Wiosna 2021, nr 1

Zamów

Zanim obejrzysz „Wołyń”, przeczytaj

Wojciech Smarzowski i Arkadiusz Jakubik na planie filmu „Wołyń”, fot. Krzsztof Wiktor / Film it

Antypolska akcja Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) przeprowadzona w latach 1943-1944/1945 na Wołyniu i w Galicji Wschodniej wywołuje najwięcej emocji w polsko-ukraińskich ocenach okresu II wojny światowej.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

W tym wypadku mamy wręcz do czynienia z głębokim polsko-ukraińskim konfliktem pamięci – pisał w „Więzi” prof. Grzegorz Motyka – niezwykle utrudniającym proces pojednania (a więc także powstanie wspólnego podręcznika historii).

Wiadomo dziś — nie tylko z relacji polskich świadków, ale też z odnalezionych przez historyków w ostatnich latach rozkazów, sprawozdań i meldunków OUN i UPA — że antypolska czystka etniczna została przeprowadzona w sposób planowy na masową skalę. Akcja UPA rozpoczęła się na początku 1943 r. na Wołyniu, w następnym roku ogarniając Galicję Wschodnią. W okrutnie przeprowadzanych napadach zginęło od 80 do 100 tysięcy Polaków, a setki wsi zostało dosłownie zmiecionych z powierzchni ziemi.

Polscy historycy zgodnie oceniają antypolskie akcje UPA jako zbrodnicze i niczym nie usprawiedliwione, wręcz ludobójcze. Choć spierają się o skalę i charakter polskich akcji odwetowych, to jednocześnie przeciwstawiają się stawianiu znaku równości pomiędzy nimi a działaniami UPA. W świetle badań widać bowiem, iż Polacy starali się ograniczać odwet do minimum, choćby z powodu negatywnych reakcji opinii światowej. Inaczej postąpili Ukraińcy, który dążyli do pozbycia się Polaków z wszystkich ziem uznawanych za ukraińskie, przy czym na Wołyniu dowództwo UPA podjęło decyzję o fizycznej likwidacji polskiej ludności, zaś w Galicji o jej wypędzeniu pod groźbą śmierci.

W tej sytuacji nic dziwnego, że większość polskich prac dotykających historii UPA skupia uwagę właśnie na stosunkach polsko-ukraińskich w czasie II wojny światowej i tuż po jej zakończeniu. Ich lektura skłania do nieodpartego wniosku, że dla ukraińskich nacjonalistów mordowanie Polaków to niemal jedyny obszar aktywności. W ten sposób polskiej opinii publicznej umyka fakt, iż ukraińska partyzantka prowadziła też działania przeciwko Niemcom i Sowietom. Antykomunistyczne podziemie na Ukrainie zachodniej przetrwało jako zorganizowana struktura do 1954 r., a ostatnia pojedyncza zbrojna grupa została tam zniszczona przez KGB dopiero w 1960 r. I to pomimo niezwykle brutalnych sowieckich represji, które ogarnęły około 450-500 tys. zachodnich Ukraińców (czyli niemal każdą rodzinę w tym regionie). Wśród ofiar komunistów ponad 150 tys. stanowili zabici i zamordowani.

Warto przypomnieć, że na Ukrainie w czasach ZSRS za przejaw nacjonalizmu podlegający karze uważano posiadanie niebiesko-żółtej narodowej flagi, czy godła — tryzuba. Społeczność zachodnioukraińska po uzyskaniu w 1991 r. niepodległości była nie mniej niż Polacy stęskniona wszelkich symboli potwierdzających jej państwowe aspiracje. Na tej fali zaczęto czcić również członków podziemia OUN i UPA.

Dopiero w 2003 r., w 60. rocznicę zbrodni wołyńskiej i w dużej mierze pod polskim wpływem, doszło na Ukrainie do poważniejszej dyskusji o antypolskich czystkach.

