Jesień 2020, nr 3

Zamów

Andrzej Wajda nie żyje. Miał 90 lat

Andrzej Wajda, listopad 2009 r. Fot. Mateusz Łapsa-Malawski

Był twórcą polskiej szkoły filmowej i kina moralnego niepokoju. Tworzył dzieła arcypolskie. Zmarł w jednym z warszawskich szpitali w niedzielę 9 października około godziny 20, po krótkiej, ale ciężkiej chorobie.

Andrzej Wajda był z jednej strony kontynuatorem tych twórców, którzy z polskimi mitami się wadzili – potrafił więc obchodzić się z nimi bardzo krytycznie. Z drugiej strony doceniał wartość narodowych mitów, wiedząc też dobrze, że karmią się one ofiarą.

Maria Janion pisała, że duchowe uniwersum Wajdy tworzy „polski wiek XIX, polski dramat romantyczny i postromantyczny, dramat Wyspiańskiego i malarstwo Jacka Malczewskiego. (…) Film w najgłębszym wyobraźniowym sensie ma bardzo wiele wspólnego z romantyzmem. Szczególne, niepowtarzalne piętno pisma filmowego Wajdy zakorzenione jest w romantyzmie polskim”.

Ewelina Nurczyńska-Fidelska źródeł dominujących w filmach Wajdy wątków, motywów, cytatów, symboli i metafor dopatrywała się w przeżyciu literatury i malarstwa, głównie polskiego, ale nie tylko. W każdym filmie Wajdy widoczny jest jego „charakter pisma”. Kreując światy wyrosłe z tradycji, potrafi je obdarować życiem własnym, własnymi przemyśleniami, dzięki czemu węzeł polskich losów nabiera cech cnoty i występku, heroizmu i bezmyślności, mądrego patriotyzmu, ale i straszliwego, wrzaskliwego pustosłowia.

Mimo krytycznego stosunku wobec architektów Powstania Warszawskiego, powstańcy z „Kanału” (1956) to bohaterowie spełniający wezwanie poety: „A kiedy trzeba – na śmierć idą po kolei, / Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec!”.

Kino Andrzeja Wajdy ma również tę moc, że niektóre z mitów współtworzy, czego dowodem są „Człowiek z marmuru” (1976), „Człowiek z żelaza” (1981), „Wałęsa. Człowiek z nadziei” (2013) czy „Katyń” (który sam reżyser określił jako „post mortem szkoły polskiej”; 2007). Trudno nie pamiętać o tym, jaki wpływ dwa pierwsze z tych filmów wywarły na stan świadomości Polaków, jak przyczyniły się do umocnienia więzi nie tylko pomiędzy nimi, ale też z tymi wartościami, które ukształtowały tożsamość pierwszej „Solidarności”.

„Człowiek z marmuru”, który zapoczątkował kino moralnego niepokoju, to bodaj jedyny tego rodzaju film w demoludach, który mówi o tym, że robotnik upomina się u robotniczej władzy o swoje. Ten obraz to także rozliczenie się z czasami stalinowskimi, w tamtym momencie odważne i bezkompromisowe.

Nie jest łatwo opisać i ogarnąć twórczość autora „Kanału”. Jak bowiem znaleźć wspólną miarę dla nagrodzonego Złotą Palmą „Człowieka z żelaza”, przegranych w oscarowym wyścigu – wizualnie pięknych i egzystencjalnie bolesnych – „Panien z Wilka” (1979) i pełnych nieprzemijającego czaru „Niewinnych czarodziei” (1960)…

„Kanał”, „Popiół diament” (1958) i „Niewinni czarodzieje” – to trylogia Wajdy o pokoleniu młodych naznaczonych wojną. Według Tadeusza Lubelskiego Lubelskiego „Popiół i diament”, arcydzieło Wajdy,  „pokazuje podwójność, przełamanie myślowe, (…) coś, o czym po­wszechnie myślano, ale o czym nie można było jeszcze mówić głośno. (…) Z jednej strony przekazy­wał racjonalistyczny punkt widzenia na historię. Trzeba pogodzić się z jej wyrokami, mówił, tyle tylko, by przy tym oddać sprawiedliwość pokonanym. Z drugiej jed­nak strony odnawiał utrwalony w zbioro­wej świadomości romantyczny mit wolnego duchowo Polaka,  pragnącego za wszelką cenę żyć w wolnej ojczyźnie. Temu pierwszemu spojrzeniu odpowia­da jeden z motywów przewodnich filmu: motyw radzieckich żołnierzy, przechodzą­cych marszowym krokiem, bądź przejeż­dżających czołgami po ulicach miasta. To znak triumfu złej historii. (…) Z drugim spojrzeniem zgodny jest karnawałowy ciąg obrazów, sygnalizują­cych rozpad tradycyjnego porządku warto­ści: krzyż wisi jeszcze, ale już odwrócony do góry nogami, bądź profanowany; portrety nowych władców jeszcze nie zawisły, ale już czekają na powieszenie. A zatem, być mo­że, wojna nie skończyła się jeszcze napraw­dę i pozostaje nadzieja, że ład świata zo­stanie przywrócony. Pewnie jednak dopie­ro połączenie obu motywów nadaje im charakter wieloznacznego komentarza do tragicznego splotu wypadków, o których opowiada film”.

„Niewinni czarodzieje”  przeżywają obecnie zadziwiający renesans. To obraz o zbuntowanych dwudziestolatkach, którzy nie chcą już rozpamiętywać powstańczych i akowskich doświadczeń, roztrząsać trudnych spraw – problemów z ZMP, stalinowskich procesów ani nawet Października’56. Czy zatem jest to opowieść o pokoleniu z amputowaną pamięcią? Reżyserowi i scenarzystom, Jerzemu Andrzejewskiemu i Jerzemu Skolimowskiemu, chodziło przede wszystkim o pokazanie buntu młodych przeciw wszechwładnej przemocy pamięci i przeszłości.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Nawet te filmy, które były odskocznią Andrzeja Wajdy od wielkich tematów narodowych w świat psychologii, namiętności, nostalgii, przemijania i śmierci, czyli przede wszystkim znakomite ekranizacje filozoficznoegzystencjalnych nowel Iwaszkiewicza, zostały również wpisane w polski krajobraz.

To, co w filmach Andrzeja Wajdy najoryginalniejsze, artysta czerpał z tego, co polskie, czy wręcz arcypolskie. I co ciekawe, doświadczenia jego bohaterów tak mocno uwikłanych w polską historię, polski los, są czytelne nie tylko dla Polaków. A to dlatego, że Andrzej Wajda w swoim kinie snuje wielowymiarową opowieść nie tylko o Polaku w Polaku i człowieku w Polaku, ale o człowieku w człowieku, który uwikłany w historię – czy po prostu w swój śmiertelny los – próbuje nie dać się unicestwić ani moralnie, ani fizycznie. I opowiada równocześnie o człowieku, który mimo tych wszystkich uwikłań i zapętleń, którym patronują Dostojewski czy Conrad, głodny jest życia.

Katarzyna Jabłońska i ks. Andrzej Luter

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.