Jesień 2020, nr 3

Zamów

Amatorzy zła

Od kilku lat w najpopularniejszych polskich filmach można zauważyć nowy trend: eksplorowanie ekranowej przemocy. Mamy dziś do czynienia z nadprodukcją obrazów gwałtu, cierpienia i zabijania; konstruowaniem fabuł wokół sadyzmu, masochizmu i innych sposobów zadawania bólu.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

W konkursie głównym tegorocznego festiwalu w Gdyni połowę filmów stanowiły opowieści skoncentrowane na inscenizowaniu scen przemocy i korzystające w tym celu z różnych formuł estetycznych. Obok tortur i zabijania w wypolerowanych dekoracjach PRL (dreszczowce o seryjnych mordercach: Czerwony pająk Marcina Koszałki i Jestem mordercą Macieja Pieprzycy) mogliśmy oglądać mordy pokazane w konwencji skrajnego naturalizmu (Wołyń Wojciecha Smarzowskiego i Plac zabaw Bartosza M. Kowalskiego).

Skąd tak wszechogarniająca fascynacja przemocą, składająca się na nowy, brutalny język polskiego kina? Jaką rozmowę z widzami starają się nawiązać filmy z tej kwitnącej szkoły ekranowego gwałtu i co dla nas z tego wynika? Co to zjawisko mówi o polskiej wspólnocie? I wreszcie, czy jako widzowie powinniśmy akceptować i traktować z szacunkiem wszystkie obrazy bólu i cierpienia, jakie podsuwają nam – zarówno początkujący, jak i doświadczeni – reżyserzy?

To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku „Więź” zima 2016 (dostępnym także jako e-book). 

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.