Zima 2020, nr 4

Zamów

Bóg w dżungli

Koptyjski mnich z monastyru Paisjusza w Egipcie / Fot. Mark Fischer / Flickr / CC BY-SA 2.0

Właśnie oglądałem fragmenty „audytowej” debaty. Nie zdzierżyłem. Twarze. Potok słów, wylewający się z ust podnieconych mówców.  Może trzeba uciec – na Saharę?

1. Ojciec Bazyli z koptyjskiego monastyru w Egipcie powiedział, że w życiu nic nie jest prawdziwe, oprócz tego, co niedoświadczalne. „Patrzmy nie na to, co się da zobaczyć, lecz na to, czego zobaczyć się nie da”. Wszystko, co da się zobaczyć, jest ulotne. A to, czego się nie da zobaczyć, jest wieczne. Nasze życie nie jest życiem prawdziwym, lecz rodzajem obrazu. Cieniem. Ono przeminie. Jeśli uwierzymy jednak w życie wieczne, zobaczymy je teraz, w życiu doczesnym. Bo nasze życie wieczne rozpoczyna się teraz. Nie po śmierci! Żyjemy życiem wiecznym.

2. Przygoda przeżywania wiary ma indywidualny odcień i nie można jej podporządkować ogólnym zasadom. Istnieją bowiem osoby, które intuicyjnie odkrywają bliskość Boga, nie wymagającą rozumowych uzasadnień. Ale obok nich spotykamy innych, o całkowicie odmiennej mentalności. Widząc pełną zagrożeń rzeczywistość, postrzegają ją jako dżunglę, w której rządzi prawo pięści i kłów. Abp Józef Życiński pisał, że życie człowieka kojarzy się wtedy z dramatem zdominowanym przez pesymizm i absurd. Ani dżungla, ani tragedie dotykające człowieka nie zdradzają śladów, które wskazywałyby na istnienie kochającego Boga. Ciągle myślę o Życińskim. Jaka szkoda, że nie dożył pontyfikatu Franciszka. Byłby szczęśliwy.

3. Norweski dokument fabularyzowany „Gunnar szuka Boga”  dotyka dramatycznych problemów egzystencjalnych i duchowych, o których wspominał Życiński . Przypomniałem sobie ten film kilka dni temu, przypadkowo zupełnie. Oglądam zatem ten film ponownie.  Zło jest natarczywe, dostrzegamy je wokół nas i w nas. O tej samej porze, dokładnie o 15.44, w Bagdadzie zamachowiec-samobójca wysadził się w powietrze, na Florydzie jedenaście osób ginie w wyniku burzy tropikalnej, w Szwajcarii naukowcy próbują odtworzyć Wielki Wybuch, we Włoszech łódź rybacka ze 145 uchodźcami z Afryki dociera do brzegów Sycylii. W Skandynawii zaś reżyser filmu, Gunnar Hall Jensen, szykuje wraz z grupką znajomych grilla, żeby uczcić piękne lato. Robi to bez entuzjazmu. Gunnar, którego głos słyszymy z offu przez cały film, przekonuje widza, że ma już dość standardowych nudnych rozmów na te same tematy, słowem: tej pozorowanej wspólnoty. Reżyser mówi o sobie, że jest pretensjonalnym bubkiem i histerykiem, poświęcającym się dla stylu życia, który zabija jego wnętrze. Męczy go to i uwiera, jak drzazga na umyśle.  Gunnar dzieli życie z kobietą, którą kocha, i z dziećmi, za które „dałby się pokroić”. Ma dwa samochody, psa, cztery telewizory, lodówkę czterodrzwiową i kosiarkę do trawników. Słowem: klasyczna klasa średnia, która nie ma powodów, żeby narzekać na „bezpieczną skandynawską socjaldemokrację”.

4. Znajomy przesłał reżyserowi zdjęcia mnichów z koptyjskiego klasztoru św. Makarego, których spotkał na pustynnej Saharze. Gunnar ogląda ich twarze, widzi jak różnią się one od jego twarzy, od twarzy znajomych. W twarzach pustelników jest optymizm, dobro i piękno duchowe. Doświadczenie twarzy jest od razu doświadczeniem etycznym, to znaczy ukazuje indywidualność drugiego człowieka. Dlatego reżysera tak bardzo interesuje twarz drugiego człowieka, i jego własna twarz. Ważne, żeby ją ocalić. Twarz drugiego jest zatem wezwaniem do miłości.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

5. Właśnie oglądałem fragmenty „audytowej” debaty. Nie zdzierżyłem. Twarze. Potok słów, wylewający się z ust podnieconych mówców.  Może trzeba uciec – tak, jak Jensen – na Saharę?

6. Gunnar, zmęczony światem, dostrzegł w twarzach mnichów inność, za którą podświadomie tęsknił. Tak naprawdę Gunnar pojechał do Egiptu, żeby zrealizować film o sobie. Można więc przyjąć – za abp. Życińskim – że człowiek jest istotą wewnętrznie tragiczną, gdyż tęskni i dąży do wartości, których nie może osiągnąć. Nie można jednak zrezygnować z poszukiwania Prawdy, bo to jest najważniejszy cel naszego życia. Oto dzięki wierze w istnienie Boga nasza tęsknota za harmonijnym, sensownym życiem uzyskuje spełnienie w życiu wiecznym. Wielkie wrażenie zrobiło na mnie wyznanie reżysera, dokonane tuż przed wyjazdem z klasztoru: „Bóg nie istnieje poza mną. Jest we mnie, żyje we mnie i umiera. Muszę Go w sobie pielęgnować, by dawał o sobie znać. Tyle jestem w stanie zrobić”. Bóg jest w każdym człowieku, który jednak najczęściej nie pielęgnuje Go w sobie. I dlatego okłamuje siebie i innych, i szuka kraterów po wybuchach, których nigdy nie było.

7. Czy zatem Gunnar uwierzył? Wrócił do domu witany przez żonę i dzieci. Zmierzył się ze swoimi demonami. Wyciągnął swoje trupy z szafy. I wykrzyczał: „Precz z erotycznymi wakacjami w Tajlandii, z rodzinnymi sobotnimi wypadami do IKEI, dość odbierania telefonów z ofertami handlowymi w niedzielne popołudnie, dość Facebooka, dizajnerskich mebli, ekspresów do kawy za 500 dolarów, natychmiastowych orgazmów. I przestać być zawsze dostępnym!”. I jeszcze: „Pokój ze mną. Niech idę w pokoju własnym na wszystkich odcinkach swej drogi. Amen”. Ta wykrzyczana modlitwa Gunnara to manifest skierowany do złych duchów. A Bóg? Jest w Gunnarze na pewno. Zapewne z trudem przedziera się do świadomości naszego bohatera, ale spotkania z mnichami, z ich światem, otworzyły przed nim perspektywę wiecznego istnienia, dzięki czemu mimo życiowych przegranych, niepowodzeń i cierpień, może człowiek uważać swoje życie za sensowne.

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.