Jesień 2020, nr 3

Zamów

Było źle, więc będzie gorzej?

„Władza skłania do deprawowania, a władza absolutna deprawuje absolutnie” – dobrze zapamiętałem tę gorzką refleksję lorda Actona ze swoich studiów socjologicznych. Potwierdza się ona dziś w Polsce. Okazało się nawet, że w przypadku zdobycia władzy absolutnej proces deprawowania – tzn. szerzenia zgorszenia, doprowadzania do zepsucia – może postępować niezwykle szybko.

Zmiana partii rządzącej była społecznie potrzebna, bo poprzednia ekipa wyczerpała swoje możliwości i wyraźnie nadużyła zaufania Polaków, stając się bezideową partią władzy. Po podwójnym zwycięstwie Prawo i Sprawiedliwość zachłysnęło się jednak zdobytą większością parlamentarną i realizuje już nie swoje umiarkowane hasła kampanijne, lecz frontalny atak na struktury polskiej demokracji.

Sympatycy PiS usiłują przedstawiać obecny spór polityczny jako walkę dobra ze złem czy prawdziwych patriotów z obozem zdrady narodowej (pełnym „resortowych dzieci”, przywiązanych do koryta władzy, ludzi gorszego sortu, itp.). Ale przecież krytyka działań Jarosława Kaczyńskiego pochodzi także z ust osób bliskich ideowo PiS lub surowo oceniających poprzednią ekipę. Marek Jurek porównuje zamach na Trybunał Konstytucyjny do „demokracji ludowej, gdzie każdy rząd robi sobie «swój sąd konstytucyjny» (bo, a jakże, wygrał wybory)”. Prof. Adam Strzembosz ocenia, że prezydent Andrzej Duda „parokrotnie złamał konstytucję”. Prof. Jadwiga Staniszkis mówi o upokorzeniu, jakie odczuwa, obserwując „infantylną dyktaturę” PiS. Roman Graczyk komentuje zmianę ustawy medialnej słowami: do tej pory było źle, a „teraz będzie jeszcze gorzej, tyle że z przeciwnym znakiem”.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Ład demokratyczny opiera się na zasadzie ograniczenia władzy i równoważenia jej różnych rodzajów. Za to też docenia demokrację Kościół. Prezes PiS lekceważy tę zasadę, gdyż uważa III Rzeczpospolitą za „formę ustrojową, która na zewnątrz ma cechy demokracji, a która w gruncie rzeczy demokracją nie jest” (choć, o paradoksie, to właśnie w jej ramach PiS uzyskało sukces). Kaczyński uznał, że ma moralne prawo, by zburzyć tę pseudodemokrację i stworzyć nowy, słuszny ustrój. To logika rewolucyjna, na której nie da się zbudować nic trwałego. Nie jest to logika dobra wspólnego (tu zostało ono utożsamione z wolą jednej partii, a z mniejszością liczyć się nie trzeba).

Dobra zmiana nie może oznaczać działania na zasadzie „Było źle, więc teraz będzie gorzej, żeby potem było lepiej”. Cel nie uświęca środków. Absolutnie nie uświęca, nawet jeśli ktoś posiada władzę absolutną.

Komentarz opublikowany w poznańskim „Przewodniku Katolickim” nr 2/2016.

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.