Zima 2020, nr 4

Zamów

Otwarta Ortodoksja Przesilona wątpliwość

Dobrze jest najpierw przyjrzeć się używanym słowom i wskazać na fundamentalną różnicę: zwątpienie – rozumiane jako brak ufności – w dobrego Boga nie jest tym samym co wątpliwość w wierze, choć współcześnie te sprawy (nierzadko, jak mniemam, intencjonalnie) są traktowane synonimicznie. Dubito ergo sum – „wątpię, więc jestem” – tak mawiał już św. Augustyn, dla którego wątpienie było najpoważniejszym argumentem za istnieniem ludzkiej duszy – także duszy wierzącego człowieka, który nie przestaje pokładać ufności w Bogu.
W ten sposób w wątpieniu można widzieć nawet zasadę wiary. Czy nie na wątpieniu bowiem ostatecznie polega tzw. droga negatywna w teologii? Droga, dzięki której mamy możność pozbywania się bałwochwalczych obrazów Boga, krojonych wyłącznie na miarę własnego pragnienia?
Ale, przyznajmy od razu, nie każdą postać drogi negatywnej w myśleniu i działaniu uznać można za teologię apofatyczną, bo też nie każde wątpienie jest automatycznie oczyszczeniem wiary. Wątpliwość, która w ostatecznym rachunku nie prowadzi do wzmocnienia nadziei, z perspektywy teologa musi zostać uznana za przesiloną. W życiu duchowym pozostaje sztuką dla sztuki – rodzajem solipsystycznego zamknięcia, w którym wątpiący kręci się w kółko wokół swej wątpliwości, ale nie jest w stanie ani jej przeciąć, ani się od niej uwolnić. Prowadzi to do wyjałowienia, gdzie nie tylko słowo „Bóg” traci sens, ale i człowieczeństwo staje się jedynie sofizmatem wspomagającym nieprzynoszącą nadziei wątpliwość.

To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku „Więź” jesień 2015 (dostępnym także jako e-book). 

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.