Wiosna 2024, nr 1

Zamów

„Niewinne”. O sztuce interpretacji sztuki

"Niewinne" w reżyserii Anne Fontaine, fot. Anna Włoch/Aeroplan Film/Kino Świat

Po „Idzie” przyszedł czas na kolejną narodową dyskusję filmową. Tym razem chodzi o „Niewinne”, film francuskiej reżyserki Anne Fontaine.

Wesprzyj Więź.pl

To historia zakonnic, które tuż po zakończeniu wojny stały się ofiarami zbiorowych gwałtów ze strony żołnierzy Armii Czerwonej.

Dzięki pomocy niewierzącej lekarki dzieci przychodzą w klasztorze na świat. Reakcje na film można było przewidzieć. Ten obraz – jak ostatnio prawie wszystko w Polsce – podzielił odbiorców na zwolenników i przeciwników, zresztą zanim jeszcze wszedł na ekrany kin, co znamienne. Jedni twierdzili, że film doskonale ukazuje dramatyczność sytuacji, w której znalazły się siostry, że to jeden z najwybitniejszych filmów o wierze. Drudzy – przeciwnie, że wpisuje się w antypolską i antykatolicką narrację, a z zakonnic czyni moralne potwory. Aż chce się zapytać, czy jedni i drudzy oglądali ten sam film.

W książce pt. „Funkcje sztuki w teologii” ks. prof. Tadeusz Dzidek z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II pisze, że aby odczytać poprawnie dzieło sztuki trzeba wziąć pod uwagę trzy czynniki: intencję autora, intencję dzieła oraz intencję odbiorcy. Dzidek przytacza wypowiedź niedawno zmarłego wybitnego literaturoznawcy Umberto Eco: „W klasycznym sporze o interpretację stawiano pytanie, czy celem jest znalezienie w tekście (w dziele) tego, co autor zamierzał powiedzieć, czy też tego, co tekst (dzieło) mówi mocą swej spójności i systemu oznaczenia, który go podbudowuje, czy też znajdujemy to, co znajdujemy mocą swych własnych systemów oczekiwań”. Mówiąc inaczej: istnieje napięcie między tym, co „autor chciał przez to powiedzieć”, co – znając język artystyczny danej dziedziny sztuki – da się wyczytać z samego dzieła, a tym, co widzi w dziele odbiorca, który przecież nie przychodzi jako „tabula rasa” – „czysta tablica”, ale wnosi w odbiór dzieła samego siebie: swoje doświadczenia, sposób widzenia świata, oczekiwanie, jakie ma. Jeśli pytać o hierarchię intencji, to – twierdzi Dzidek – najważniejsza jest jednak intencja dzieła, która ma szansę najskuteczniej bronić się przed błędną interpretacją. I tutaj rolę dominującą powinien odgrywać krytyk filmowy, który potrafi czytać język artystyczny właściwy dla tej sztuki.

Wesprzyj Więź

Moim zdaniem, o interpretacji dzieła sztuki może więc zasadnie mówić jedynie krytyk z zakresu danej dziedziny, ktoś kto dobrze zna język i warsztat. Odbiorcy mogą mówić jedynie o odbiorze, który w dużej mierze zależy od tego, jaki do dzieła przyłożymy szablon. Ale czy odbiorca nie ma prawa do osobistego odbioru, do wrażeń, do osobistych emocji i skojarzeń, nawet jeśli krytyk będzie wykazywał, że są błędne? Czy można wtedy mówić o racji? O. Jean-Pierre Longeat OSB, przewodniczący Konferencji Zakonników i Zakonnic Francji, który zresztą konsultował film, w wypowiedzi dla Radia Watykańskiego powiedział między innymi: „To, co mnie najbardziej dotknęło, to fakt, że siostry ostatecznie nie pozwalają się zamknąć w swoim dramacie i przez pośrednictwo kogoś, kto także sobie stawia pytania równie istotne, ale w zupełnie inny sposób, razem – i to jest chyba ważne – znajdują wyjście. Siostry, tak bardzo dotknięte przez ten dramat, nie mogły wyjść z niego same. Zostały uratowane przez odwiedziny o charakterze prawie mesjańskim […]. Nie ma nic niestosownego w mówieniu o wizycie mesjańskiej w odniesieniu do tej lekarki. Przecież w Biblii mamy wiele przykładów, choćby w Starym Testamencie, figur Mesjasza reprezentowanych przez osoby, które pochodzą spoza ludu Bożego, np. król Cyrus, który pozwolił wrócić Izraelowi z niewoli […]”.

Jak się okazuje, można na ten film nałożyć szablon biblijny. Ale można polityczny, antykościelny, spiskowy, feministyczny i wszelki inny. Każdy idzie do kina w jakichś okularach. Ja jeszcze filmu nie widziałem. Włożę okulary wiary. I kto mi udowodni, że nie mam racji?

“Przewodnik Katolicki” 12/2016

Podziel się

Wiadomość