Jesień 2020, nr 3

Zamów

Zjednoczone stany pożądania

Zdjęcie z planu filmu „Zjednoczone stany miłości”. Fot. Andrzej Wencel

W „Zjednoczonych stanach miłości” Wasilewski opowiada o podwójności naszego życia. Jedno rozgrywamy w duchowych wnętrzach. Drugie, oficjalne, stwarzamy dla rodziny, kolegów, sąsiadów.

Kluczowe zdania w filmie Tomasza Wasilewskiego „Zjednoczone stany miłości” padają z ust księży. Ks. Adam mówi na jednym z kazań: „Czy to, co nas napędza, to miłość? Co nam daje miłość? Miłość jest trudniejsza niż to, co możecie usłyszeć o niej tutaj na niedzielnym kazaniu”. Drugi z księży podczas katechezy w przykościelnym baraku mówi do młodzieży o szacunku dla swojego ciała, które jest bardzo ważne i którym nie wolno pogardzać. W tym filmie miłość nie udaje się nikomu, ciału zdają się poddawać wszyscy.

Bohaterkami filmu są cztery kobiety: jedna zabujana w księdzu (Julia Kijowska), druga – kochanka świeżo owdowiałego ojca własnej uczennicy (Magdalena Cielecka), trzecia – niegdysiejsza miss z mężem pracującym w RFN (Marta Nieradkiewicz), czwarta – nauczycielka rosyjskiego (Dorota Kolak) zauroczona tą trzecią. Wszystkie spotykają się na tej samej klatce wielkiego późnopeerelowskiego bloku. Ich historie krzyżują się ze sobą, nakładają na siebie. Każda nosi w sobie niespełnione pożądanie.

Kobiety Wasilewskiego – jeśli kochają – to kochają „za wszelką cenę”. Gotowe są zakraść się do cudzego domu, upozorować wypadek na schodach, podrzucić zdjęcie do tornistra dziecka, upić się dla fotografa „z Warszawy”. Żadna z miłości jednak nie doczeka się spełnienia. Wszak miłość jest trudniejsza niż to, co słyszymy na kazaniu. W miłość wkrada się zdrada, pożądanie, odrzucenie, szantaż, fałsz, podstęp, a czasami nawet zemsta i nienawiść. Wczorajsi kochankowie dzisiaj gotowi są zabijać siebie nawzajem. Posuwają się na skraj przepaści, by dostać choć trochę.

Czy jesteśmy w stanie uwierzyć w życie niepożądliwe?

Film Wasilewskiego nie jest moralitetem. Reżyser nie pyta, czy tak wolno, czy też nie. Nikt o tych potajemnych związkach i pragnieniach nie wie, często nawet ci, którzy stanowią przedmiot pożądania. Nie wiedzą o tym sąsiedzi, koledzy z pracy, nawet rodzina. Nie ma społecznego ostracyzmu, moralnego odrzucenia. Jest jedynie człowiek skonfrontowany z samym sobą: z pragnieniem, z pożądaniem, z miłością, której nigdy dosyć. Wasilewski stawia w centrum swej opowieści kobiety. Nie wiem, czy to jest kino „kobiece” w tym znaczeniu, że opowiada o jakimś typowym, żeńskim sposobie kochania i pożądania. Przecież można sobie w takich samych sytuacjach wyobrazić mężczyzn. Może Wasilewski chce powiedzieć, że kobiety też pragną, też niekoniecznie szczęśliwie.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Ciało. Jest go w filmie dużo. Ciało w sypialni, ciało w toalecie, ciało na basenie, ciało rozebrane. Kadry w basenowej przebieralni przywołują cykl prac Katarzyny Kozyry „Kobiety czekają”, w którym artystka fotografowała starsze kobiety. W filmie Wasilewskiego – jeśli można tak powiedzieć – ciała czekają. Stan miłości jest stanem pożądania. Nie ma innej możliwości. Nie kocha się bez ciała. I bez ciała nie jest się kochanym. Ale ciało jest też pułapką. Żadna – może z wyjątkiem nauczycielki rosyjskiego ze świetną rolą Doroty Kolak – nie wychodzi z tej pułapki obronną ręką. Na katechezie, gdy ksiądz mówi o ciele, jeden z uczniów pyta księdza, czy uprawiał seks. „A gdybym powiedział, że nie, to byś uwierzył?” – odpowiada ksiądz. No właśnie, czy jesteśmy w stanie uwierzyć w życie niepożądliwe?

„Zjednoczone stany miłości” nie są łatwe w odbiorze. Już pierwszy kadr zapowiada sposób narracji. Film jest szary jak szara była rzeczywistość późnego PRL-u i początków Solidarności. Ale to nie kontekst historyczny wydaje się ważny. Natura ludzkiego pożądania jest wciąż ta sama. Pierwszy kadr przywołuje stare zdjęcia kolorowane metodą retuszu. Sztucznie położone barwy. Oglądając film, nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że opowiada on o podwójności naszego życia. O tym pierwszym, które rozgrywa się gdzieś w naszych duchowych wnętrzach i duchowych wnętrznościach. I o tym drugim – oficjalnym, dla domu, dla kolegów, sąsiadów, rodziny. Często to drugie życie to – niestety – tylko retusz. Wasilewski opowiada historię ludzi, którzy żyją życiem podwójnym, tylko momentami zdrapując z siebie ten retusz. Czasami aż do krwi. To boli. W kinie zdarzało mi się zamykać oczy.

„Zjednoczone stany miłości”, reż. T. Wasilewski, Polska 2015

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.