Jesień 2021, nr 3

Zamów

Widoki wstydu

Dzięki technologicznemu otwarciu na nieskończone uniwersum obrazów wiemy obecnie dużo lepiej, czego należy się wstydzić. Co wyłączyć z projektu „Polski zmodernizowanej”, żeby zyskać akceptację w oczach zachodniej nowoczesności, która od dwustu lat ewoluuje i wypluwa z siebie mniejsze i większe utopie estetyczne.
Z cudzego dorobku interesuje nas głównie widzialna powierzchnia: problem widoku – wolnej od azjatyckiego nadmiaru i obciachowego anachronizmu przestrzeni publicznej – stał się w ciągu ostatnich kilku lat częścią narodowej machiny pedagogicznej. Propozycję części oświeconej klasy średniej i intelektualistów można sprowadzić do prostej formułki: Polacy muszą zrozumieć, że to, co widzą za oknem, pochodzi ze zdegradowanego porządku przeszłości – obskurnego PRL i liminalnych lat dziewięćdziesiątych.
W krytycznej refleksji – jeśli się na takową zdobędą – mają przeanalizować własne estetyczne nieokrzesanie, brzydotę, skłonność do bałaganu i niedorobienia – i pokryć się rumieńcem wstydu. Wstyd Polski progresywnej łączy się z wezwaniem do totalnej przemiany – przeprojektowania i wyczyszczenia krajobrazu. Zmycia brudu „bilbordozy” i „pastelozy” z naszych miast i miasteczek, i wstawienia w jego miejsce modernistycznego umiarkowania. W imię wyobrażonej nowoczesności, bo tej prawdziwej przecież nigdy nie mieliśmy.
To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku „Więź” jesień 2016 (dostępnym także jako e-book).
 

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania została wyłączona.