Wywiad rzeka z Adamem Bodnarem w prezencie z prenumeratą „Więzi”

Zima 2020, nr 4

Zamów

Więcej Gombrowicza!

Witold Gombrowicz w Vence. Fot. Bohdan Paczowski

Szukałem tej wypowiedzi i znalazłem. Arcybiskup Józef Życiński o Gombrowiczu.

Przypominanie słów zmarłego arcybiskupa ożywia i podnosi na duchu. On rozumiał chrześcijaństwo jak mało kto. Gombrowicz na przykład pozwala – według byłego metropolity lubelskiego – wyzwolić chrześcijaństwo z karykaturalnych form.

Tak mówił arcybiskup Życiński:

„Gombrowicz przydaje się w życiu bardziej niż wielu innych klasyków. Historia najnowsza pełna jest sytuacji gombrowiczowskich. Gdy ogłoszono stan wojenny i internowano ludzi, którzy chcieli reformować Polskę, władze dokonały patriotycznego gestu, wprowadzając w wojsku rogatywki. Była to decyzja, której Gombrowicz by się nie powstydził. Takie gombrowiczowskie gesty widzimy dziś na każdym kroku. Ktoś, kto nie czytał Gombrowicza, styka się z nimi w swoim życiu – czasem bardzo boleśnie.

Dystans Gombrowicza do zdarzeń, poczucie humoru, bezlitosne ukazywanie niedojrzałości w różnych odmianach – wszystko to od razu mnie ujęło. I tak od Ferdydurke aż po Dzienniki przebrnąłem przez jego książki. Już nie pamiętam, czy przez wszystkie, ale Kosmos i Ślub były w zasięgu mojej ręki.

Znalazłem u tego autora coś, co wydaje mi się ważnym składnikiem filozofii życia: ostre widzenie świata, piętnowanie kompleksów, kpinę z pewnych syndromów – czy to w wersji profesora Pimki, czy w wersji Miętusa.

I nie są to tylko moje odczucia. Przed dwoma tygodniami odwiedził mnie lubelski ksiądz, który od dziesięciu lat pracuje w Kazachstanie. Opowiadał mi, jak dużą rolę odegrał Gombrowicz w jego powołaniu. Pytam: W czym, Tadziu, najbardziej pomógł ci Gombrowicz? A on odpowiada: Pomógł mi wyzwolić chrześcijaństwo z karykaturalnych form.

Tak, Gombrowicz pozwala dążyć do tego chrześcijaństwa, którym jest Ewangelia nieskażona rażącą formą”.

Ta wypowiedź arcybiskupa pochodzi z 2004 roku. Zdezaktualizowała się? Więcej Gombrowicza! – można zakrzyknąć.

Zajrzyjmy zatem do tomu „Bakakaj”. Znajdziemy w nim opowiadanie „Zbrodnia z premedytacją”. Gombrowicz napisał to „małe arcydzieło” chyba w 1928 roku. Oto historia śledztwa w sprawie… nieistniejącej zbrodni. Cały Gombrowicz ze swoją ironią, szyderstwem i absurdem! Jest zatem trup (zmarły na zawał właściciel ziemski pan K.), jest pogrążona w żałobie rodzina i przybywający w odwiedziny sędzia śledczy, pan H. Logika pana H. jest następująca: skoro jest śledztwo, musi być powód śledztwa, czyli morderstwo. Najważniejsze to mieć wizję – fakty zawsze można do niej dopasować. Gombrowicz wyjaśniał, że syn wcale nie zamordował ojca. Ojca w ogóle nikt nie zamordował. Pisarzowi chodziło o pokazanie, jak sztuczna i fałszywa sytuacja dobywa z ludzi rzeczy okropne, o których im się nie śniło.

Ale oddajmy głos śledczemu, panu H.:

„Ha! Oto szkopuł! – w osobie trupa, który głośno i wyraźnie stwierdza fachowemu oku, że zmarł normalnie w ataku sercowym. Wszystkie pozory, konie, niechęć, strach, ukrywanie, przemawiają za czymś niewyraźnym, a trup, patrząc w sufit, obwieszcza – ja zmarłem na serce! Była to fizyczna i medyczna oczywistość, był to pewnik – nikt go nie zamordował dla tej prostej i decydującej przyczyny, że: on wcale nie był zamordowany. Musiałem przyznać, że większość mych kolegów po fachu w tym punkcie umorzyłaby śledztwo. Lecz nie ja! Ja byłem już zbyt śmieszny, zbyt mściwy i zbyt daleko już się zapędziłem. Podniosłem palec do góry, zmarszczyłem brwi. – Zbrodnia nie przychodzi sama, panowie, zbrodnię trzeba wypracować myślowo, obmyślić, wymyślić – pieczone gołąbki nie wpadają same do gąbki.

– Gdy pozory świadczą przeciwko zbrodni – rzekłem mądrze – bądźmy chytrzy, nie dajmy się wziąć na lep pozorom. Gdy zaś przeciwnie logika, zdrowy rozsądek, oczywistość wreszcie stają się adwokatem przestępcy, a pozory przemawiają przeciw niemu, zawierzmy pozorom, nie dajmy się brać na fundusz logice i oczywistości. Dobrze… ale przy wszystkich pozorach, jakże – mówił Dostojewski – przyrządzić pieczeń z zająca, nie mając zająca?

Wywiad rzeka z Adamem Bodnarem w prezencie z prenumeratą „Więzi”

Patrzyłem na trupa, trup zaś patrzył w sufit, głosząc niewinność nieskalaną szyją. Oto trudność! Oto szkopuł! Lecz czego się nie da usunąć, to trzeba przeskoczyć – hic Rhodus, hic salta!”.

Izabela Cywińska dokonała adaptacji tego krótkiego opowiadania Gombrowicza w Teatrze Polonia Krystyny Jandy. I nagle zdania napisane w 1928 roku brzmią jakby były pisane tu i teraz, znakomicie i dziwnie rymują się z naszym czasem, z atmosferą podejrzliwości i bezpodstawnych oskarżeń. Trzeba udowodnić morderstwo dokonane na niezamordowanym. Najważniejszy jest trup. Zmarł zwyczajnie? Nie, on jest ofiarą. Przecież można udusić kogoś, kto już nie żyje. Udusić trupa! I to właśnie trzeba sprowokować i udowodnić. Jest śledztwo, więc musi być morderca.

A zatem: więcej Gombrowicza – apeluję po raz trzeci! Dzięki niemu da się wiele przeżyć.

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.