Lato 2021, nr 2

Zamów

Czytanie świata Międzynarodowe towarzystwo tępienia dzikich obyczajów

W latach 1890-1904 dochody z kongijskiego kauczuku wzrosły dziewięćdziesiąt sześć razy. Kosztowało to życie mniej więcej dziesięciu milionów mieszkańców terytorium należącego do króla Leopolda II. Dlatego też Joseph Conrad, płynąc w górę rzeki Kongo, odkrywał jądro ciemności nie w centralnej Afryce, ale we wnętrzu białego człowieka. Europejczycy doprowadzali do eksterminacji miejscowej ludności, nie zważając na żadne konsekwencje swoich czynów.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Hasło „wytępić całe to bydło” stawało się ciałem, wezwaniem do niszczenia bez jakiejkolwiek kary. Słowa takie jak „sprawiedliwość”, „Bóg” czy „ludzkie odruchy” przestawały mieć jakiekolwiek znaczenie. Im dalej biali ludzie odsuwali się od swoich domów, tym bardziej tracili sumienie. Skazywali tubylców na śmierć za najmniejsze przewinienie, wysyłali ekspedycje karne bez powodu. Stworzyli także zręczną maszynę terroru, za której pomocą zmuszali czarnoskórych do wymierzania kar swoim współbraciom. Każdy musiał być zbrukany krwią. Kto wpadł do jądra ciemności, sam zostawał zainfekowany pierwiastkiem zła.

System działał podobnie jak w wielu XX-wiecznych autorytarnych dyktaturach. Kto choćby raz nie przeciwstawił się złu, stawał się jego częścią, szczególnie jeśli działo się ono bez powodu – z samej tylko chęci powiększania ogromu cierpienia i niszczenia. W Kongu zysk finansowy był tylko częścią tej piekielnej maszyny, przemoc zaś stałym jej elementem, który wcale nie był konieczny, a już na pewno nie na tak ekstremalnym poziomie.

To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku „Więź” lato 2016 (dostępnym także jako e-book). 

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.