Jesień 2020, nr 3

Zamów

Granice miłosierdzia

Damian Cichy SVD

Od początków swojego kapłaństwa, czyli od lat dziewięćdziesiątych, pracuję w różnych ciekawych miejscach. Najpierw wysłano mnie do Jugosławii. Miesiąc później wybuchła wojna – i całą wojnę spędziłem na tamtym terenie. Wtedy zrozumiałem, z jakim trudem przychodzi realizacja Chrystusowego wezwania „darmo otrzymałeś, darmo dawaj”. Darmowe dawanie pomocy ludziom, którzy są w potrzebie, szczególnie uchodźcom, nie jest wcale oczywiste. Bo przecież człowiek ma swoje skłonności i przyzwyczajenia…

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Nam w naszej zakonnej wspólnocie werbistów łatwiej było służyć tym, którzy są najbliżej – czyli katolikom uchodzącym w Bośni przed serbskim agresorem. Później zauważyliśmy, że uciekający muzułmanie nie różnią się niczym od uciekających braci katolików w potrzebie – i zaczęliśmy także im pomagać, w czym się dało, w małych, banalnych rzeczach. Wymyśliliśmy, że trzeba w klasztorze odnowić okna, które były niedawno odnawiane, byle tylko dać im zarobić na siebie – bo nikt nie chce jałmużny otrzymanej z łaski. A na koniec się okazało, że pomocy potrzebują też bracia Serbowie, którzy nie zdążyli uciec i przemyśliwali sprawę lojalności wobec państwa chorwackiego, nawet będąc w sytuacji zagrożenia ze strony katolików. Więc pomagaliśmy również im, trzeciej stronie konfliktu, ale w sposób ograniczony, słaby, wybiórczy.

Wtedy uświadomiłem sobie, jak bardzo w naszym miłosierdziu jesteśmy ograniczeni. Jak bardzo granice istnieją w nas i nie pozwalają nam w pełni otworzyć się na drugiego człowieka, na jego wartości. Kiedyś w polocie udało mi się na kazaniu powiedzieć, że łzy matki chorwackiej są tak samo słone jak serbskiej. I dostałem upomnienie od kardynała: możesz tu pracować, bylebyś tak nie mówił.

To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku „Więź” lato 2016 (dostępnym także jako e-book). 

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.