Jesień 2020, nr 3

Zamów

Litery na piasku I – jak inwentaryzacja

Jak się zdaje, to surowe pragnienie konfrontacji z naszym końcem zasadza się na intuicji, że Ktoś nas obserwuje i Ktoś nas słucha. I Ktoś mówi do nas za pośrednictwem naszej starości, próbując wykrzesać z naszego jestestwa choćby kilka iskier prawdy, które oświetlą nam drogę w mrocznym pasażu nadciągającej śmierci.
Jeśli wierzyć księdzu Halíkowi, to taka twarda mowa przynależy do Boskiego kodu postępowania z nami i zwie się „pierwszym słowem”, które zawsze pozbawia nas pewników i łatwych pocieszeń powodujących naszą głuchotę i otępienie. Oczyszcza to nasz rozum i serce z idolatrii, czyli – jak powie Kołakowski w Jezusie ośmieszonym – z oddawania czci temu, co nietrwałe, bez znaczenia, pozbawione wagi, przygotowując nas w ten sposób na „drugie słowo”, czyli przebudzenie i oświecenie.
W Baśni zimowej – arcydziele Ryszarda Przybylskiego o ostatniej porze naszego bytowania – znajdujemy cztery modelowe postawy przyjmowane wobec takiego Bożego egzorcyzmowania nas starością. Przybylski wysoko stawia poprzeczkę, bo przed oczy kładzie nam zmagania wielkich artystów.
I tak Michał Anioł przeciwstawia atakom starości ustawiczny wysiłek, swoją pracę, twórczość, bo w niej – jak wierzy – kryje się niepodważalny sens naszego istnienia. A my dopowiedzmy: stąd już niedaleko do Boga Robotnika podtrzymującego w istnieniu świat, więc jakkolwiek by było, optymizm w tej sytuacji może bazować na wspólnocie interesów tych dwóch skazanych na siebie proletariuszy.
To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku „Więź” wiosna 2016 (dostępnym także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.