Jesień 2020, nr 3

Zamów

Cud?

Cud w Legnicy? Łatwo go wyśmiać. Nie potrafię tego zdarzenia skomentować, bo niewiele, a właściwie nic o nim nie wiem; nie wiem, co się tam właściwie stało. Należę do ludzi bardzo sceptycznych wobec takich zjawisk. Wiem jedno: człowiek bardzo pragnie cudu. Tylko właściwie po co?

Jessica Hausner nakręciła kilka lat temu niezwykły film pod tytułem: „Lourdes”. Prawdziwe arcydzieło kina. Obraz ten poruszył wierzących i niewierzących. Oto słynne sanktuarium francuskie do którego zjeżdżają tysiące pielgrzymów z nadzieją na uzdrowienie.

Tak jak Christine, dotknięta postępującym paraliżem. I oto Christine wstała z wózka inwalidzkiego, czy na długo nie wiemy. Ksiądz od razu wydobywa z siebie parę banałów teologicznych, że Bóg dał nam znak swojej łaski. I swej miłości. „Widzimy go na własne oczy. Niebo zstąpiło na ziemię. Co to dla nas znaczy? Że Bóg nas nie porzucił, że wciąż nas strzeże. I że nas kocha. Przez ten znak objawił swoją obecność. Mówi: Nie jesteście sami”. Tylko, czy żeby w to wszystko wierzyć trzeba cudownego uzdrowienia, dowodu namacalnego, empirycznego? Czy wtedy jest to jeszcze wiara, czy zabobon?

Kościół w Lourdes o świcie. Fot. Lawrence OP / Flickr
Kościół w Lourdes o świcie. Fot. Lawrence OP / Flickr

Christine odpowie w finale spokojnie, jakby chcąc wyciszyć pielgrzymów. Pragnie wyjaśnić dlaczego właśnie ona, doznała tej łaski, a nie inni. „Jestem wdzięczna, to dla mnie zaszczyt. Jestem wdzięczna za okazaną łaskę, że to właśnie ja zostałam uzdrowiona. To daje mi do myślenia. Dlaczego ja… Ale sądzę, że to ma jakieś znaczenie. Przynajmniej dla mnie – chciałabym być dobrym człowiekiem”. Jeszcze tylko wręczą jej nagrodę dla najlepszego pielgrzyma. A więc czym jest cud? Czymś niepojętym, jednak dziejącym się wewnątrz człowieka. Więc może dokonał się także w innych pielgrzymach. Tego nie wiemy. Może w agnostyczce Christine ujrzał Bóg największą wiarę… Myślę, że cud w filmie Hausner to przeżycie miłosnego uniesienia, ale z drugiej strony, jeśli nie potwierdzi się cud uzdrowienia fizycznego, to jej cierpienie może stać się jeszcze większe. Nie wiemy tego…

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Tym bardziej że Hausner w finale filmu wszystko kwestionuje, co nie znaczy, że neguje możliwość cudu. A może w Lourdes nie ma żadnych cudów? A może są, a ona tylko się potknęła w tańcu. W końcu tańczy w rytm włoskich melodii, można się zwyczajnie potknąć.

„Jutro znowu będę sam” – mówi pielgrzym opuszczający Lourdes. „Nie jesteśmy sami” – zapewnia teologicznie wolontariuszka. „Ja tak” – usłyszy w odpowiedzi.
Co to jest cud?

PS W załączniku finał filmu „Lourdes”,. . Niezwykle przejmujące, warto obejrzeć te 10 minut – nie! – trzeba obejrzeć cały film.

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.