Jesień 2020, nr 3

Zamów

Ksiądz z kobietą w kinie Aria dla atlety

Ksiądz:
Człowiek z marmuru, który zapoczątkował kino moralnego niepokoju, to jeden z najważniejszych filmów mojego życia. Byłem chyba na dziesięciu seansach, dzień po dniu. Istniała bowiem obawa, że film zaraz zdejmą z ekranów, w niektórych kinach w repertuarze zamiast tytułu filmu zamieszczano informację: „wszystkie seanse zarezerwowane”. Człowiek z marmuru to bodaj jedyny tego rodzaju film w demoludach, który mówi o tym, że robotnik upomina się u robotniczej władzy o swoje. Ten obraz to także rozliczenie się z czasami stalinowskimi, w tamtym momencie odważne i bezkompromisowe. Dobrze pamiętam ataki na Człowieka z marmuru w prasie, a szczególnie w tygodniku „Ekran”, opanowanym wtedy przez grupę narodowych komunistów. Naczelny tygodnika zarzucał Wajdzie, że w jego filmie dochodzi do głosu manicheistyczny dualizm, gdzie cały sens ludzkiej egzystencji sprowadza się do walki dobrego ze złem. Zło utożsamiane jest w tym przypadku z siłami, które przeciwstawiają się ludziom skazanym – bez względu na to, jak hero¬iczna byłaby ich walka – z góry na prze¬graną. Partyjny publicysta pytał: „Czy ten fatalistyczny determinizm pozwala w ogóle, żeby kino było nie tylko aparatem do badania rzeczywistości, ale po prostu żywiołem – jak chce Wajda? Jeśli jest żywiołem, to powinno charakte¬ryzować się spontanicznością wykluczającą manipulację, tak widoczną w Człowieku z marmuru”. W czym przejawiała się owa manipulacja? „W konkluzjach generalnych – pisał krytyk – sprowadza się ona […] do sta¬wiania znaku równości między okresem błędów i wypaczeń (trwającym kilka lat) a ostatnim trzydziestoleciem. […] Wszystko, co jawi się przed naszymi oczyma jest skarykaturowane. Używając określenia Witkacego, powie¬dzielibyśmy — przepotwornione”.
Kobieta:
[…] To, co w filmach Andrzeja Wajdy najoryginalniejsze, artysta czerpie z tego, co polskie czy wręcz arcypolskie. I co ciekawe, doświadczenia jego bohaterów tak mocno uwikłanych w polską historię, w polski los, są czytelne nie tylko dla Polaków. A to dlatego, że Wajda w swoim kinie snuje wielowymiarową opowieść nie tylko o Polaku w Polaku i człowieku w Polaku – pisze o tym w tym numerze również Krzysztof Biedrzycki w eseju Olbrzym i karzeł. Pytania o naród, człowieka i uniwersalizm – ale o człowieku w człowieku, który uwikłany w historię, czy po prostu w swój śmiertelny los, próbuje nie dać się unicestwić ani moralnie, ani fizycznie. I opowiada równocześnie Wajda o człowieku, który, pomimo tych wszystkich uwikłań i zapętleń, którym patronują Dostojewski czy Conrad, głodny jest życia.
To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku „Więź” wiosna 2016 (dostępnym także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.