Jesień 2020, nr 3

Zamów

Śmiać się z rzeczy świętych trzeba umieć

1 stycznia wszedł na ekrany kin niezwykły film. Dystrybucji podjął się GutekFilm. Dzieło to znajduje się na krótkiej liście do Oskara w kategorii film nieanglojęzyczny. Rok temu wygrała polska „Ida”.

„Na początku było dwunastu apostołów, zanim dodałam sześciu, zanim świat stał się lepszy” – takie słowa słyszymy na początku nowego filmu znanego, belgijskiego reżysera, Jaco Van Dormaela. Wypowiada je Ea, bohaterka szalonej komedii „Zupełnie nowy testament”. Ea jest córką Boga. Mieszka z Ojcem i odrealnioną od świata matką. Bo Bóg istnieje. Mieszka w Brukseli, gdyż Bóg na początku stworzył właśnie Brukselę. Siedząc przy komputerze, steruje światem, prowadzi grę, która w finale może skończyć się katastrofą. Reżyser szaleje, miesza całe serie dowcipów z poważną refleksją teologiczną, ale podaną nienachalnie, między jednym gagiem a drugim.

Van Dormael zadaje pytanie: kim właściwie jest Bóg? Co się dzieje, gdy człowiek próbuje wejść w rolę Boga i zamierza zbudować raj już tu, na tej ziemi? A może budowanie raju kończy się zbudowaniem piekła? Bóg Ojciec w komedii „Zupełnie nowy testament” bawi się, stwarza: a to żyrafy pojawiające się na ulicy, a to kury w kinie, tygrysa w łóżku, gapiącego się w telewizor, a to strusia w supermarkecie. Nie lubi ludzi.

Znudzony swoją misją, wymyśla prawa „światowego wkurzenia”, na przykład prawo 2125: „Kanapka zawsze spada dżemem w dół. Jeśli nie, to znaczy, że posmarowano ją dżemem po złej stronie”, albo prawo 2126: „Naczynia tłuką się, gdy zostały już umyte”.

Bóg Ojciec nie jest groźny, jest raczej śmieszny. Groźny jest w domu, stosuje przemoc wobec córki, terroryzuje zahukaną żonę i matkę Ei. Tworzy piekło domowe.

Więc może tak naprawdę piekło światu buduje jego córka, szlachetna – tak się wydaje na początku – buntowniczka. Niczym haker wdziera się do bazy danych ojca i wykrada wielką tajemnicę: śmierć. Rozpoczyna się w ten sposób piekło. Czy chciałbyś poznać dokładną datę i godzinę swojej śmierci? Taka wiedza to piekło, które funduje Brukseli młoda dziewczyna z nienawiści do „boga” i do ojca, jednocześnie.

Ludzie tak naprawdę nie chcą posiąść wszechmocy Boga, nie potrafią być wszechmocni, wszechmoc ich zabija, przecież grzech pierworodny zaistniał podczas pierwszej w dziejach próby wszechmocy. Próbują co prawda nadać sens ostatnim miesiącom, godzinom, minutom swojego życia, naprawić w ostatniej chwili błędy, popełniane przez całe lata, ale jednocześnie pragną żyć, bo tylko wtedy przybliży się do nich wymarzony raj. W obliczu śmierci wyzwalają się, ale czy to wyzwolenie okaże się szczęściem? Jak zawsze wszystko ratuje matka. Matka jak mało kto potrafi dokonać resetu.

Van Dormael, tworząc obraz chrześcijańskiej herezji, religii anarchicznej, zadaje kluczowe pytania, które – nie ma co ukrywać – zadaje sobie każdy człowiek. Kim jest Wcielony Bóg? Czy my to wiemy? Może tyranem, który nie lubi stworzonego przez siebie świata? W filmie wyrzuca go z Kościoła poirytowany ksiądz. Też tak myślę: Boga wymyślonego przez ideologów, należy wyrzucać, bo on nie istnieje. To nie jest chrześcijańska wizja Boga. Bóg jest Miłosierdziem i Miłością, i tylko taki istnieje. Czy Bóg jest jak Ea, wprowadzająca raj na ziemi? Na pewno nie. A może to Syn, J.C., stojący w zastygłej pozie na komodzie i czekający, aż ktoś zrozumie jego przesłanie. Zrozumieć przesłanie Jezusa!

Pytania Van Dormaela pozostają w filmie bez odpowiedzi. Reżyser daje nam – na szczęście – totalną wolność interpretacyjną. Odpowiedź jest zapewne w Piśmie, w Nowym Testamencie, który Ea z towarzyszem wędrówki próbuje pisać na nowo.

„Zupełnie Nowy Testament” to poza wszystkim feeria nieprawdopodobnych pomysłów komediowych i doskonała zabawa. A śmiać się z rzeczy świętych trzeba umieć. Van Dormael nikogo nie obraża, no chyba tylko ludzi bez poczucia humoru, których w Polsce nie brakuje. Śmiech mądry, czasami podszyty smutkiem, a może nawet rozpaczą jest ozdrowieńczy. Tak jest w życiu każdego z nas, śmiech i smutek przeplatają się niemal każdego dnia.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Finał filmu jest idealistyczną wizją wywiedzioną z Księgi proroka Izajasza, rozdział 11, wersety 1–10. Czytaliśmy ten fragment we wtorek I Tygodnia Adwentu. Wizja wszechświata wyzwolonego, nigdy niespełniona. Niespełnialna?

(…)
Nie będzie sądził z pozorów
ni wyrokował według pogłosek;
raczej rozsądzi biednych sprawiedliwie
i pokornym w kraju wyda słuszny wyrok.
(…)
Sprawiedliwość będzie mu pasem na biodrach,
a wierność przepasaniem lędźwi.
Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem,
pantera z koźlęciem razem leżeć będą,
cielę i lew paść się będą społem
i mały chłopiec będzie je poganiał.
Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie,
młode ich razem będą legały.
Lew też jak wół będzie jadał słomę.
Niemowlę igrać będzie na norze kobry,
dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii.
Zła czynić nie będą ani zgubnie działać
po całej świętej mej górze,
bo kraj się napełni znajomością Pana
na kształt wód, które przepełniają morze.
Owego dnia to się stanie:
Korzeń Jessego stać będzie
na znak dla narodów.
Do niego ludy przyjdą z modlitwą,
i sławne będzie miejsce jego spoczynku.

Myślę, że żadnego spojlera nie było. Dodam tylko, że na koniec słyszymy słynny przebój Salvatore Adamo o miłości i o śniegu, którego w święta nie było i po świętach także nie ma. Jest tylko mróz. Mam nadzieję, że dostatecznie wszystko poplątałem, nie może być inaczej, bo ten film to wybitne dzieło absurdu. Zdradzę tylko, że aby dostać się do prawdziwego świata, trzeba wejść do pralki szybkoobrotowej. Zabawa i myślenie. Czego trzeba więcej?

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.