Jesień 2021, nr 3

Zamów

Król z jednej strony i król z drugiej strony swego mopsożelaznego piecyka

Stanisław August Poniatowski w stroju koronacyjnym, obraz Marcello Bacciarellego z 1768 r.

Polska prawica ma duży kłopot z epoką oświecenia i z postacią króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, który ma reprezentować i ucieleśniać najgorsze cechy rodzimej polityki: zniewieściałość, słabość, brak zdecydowania, notoryczne uzależnienie od imperiów ościennych, kosmopolityzm.

Trudno się dziwić takiemu postawieniu sprawy – w XVIII wieku Rzeczpospolita ostatecznie utraciła status niezawisłego mocarstwa. O przyczynach owej politycznej klęski od dziesięcioleci zawzięcie dyskutują historycy, publicyści, pisarze. Strategii analityczno-interpretacyjnych jest tu kilka, zwykle jednak chodzi o wskazanie recepty, której zastosowanie pozwoliłoby skierować losy ojczyzny na inne tory, przede wszystkim jednak uniemożliwiłoby powtórzenie podobnej sytuacji w przyszłości.

Stać nas na dużo więcej niż nierozumne traktowanie historii jako powieści z kluczem

Jacek Głażewski

Udostępnij cytat

Współczesne konserwatywne „sny o potędze” kształtują się więc na prawach analogii, czemu najlepszy wyraz dał Paweł Lisicki: „Nie ma chyba epoki, która w swych odczuciach, zainteresowaniach, poglądach, a nawet przesądach bardziej byłaby podobna do naszych czasów aniżeli wiek Oświecenia. Nic zatem dziwnego, iż jeśli lepiej pragniemy zrozumieć samych siebie, powinniśmy od nowa przyjrzeć się głoszonym wówczas poglądom i głębiej wniknąć w ówczesnego ducha” (P. Lisicki, „Mroczne dziedzictwo Oświecenia, „Znak” 1992, nr 12).

Ostatnio Mateusz Matyszkowicz przypomniał na Facebooku swój kilkuletni tekst z portalu Rebelya.pl, w którym w charakterystycznej formie proklamował nowy spór o Stanisława Augusta. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że publikacja ta nie mogła przynieść zasadniczych przekształceń, jeśli idzie o ocenę działań króla czy też postrzeganie jego sylwetki. Nie tylko z tego powodu, że właściwie nikt nie zechciał podjąć wyzwania. Przede wszystkim dlatego, że opinia publiczna niechętnie zmienia swoje przyzwyczajenia, zwłaszcza, gdy role którymi obdziela się historyczne postaci są klarowne, nawet za cenę ich rzeczywistej wiarygodności.

Publicyści ostrzą swe pióra inaczej niż dziejopisowie. Rzecz w tym, żeby znaleźć tu winowajcę narodowej klęski, nazwać go zdrajcą i beksą, powołać się na jakieś źródło, choćby na drugi pamiętnik Jana Kilińskiego (wzorcowy przykład historycznoliterackiej konfabulacji), a następnie – między wierszami, a czasem wprost – zasugerować współczesne, a zatem siłą rzeczy spłycone analogie. Czy w takiej strategii można odnaleźć jakąkolwiek nową perspektywę refleksji, jakąkolwiek odmianę myślenia, interpretacji faktów, dokumentów, śladów przeszłości? Raczej nie.

Zgadzam się, że potrzebna jest nowa debata o Stanisławie Auguście Poniatowskim, a także nowy spór na temat czasów, w których Rzeczpospolita utraciła swą suwerenność, a jej obywatele – niepodległe państwo. Interesowałaby mnie jednak dyskusja integralna, skoncentrowana na problematyce zasadniczej. Jak pisał Ryszard Przybylski: „Pokolenie, które przeżyło rozbiory i unicestwienie państwa, zgromadziło jedyne w swoim rodzaju tragiczne doświadczenie. Jego gorzkie doznania złożyły się na wiedzę, dzięki której mogło się ono pokusić o odpowiedź na szereg pytań dotyczących spraw ostatecznych” (R. Przybylski, „Klasycyzm czyli prawdziwy koniec Królestwa Polskiego”, Gdańsk 1996, s. 7.).

