Jesień 2020, nr 3

Zamów

Eks post O tym, że nie ma końca

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Piszę te słowa tuż po Wszystkich Świętych, gdy – zgodnie z obyczajem scalającym w jedno pierwszego i drugiego listopada – chodzimy na cmentarze. Na Powązkach komunalnych, zaraz za bramą, znajduje się seria grobów, których sąsiedztwo wydaje mi się znaczące. Leżą tam, licząc od wejścia: Ryszard Kukliński, Leszek Kołakowski, Bronisław Geremek, Jacek Kuroń i, oddzielony od tamtych przez Adama Hanuszkiewicza, Zbigniew Romaszewski. W naszym rozgorączkowanym społeczeństwie istnieje wyraźna skłonność odwiedzających to miejsce, by dzielić się na dwie grupy. Jedni stawiają lampki tylko przy pierwszej i ostatniej z mogił; inni – przeciwnie – omijają je, by postawić lampki przy środkowych.

Sam należę do trzeciej grupy, uparcie zapalając lampki wszystkim. Do podziwu dla Ryszarda Kuklińskiego doszedłem przez lektury na jego temat. Późnych wyborów politycznych Zbigniewa Romaszewskiego niekiedy nie rozumiałem i dalej nie rozumiem, ale nie mam wątpliwości, że był człowiekiem szlachetnym, a przy tym w osobistym kontakcie niezwykle ujmującym. Kołakowski, Geremek i Kuroń kiedyś zafascynowali się ideologią, która na nas, obdarzonych łaską późnego urodzenia, robiła już jednoznacznie odstręczające wrażenie; ale do tej świadomości doszliśmy na skróty poniekąd dzięki ich późniejszej działalności — przez kilka dekad konsekwentnie negliżującej uroszczenia sowieckiej odmiany socjalizmu. Wiele zawdzięczamy całej piątce (ci, którzy – jak ja – chodzili w latach siedemdziesiątych do Teatru Narodowego, wiele zawdzięczają też Hanuszkiewiczowi, ale nie on stanowi na Powązkach wyzwanie dla naszych stadnych odruchów). W sławnym cyklu powieściowym Prousta znalazłem kiedyś ideę, która nie przestaje mnie fascynować. W kolejnych tomach W poszukiwaniu straconego czasu spotykamy mianowicie bohaterów w rozmaitych momentach ich życia. Zaledwie wyrobimy sobie zdanie o jakimś młodzianie, że jest manierycznym snobem, już za chwilę (no, powiedzmy, po dwustu stronach) poznajemy mędrca w podeszłym wieku — i okazuje się, że jest to ta sama osoba.

To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku „Więź” zima 2015 (dostępnym także jako e-book). 

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.