rozpadła się koalicja rządowa, a parlament powołał na okres kilku miesięcy przed przyśpieszonymi wyborami przejściowy rząd złożony z przedstawicieli opozycji, Mečiar uznał to za pucz parlamentarny „przeprowadzony przez antysłowackiego prezydenta i niechętne rządowi ośrodki zagraniczne”. Cała kampania przed wyborami jesienią 1994 roku ze strony obalonego premiera przebiegała pod hasłami usunięcia prezydenta z urzędu i stworzenia na Słowacji „nowej republiki rządzonej przez suwerenny rząd”.

Po ponownym zwycięstwie wyborczym Mečiara, przedstawiciele jego ugrupowania odmówili udziału w zwyczajowych konsultacjach z prezydentem w celu wyłonienia nowej większości rządzącej, a jeden z przedstawicieli partii przyznał publicznie, że najlepszym wkładem prezydenta Kováča w tworzenie nowego rządu będzie… jego dymisja z najwyższego stanowiska w państwie.

Kováč w zdecydowany sposób protestował przeciwko stylowi politycznemu stosowanemu przez nową, przewodzoną przez Mečiara większość, która podczas pierwszego posiedzenia nowego parlamentu podczas nocnych obrad wymieniła za jednym zamachem szefów 38 najważniejszych instytucji państwowych, w tym prezesów państwowej telewizji i radia, banku centralnego, jak również prokuratury generalnej i najwyższej izby kontroli.

Przez kolejne lata rządów Mečiara, prezydent i premier w ogóle ze sobą nie rozmawiali, ograniczając się do sporadycznych wspólnych występów podczas uroczystości państwowych. Rząd systematycznie obniżał budżet kancelarii prezydenta, aż do tego stopnia, że po przeniesieniu się prezydenta do nowej siedziby w Bratysławie, Kováč musiał apelować do prywatnych instytucji i osób o pomoc w remoncie swojego pałacu. Mečiar odmówił również wyasygnowania z budżetu środków na spotkanie na Słowacji prezydentów państw Europy Środkowej i pomimo werbalnych zapewnień o chęci integracji Słowacji z UE i NATO, coraz bardziej wspierał ideę współpracy kraju z Rosją i Chinami.

Tuż po powrocie z jednej z podróży zagranicznych prezydenta czekała na niego przykra niespodzianka. Ze środków ministerstwa kultury rząd zamontował na jednym z budynków wokół pałacu głowy państwa, na który wprost wychodziły okna gabinetu prezydenta, elektroniczny zegar odliczający dni do końca kadencji Kováča. Podczas jednej z debat parlamentarnych, ówczesny przewodniczący izby (i późniejszy prezydent w latach 2004-14) odnosząc się do nieobecności prezydenta, przy włączonych mikrofonach wezwał, „aby ktoś wreszcie poszedł po tego starego ch…”.

Osamotniony gwarant demokracji

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

O szacunek i zaprzestanie szczucia na najwyższego przedstawiciela państwa wzywali ówczesny rząd m. in. Konferencja Episkopatu Słowacji, środowiska naukowe i intelektualne. Kulminacją walki rządu z prezydentem było porwanie przez funkcjonariuszy służb specjalnych syna prezydenta Kováča latem 1995 roku i przewiezienie go przez granicę do Austrii z myślą, że Austriacy przekażą dostarczonego im syna prezydenta niemieckim organom ścigania, poszukujących Kováča-juniora za wyprowadzenie pieniędzy z kilku spółek, których był współwłaścicielem. Syn Kováča nie był rzeczywiście postacią krystaliczną i niewinną, niemniej tego rodzaju metody działania podległych premierowi służb wobec rodziny prezydenta spowodowały oburzenie i protesty w Brukseli, Waszyngtonie i większości europejskich stolic, które zresztą już wielokrotnie wcześniej wysyłały do Bratysławy demarche, ostrzegające, że przewlekły konflikt premiera z prezydentem i nieustanne ataki rządu na konstytucyjną głowę państwa mogą, wraz z agresywną i konfliktową polityką premiera Mečiara przyczynić się do zastopowania procesu integracji euroatlantyckiej Słowacji.

W ostatnich latach urzędowania prezydent Michal Kováč był praktycznie jedynym, osamotnionym gwarantem zachowania demokracji parlamentarnej i prozachodniego kursu geopolitycznego przez Słowację, będąc – w przeciwieństwie do izolowanego Mečiara – jedynym wiarygodnym partnerem dla polityków unijnych. Pozostał przy tym orędownikiem zbliżenia z Polską i krajami Wyszehradu. Jako ciekawostkę można odnotować fakt, że podczas pełnienia urzędu zdecydowanie manifestował swoją religijność – podczas spotkania prezydentów Czech, Litwy, Niemiec, Słowacji, Ukrainy, Węgier i Polski w Gnieźnie w 1997 roku z Janem Pawłem II był jednym przywódcą, który podczas odprawianej przez papieża Mszy przystąpił do komunii.

Mečiar przetrwał prezydenta Kováča tylko kilka miesięcy od zakończenia sprawowania przez niego urzędu w marcu 1998 roku – po wyborach jesienią 1998 roku, koalicja rządowa została odsunięta od władzy przez szeroki blok ugrupowań demokratycznych. Nowa większość parlamentarna doprowadziła wówczas do zmiany konstytucji i wprowadziła powszechne wybory głowy państwa. Kováč na politycznej emeryturze rzadko udzielał się publicznie i sporadycznie udzielał wywiadów, biorąc jedynie udział w wielkich państwowych uroczystościach. Historia zapamięta go jednak jako człowieka, który potrafił powiedzieć „nie” wszechwładnemu Mečiarowi i pewnym sensie przyczynił się do uratowania proeuropejskiego kursu Bratysławy w połowie lat dziewięćdziesiątych.

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.