Jesień 2020, nr 3

Zamów

Z drugiej strony Bugu Unijny prymus czy następna zdobycz Putina?

30 października w Mołdawii odbędą się wybory prezydenckie. Głowa państwa zostanie wyłoniona w powszechnym głosowaniu, gdyż Sąd Konstytucyjny, uznał, że wprowadzone kilkanaście lat temu poprawki, przenoszące wybory do parlamentu, były niezgodnie z ustawą zasadniczą.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Jak wynika z ostatnich sondaży, gdyby wybory odbyły się 24 kwietnia, zwycięstwo świętowaliby politycy prorosyjscy. […] Mołdawia przez lata uchodziła za prymusa wśród państw objętych programem Partnerstwa Wschodniego. W 2014 roku bez problemu podpisała umowę stowarzyszeniową z UE. Jako pierwsza ze Wspólnoty Niepodległych Państw została objęta bezwizowym ruchem z Unią Europejską. Rządzące od 2009 roku partie tzw. Sojuszu Na Rzecz Integracji Europejskiej (AIE), które po gwałtownych demonstracjach odebrały siedem lat temu władzę komunistom Władimira Woronina, od początku obficie szermowały prozachodnimi hasłami.

Problem w tym, że idea eurointegracji służyła im głównie do przyciągania z jednej strony prozachodniego elektoratu, a z drugiej europejskich środków pomocowych i kredytów. Niestety, uzyskane od Brukseli setki milionów unijnych euro nie przyczyniły się do zreformowania kraju. Owszem, wdrożono niezbędne regulacje, aby objąć Mołdawię ruchem bezwizowym z UE, czy też mające pomóc włączeniu państwa do pogłębionej strefy wolnego handlu (DCFTA), ale na tym praktyczne się kończyło. Zresztą sami Mołdawianie twierdzą, że akurat te reformy powiodły się, gdyż specjalnie nie zagrażały interesom rządzących oligarchów.

To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku „Więź” lato 2016 (dostępnym także jako e-book). 

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.