Jesień 2020, nr 3

Zamów

Abp Juliusz Paetz – a dlaczego nie?

Abp Juliusz Paetz w Gorzowie Wielkopolskim w 2012 r. Fot. Stiopa/Wikipedia/CC BY-SA 3.0

„A dlaczego nie?” – pyta retorycznie abp Juliusz Paetz zagadnięty przez reportera TVN24, czy weźmie udział w celebrze piątkowej Mszy świętej z okazji 1050-lecia chrztu Polski.

Chętnie odpowiem, dlaczego nie. Bo byłaby to kolejna krzywda wyrządzona przez niego Kościołowi w Polsce. Uważam tak z trzech powodów:

1. Bo nie godzi się, by Mszę z takiej okazji koncelebrował jakby nigdy nic bohater jednego z największych skandali w najnowszej historii Kościoła w Polsce. I to skandalu niewyjaśnionego do końca!

2. Bo dobrym obyczajem osób publicznych, wobec których postawione są poważne zarzuty, jest to, że usuwają się w cień – nawet jeśli czują się niewinnie oskarżone. W przypadku arcybiskupa oznaczać to powinno nie tylko rezygnację z funkcji, ale też z publicznej obecności w Poznaniu, aby nie utrudniać życia następcy.

3. (to motyw najmniej istotny) Bo jeśli do tego dojdzie, to byłby to kolosalny błąd z dziedziny public relations. Informacje medialne o poznańskich obchodach skoncentrowałyby się przede wszystkim na tej sprawie – a chyba nie o to chodzi Kościołowi?

Jak wiadomo, przed 15 laty bardzo poważne przesłanki wskazywały, że abp Paetz krzywdził swoich podwładnych, zwłaszcza kleryków; szkodził im, próbował ich uwodzić, wykorzystując ich zależność od siebie jako biskupa. Takie zachowania są same w sobie niedopuszczalne, tym bardziej gdy chodzi o duchownego, tym bardziej gdy chodzi o metropolitę.

Dzisiejsze medialne poruszenie jest tylko kolejnym dowodem, że sprawę trzeba koniecznie ostatecznie publicznie wyjaśnić. Przed sześciu laty, po poprzednim publicznym zamieszaniu wokół byłego metropolity poznańskiego, pisałem w „Tygodniku Powszechnym”:

„Pożar został zatem, jak się wydaje, ugaszony. Ale może znowu ponownie wybuchnąć, jeśli nie zlikwiduje się przyczyny, dla której w tej sprawie mała iskra tak łatwo przeradza się w groźny ogień. Tą przyczyną jest, w moim przekonaniu, brak publicznego wyjaśnienia przez Stolicę Apostolską poważnych zarzutów, jakie padły wobec abp. Juliusza Paetza.

Przez osiem lat przyzwyczailiśmy się już, że niewiele na ten temat wiadomo – i że wiele więcej wiadomo nie będzie. Najwyższa pora na – mówiąc językiem kościelnym – stanięcie w prawdzie. A mówiąc językiem świeckim: na więcej jawności. Ubiegłotygodniowe zamieszanie pokazuje raz jeszcze, że bez publicznego wyjaśnienia meritum oskarżeń sprawa będzie wracała, powodując coraz więcej zgorszenia. (…)

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Nie rozumiem zatem, dlaczego wciąż w sprawie abp. Paetza przedstawiciele Stolicy Apostolskiej nie zatroszczyli się o stwierdzenie, czy zarzuty były uzasadnione. Wciąż musimy się tego domyślać, odczytując ukryte znaczenie dyplomatycznych watykańskich decyzji, tajemniczych rozgrywek, potwierdzeń i zaprzeczeń. W czasach jawności i przezroczystości – gęsta mgła niedomówień i niedopowiedzeń.

Da się to zrobić z godnością. Nie trzeba opisywać szczegółów. Wystarczy, żeby watykański rzecznik otrzymał prawo do pójścia o dwa kroki dalej i mógł wyjaśnić własne słowa: dlaczego nałożono na arcybiskupa »restrykcje« i dlaczego »pozostają one w mocy«. Wystarczy krótki komunikat – np., że komisja potwierdziła fakt zachowań nielicujących z godnością urzędu biskupiego” (cały tekst „Proszę o jawność” jest dostępny tutaj).

Minęło kolejne sześć lat, a te słowa pozostają, niestety, wciąż całkowicie aktualne.

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.