Jesień 2020, nr 3

Zamów

Na Kijów czy na Damaszek?

Jesienny wicher wraz z liśćmi rozproszył „fantomy marzenia” i zmusił Władimira Putina do podjęcia doniosłej, z punktu widzenia egzystencji politycznej, decyzji. „Kędy, ach! kędy iść mam?”. To Gałczyński. Na Kijów czy na Damaszek? Na Mariupol czy na Latakiję? – to już Putin. Problem wyboru drogi pojawiał się chyba stopniowo i trudno precyzyjnie określić moment, w którym Putin rozpoczął odwrót od polityki proklamowanej w słynnej mowie krymskiej wygłoszonej 18 marca 2014 roku. Tym bardziej że realizacja zadania obrony w dowolnym punkcie planety praw nie tylko obywateli Federacji Rosyjskiej, ale także wszystkich Rosjan, wszystkich ludzi mówiących po rosyjsku, wszystkich ludzi związanych z kulturą rosyjską oraz wszystkich potomków poddanych Związku Sowieckiego i Imperium Rosyjskiego groziła wybuchem wojny światowej prawosławnego ruskiego miru ze zdegenerowanym Zachodem. Gotowość do rozpoczęcia wojny atomowej potwierdzili weterani rosyjskiego, a właściwie sowieckiego wywiadu, którzy spotkali się ze swoimi amerykańskimi kolegami w połowie marca 2015 roku w Torgau nad Łabą. „Spróbujcie tylko odebrać Krym, a zacznie się wojna atomowa” – grozili oficerowie rosyjscy, którzy, zdaniem „The Times”, uczestniczyli w opracowaniu strategii atomowej Rosji i w aneksji Krymu. Przekaz był jasny – nie stawiajcie nas w sytuacji bez wyjścia, ponieważ Putin gotowy jest znaleźć wyjście za każdą cenę.

To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku „Więź” zima 2015 (dostępnym także jako e-book). 

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.