Zima 2020, nr 4

Zamów

Ksiądz z kobietą w kinie To jest kino!

Ksiądz:

Ja też, Kasiu, jestem obrazem Michała Rosy oczarowany, poruszony, wzruszony i wstrząśnięty. Podczas ostatniego Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni Szczęście świata obejrzałem dwukrotnie. Przywodzi mi ono na myśl kino Wesa Andersona, a może też i Paola Sorrentina.

Drugi raz miałem przyjemność oglądać Szczęście świata wraz z mistrzem Januszem Majewskim, który po seansie powiedział: „No, wreszcie widzę na tym festiwalu kino piękne, perfekcyjnie wymyślone, wspaniale sfotografowane przez Marcina Koszałkę, plastycznie dopracowane, wzruszające, nierealistyczne, ale jednocześnie bardzo prawdziwe. To jest kino!”. Dodam od siebie: kino zwiewne, somnambuliczne, sensualne, mistyczne, ciepłe, a jednocześnie bardzo niepokojące – czujemy przecież, że reżyser prowadzi nas do niekoniecznie szczęśliwego zakończenia.

Trudno nie zgodzić się z zachwytem twórcy Lekcji martwego języka (nie bez powodu wymieniam ten film, bo jest chyba najbliższy stylistyce Rosy). Dziś już mało kto realizuje takie filmy.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Kobieta

Kino Rosy, chociaż dotykające spraw bardzo bliskich współczesnemu człowiekowi, płynie osobnym nurtem. Dzieje się tak chyba również dlatego, że reżysera nigdy nie interesowały ani publicystyka, ani fajerwerki. Rosa stara się być wierny światu, który opisuje i bohaterom, którym oddaje głos. A oni często – choć nie zawsze – są cisi, jakby z drugiego, a może z trzeciego i czwartego planu. Mnie zachwyca w kinie Rosy – Farba, Cisza, a szczególnie Co słonko widziało, Rysa i Szczęście świata – że to właśnie ich wydobywa na pierwszy plan. I pokazuje, jak są godni uwagi, często o wiele ciekawsi niż ci pierwszoplanowi bohaterowie kina głównego nurtu, jak są nadzwyczajnie zwyczajni, czyli… wyjątkowi.

To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku „Więź” zima 2016 (dostępnym także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.