Takiej współczesnej dyskusji nie powinno się jednak prowadzić bez uwzględnienia nowych edycji źródłowych i opracowań historycznych. W przeciwnym razie, nawet najbardziej błyskotliwe spostrzeżenia publicystów będą brzmieć absurdalnie jak futurystyczne poematy, przede wszystkim zaś nie wniosą niczego nowego do zbiorowej świadomości. Należałoby więc przygotować grunt do takiego sporu. Przeczytać i przemyśleć „Pamiętniki” króla, jego korespondencję ze współpracownikami, zapoznać się z tomami zbiorowymi na temat epoki*. Wyjść z zaklętego kręgu przedawnionych polemik i uproszczonych argumentów.

Wśród sfer, które raz jeszcze powinny być poddane oglądowi, znajduje się choćby polityka kulturalna obozu królewskiego. Stanowi ona bowiem często jedyny pozytywny punkt oceny aktywności Stanisława Augusta Poniatowskiego i paradoksalnie z tego powodu sprowadza się jej istotę do kilku szkolnych haseł (Teatr Narodowy, Szkoła Rycerska, Łazienki, obiady czwartkowe). O szeregu inicjatyw króla mówi się jak o sprawach oczywistych, tymczasem ich fundamentem było przecież żmudne i rozpisane na dziesięciolecia neutralizowanie oporu części konserwatywnej szlachty, co skutkować miało dalekosiężnymi zmianami społecznymi.

Z tego punktu widzenia wypadałoby pytać, czy oświecenie jako formacja kulturowa w ogóle w Polsce zaistniało. A może jedynie pojawiło się jako ewolucyjny projekt, który wskutek wydarzeń politycznych nie został w pełni zaakceptowany i zrealizowany?

Naturalnie kwestie czysto polityczne, jak choćby rosyjski protektorat, relacje wewnętrzne, stosunki z mocarstwami ościennymi także wymagałyby ponownej analizy oraz refleksji. Jak bowiem zaznaczył Marc Fumaroli: „Jeśli istniał kraj, gdzie dyplomacja, wrażliwość i filozofia, którą szczyciło się stulecie, zerwały maski i pokazały prawdziwą twarz Realpolitik, cynizmu oraz serwilizmu, to była nim daleka Polska Stanisława Augusta. Jednocześnie królowi temu starczyło owej dyplomacji, wrażliwości i filozofii (…), by mimo wszelkich niebezpieczeństw utrzymać na tronie przez długi czas siebie oraz Polskę i w swoim nieszczęsnym królestwie realizować program »władcy oświeconego« wbrew obojętności i pogardzie Zachodu, wbrew coraz większej presji militarnej ze strony sąsiadów i wbrew zbrojnemu często oporowi swych rodaków, z którymi mimo wszystko sympatyzował. Panowanie owo – analizowane z bliska – było czymś w rodzaju nieukończonego arcydzieła wieku Oświecenia” (M. Fumaroli, „Polska i jej ostatni król Stanisław II August Poniatowski”, tłum. J. M. Kłoczowski, Warszawa 2015, s. 7.).

Świąteczna promocja Wydawnictwa Więź

Tak ugruntowana debata byłaby poważna i wiarygodna w stopniu, który eliminowałby powierzchowne paralele między przeszłością a współczesnością. Stać nas bowiem na dużo więcej niż nierozumne traktowanie historii jako powieści z kluczem.

*

Warto dziś poznać zwłaszcza: „Pamiętniki króla Stanisława Augusta. Antologia”, wybór D. Triaire, tłum. W. Brzozowski, wstęp A. Grześkowiak-Krwawicz, oprac. M. Dębowski, Warszawa 2013, „Tego roku w Paryżu. Korespondencja króla Stanisława Augusta z Feliksem Oraczewskim 1782-1784”, wstęp i oprac. A. Janiszewska, Warszawa 2014, „Stanisław August i jego Rzeczpospolita. Dramat państwa, odrodzenie narodu”, red. A. Sołtys, Z. Zielińska, Warszawa 2013, T. Kostkiewiczowa, „Pamiętniki Stanisława Augusta na nowo odkryte”, Warszawa 2015, „Pamiętniki Stanisława Augusta i ich bohaterowie”, red. A. Grześkowiak-Krwawicz, Warszawa 2015.

Przeczytaj także: Dwie rywalizacje schyłku Rzeczypospolitej

Podziel się

1
Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.