Jesień 2020, nr 3

Zamów

Starożytne multi-kulti

Multikulturowość nie jest wcale wykwitem nowoczesności. Ludzie o różnej religii, innych obyczajach i mówiący obcymi sobie językami zawsze mieszkali obok siebie albo pośród siebie. A przynajmniej sąsiadowali. Starożytność nie była wcale od tego problemu wolna. I nie zawsze – jak się okazuje – rozwiązywało się go na drodze wojennej. Na przykładzie na wpół mitycznych Amazonek Herodot pokazuje w swoich „Dziejach”, czym może się skończyć próba kulturowego ujarzmienia.

Herodot pisze, że kiedy Amazonki – zresztą „gnane falą i wiatrem”, bo nie umiały żeglować – dotarły do ziemi Scytów, „napotkawszy pierwsze stado koni, porwały je, dosiadły i łupiły dobytek Scytów”. Dla Scytów było to plemię zupełnie obce i dotąd zupełnie nieznane: „nie znali ani ich języka, ani odzieży, ani ludu, i byli zdziwieni, skąd one przybyły”. Myśląc, że to „mężczyźni w kwiecie wieku, wdali się z nimi w walkę”, traktując ich tak jak przystało na najeźdźców. „Dopiero po trupach na pobojowisku poznali, że to niewiasty” – kontynuuje Herodot. W tej sytuacji zdecydowano o zupełnie nowej strategii: „nie zabijać, lecz wysłać na nie najmłodszych spośród siebie junaków w równej im liczbie”. Plan był oczywisty: uwieść „z zamiarem otrzymania od nich dzieci” zamiast zabijać. Myli się jednak ten, kto myśli, że Amazonki należało – jak to się mówi – wziąć gwałtem. Otóż młodzi Scytowie „mieli w pobliżu Amazonek obozować i czynić to samo, co one będą czyniły: gdyby ich ścigały, nie mieli z nimi walczyć, lecz uciekać, a skoro przestaną ścigać, mieli się znów zbliżyć i założyć obóz”. Mówiąc krótko, chodziło o to, by oswoić Amazonki z ich obecnością.

Plan okazał się skuteczny. „Gdy Amazonki zauważyły, że oni nie przybyli we wrogich zamiarach, dały im spokój; i tak co dzień bliżej przysuwał się obóz do obozu”. Przyjęta strategia nie polegała jednak wyłącznie na powstrzymaniu się od agresji i pokojowym współistnieniu obok siebie. Scytowie bowiem „żyli w ten sam sposób co one”. Mieli świadomość, że radykalna inność ich do siebie nie zbliży, trzeba było do siebie jeszcze się upodobnić. Nie trudno zgadnąć, jaki był dalszy przebieg wydarzeń. Amazonki przestały traktować ich jak wrogów, a – mówiąc eufemistycznie – wkrótce natura wzięła górę nad kulturą i zaczęło dochodzić do współżycia między Amazonkami a Scytami.

Wkrótce połączono obozy, a „niewiasty przyswoiły sobie język mężów”, ponieważ „mężowie języka niewiast nie mogli się wyuczyć”… Szybko też okazało się, że upodobnienie było bardziej elementem strategii ujarzmienia niż zamierzoną długotrwałą zmianą. Scytowie wcale nie chcieli zapomnieć o swoim pochodzeniu i kulturze, o swojej rodzinie i plemieniu. „My posiadamy rodziców – powiedzieli Amazonkom – posiadamy też majątek. Teraz więc nie chcemy już dłużej wieść takiego życia, tylko wrócić do naszego ludu i tam przebywać; was będziemy mieć za żony, a nie inne”. Decyzja Scytów napotkała jednak opór ze strony kobiet. „My byśmy nie mogły żyć z waszymi kobietami, bo nie mamy takich samych, co one zwyczajów. […] Nie mogłybyśmy się więc z nimi pogodzić” – odpowiedziały Amazonki, które podkreśliły istotne różnice między nimi: kobiety scytyjskie „przesiadują na wozach” i „wykonują roboty kobiece”, a Amazonki zwykły strzelać z łuku i jeździć konno. Sytuacja wydawała się patowa. Żadna ze stron nie chciała bowiem zrezygnować z własnych zwyczajów i sposobu życia. Amazonki postawiły ultimatum: „jeżeli chcecie mieć nas za żony i okazać się całkiem sprawiedliwymi, to idźcie do waszych rodziców i każcie sobie przydzielić waszą część majątku; potem przyjdźcie tu, abyśmy osiedli na własnym”. Co zrobili Scytowie? „Młodzieńcy usłuchali i tak uczynili”.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Można by przypuszczać, że Amazonki odtrąbiły wiktorię. Miały jednak świadomość, że tak osiągnięte zwycięstwo może zaowocować niechęcią Scytów, którym – jakby nie było – „ukradły” młodzieńców i majątek. „Zbiera nas obawa i trwoga – przyznały – jak mamy mieszkać w tym kraju, skoro i was pozbawiłyśmy ojców, i waszej ziemi wyrządziliśmy wiele szkód. Skoro jednak pragniecie nas mieć za żony, więc razem z nami to uczyńcie: nuże, wyjdźmy z tej ziemi, przeprawmy się przez rzekę Tanais i tam zamieszkamy”. Co teraz zrobili scytyjscy młodzieńcy? Wizja wspólnej przyszłości, choć poza domem rodzinnym i krajem, okazała się silniejsza niż wierność plemieniu, z którego wyszli: „I w tym także usłuchali ich młodzieńcy” – konkluduje Herodot. Siedzibę potomków Scytów i Amazonek, czyli plemienia Sauromatów Herodot sytuuje nad dolnym Donem. Mieszkał tam wtedy bowiem lud, którego kobiety zachowywały dawny tryb życia, „wyjeżdżając konno na łowy wraz z mężami lub bez mężów oraz wyruszając na wojnę i nosząc te same szaty co mężczyźni” /zob. Herodot, „Dzieje”, Warszawa 2015, s. 263-4/.