Więcej na ten temat w tekście prof. Grzegorza Motyki: „Czy możliwy jest wspólny polsko-ukraiński podręcznik historii”

Demonstracja z okazji urodzin Stefana Bandery w Kijowie, 1 stycznia 2015 r.
Demonstracja z okazji urodzin Stefana Bandery w Kijowie 1 stycznia 2015 r. Fot. Ogólnoukraińskie Zjednoczenie „Swoboda”/Wikipedia

Kim są bohaterowie Ukraińców?

Anglicy mają Churchilla, Francuzi de Gaulle’a, Polacy Piłsudskiego, a Ukraińcy… W ich zbiorowej pamięci nie ma nowożytnej postaci, którą większość społeczeństwa uznawałaby za „ojca narodu” lub wielkiego męża stanu.

W telewizyjnym plebiscycie, zorganizowanym na przełomie 2007 i 2008 r., pierwsze miejsce w kategorii „wielkich Ukraińców” zdobył Jarosław I Mądry, wielki książę XI-wiecznej Rusi Kijowskiej, dostawszy ponad dwa razy więcej głosów niż kolejni najpopularniejsi pretendenci: chirurg Mykoła Amosow i… Stepan Bandera.

Pośród tych trzech nazwisk Polacy zapewne najbardziej kojarzą to ostatnie, gdyż Bandera był w latach 30. XX wieku przywódcą Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Można mu przypisać przygotowanie zamachów wymierzonych w Polaków, m.in. morderstwo ówczesnego ministra spraw wewnętrznych, Bronisława Pierackiego, w 1934 roku. W czasie II wojny światowej z kolei inspirował założenie Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA), odpowiedzialnej za rzeź wołyńską.

Myśląc sylogizmami, można byłoby wywnioskować, że na Ukrainie wielu ludzi uważa Banderę za bohatera, a tym samem aprobuje działania OUN i UPA, włącznie ze zbrodniami na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

Czy rzeczywiście tak jest, pisze Eugène Chapelier w tekście „Kim są bohaterowie Ukraińców?”

Z Ukraińcami po Jedwabnem

Jak rozmawiać z Ukraińcami?

Po 2000 roku przez Polskę przetoczyła się wielka dyskusja na temat Jedwabnego. Jak wykorzystać to doświadczenie w dialogu polsko-ukraińskim? Przypominamy dyskusję historyków w „Więzi”, w której wzięli udział: Andrzej Friszke, Grzegorz Motyka, o. Marek Skórka OSBM, Andrzej Talaga oraz Andrzej Żupański. Rozmowę poprowadził Jacek Borkowicz.

Pełna treść: „Z Ukraińcami po Jedwabnem?”

Wołyń: znowu licytacja ofiar?

Wołyń: znowu licytacja ofiar?

I w Polsce, i na Ukrainie osoby od lat pracujące nad formułą pojednania naszych narodów zaczynają czuć się bezradne. Trudny dialog o przeszłości w każdej chwili może zostać przerwany – ostrzega Agnieszka Magdziak-Miszewska.

Mamy prawo upominania się o prawdę o czynach sąsiadów i obowiązek pamiętania o własnych. I mamy tysiąc powodów, żeby wspólnie z Ukraińcami budować świat, „w którym respektuje się życie, sprawiedliwość, zgodę i pokój”. Więcej w artykule: „Wołyń: znowu licytacja ofiar?”

Duchowe ramy pojednania

Biorąc pod uwagę rozwój ruchów nacjonalistycznych w obu naszych krajach, niesłychanie istotna jest decyzja episkopatów ukierunkowująca pamięć o tej okrutnej zbrodni ku (traktowanym łącznie) prawdzie i pojednaniu. Istnieje bowiem na Ukrainie poważny nurt refleksji kwestionujący same fakty, a cóż dopiero ich polską interpretację – pisał naczelny „Więzi” Zbigniew Nosowski w dniu podpisania polsko-ukraińskiej rzymsko-greckokatolickiej deklaracji o pojednaniu, 28 czerwca 2013 r.

Tekst można przeczytać tutaj: „Duchowe ramy pojednania”

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.