Oczywiście całą tę historię można także czytać w kluczu genderowym i udowadniać, która płeć wzięła górę nad którą, ale zostawiam to specjalistom od takiej interpretacji. Mnie o wiele bardziej interesuje to wydarzenia zinterpretowane w kluczu relacji międzykulturowych, bardzo dobrze pokazuje ono bowiem to, jakie napięcia i problemy rodzi spotkanie ze sobą ludzi mających – mówiąc ogólnie – inne zwyczaje. Owszem, płeć i jej seksualność stanowiły tutaj istotny katalizator procesu, ale przecież nie zniosły pojawiających się problemów. Okazuje się, że do wzbudzenia wzajemnego zainteresowania i pokonania w sobie nieufności nie wystarczy jedynie powstrzymanie się od agresji, konieczne jest także jakieś upodobnienie, którego – być może – należy dokonać kosztem porzucenia elementów własnej tożsamości. Trudno przybliżyć się do siebie, gdy się żyje kompletnie inaczej. Upodobnienie, które miało być jedynie elementem strategii okazało się konieczne, by móc razem stworzyć jakąś wspólnotę. Tak, Scytowie zaczęli żyć tak jak Amazonki – „z łowów i plądrowania”. Ceną za wspólną przyszłość stała się zgoda na jej jeden kształt. Czyjś styl życia musiał okazać się dominujący.

Amazonki miały świadomość, że w pewnym sensie czynią krzywdę, a ich mężowie – choć najpierw zostali sami wysłani na podbój przez scytyjską starszyznę – mogą zostać oskarżeni o zdradę. Scytowie chcieli od Amazonek tylko dzieci, ale te ukradły im mężczyzn, którzy – jak sami mówili – nie chcieli już wieść takiego życia jak Amazonki, ale ostatecznie musieli dokonać wyboru, porzucając dotychczasowy styl życia odziedziczony po rodzicach i kraju. Zderzenie kultur – jeśli nie ma się skończyć wojną – zawsze będzie niesprawiedliwym kompromisem. Amazonki żądały sprawiedliwości dla siebie, przez co rozumiały możliwość „osiedlenia się na własnym”, a więc na swoich prawach i niezależnie od praw i zwyczajów plemienia ich mężów. W „nowej kulturze” trzeba stworzyć jakąś wypadkową, bo nie da się żyć niby razem, a jednak równolegle i zupełnie odrębnie. Z czasem któraś kultura w czymś okaże się silniejsza. Jak notuje Herodot, „Sauromaci posługują się językiem scytyjskim, którym jednak od dawien dawna czysto nie mówią, ponieważ Amazonki dobrze się go nie wyuczyły”. Amazonki przejęły język Scytów, ale narzuciły im swoje obyczaje, przy niektórych trwając aż do śmierci: „Żadna dziewica nie wyjdzie naprzód za mąż, aż zabije któregoś z nieprzyjaciół. Niektóre z nich nawet umierają jako staruszki, nie wyszedłszy za mąż, ponieważ nie mogły zadośćuczynić prawu”. No, chyba że nieprzyjaciel stanie się najpierw przyjacielem – jak to było w spotkaniu ich przodkiń ze Scytami.

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.