Jesień 2020, nr 3

Zamów

„Bestie”, klasztor i nawrócenie

Patryk Stanik zapytał na Facebooku o milczenie Kościoła w kwestii Trynkiewicza. „Kiedy […] dokonuje się pełzający lincz na Trynkiewiczu, żaden hierarcha kościelny nie przypomina nauczania Jezusa, oczywiście żaden się nie odważy”. To prawda, że i ja nie słyszałem żadnej wypowiedzi Kościoła w tej sprawie, prócz apeli katolickich publicystów: Maćka Onyszkiewicza, który na łamach Kontaktu pisał, że „Pedofil też człowiek” czy też Joanny Kociszewskiej, która na portalu wiara.pl, w tekście zatytułowanym „Bestie” przypominała: „Mariusz Trynkiewicz jest człowiekiem. Patrząc z perspektywy chrześcijańskiej: jest naszym bliźnim. Żadne popełnione zło go z tych kategorii nie wyjmie”. Co możemy dla niego zrobić? Nie pytam oczywiście o instrumenty prawne, ale instrumenty moralne. Stanik proponuje, by zaproponować mu pobyt w klasztorze. Nie byłby to wcale pierwszy przypadek.

Zanim jednak o klasztorze jako miejscu odosobnienia, nawrócenia, leczenia, resocjalizacji (sam nie wiem dokładnie czego), to przytoczę najpierw inny przykład chrześcijańskiej postawy, który niezmiennie wywołuje we mnie podziw. J. Delumeau w swojej książce „Wyznanie i przebaczenie” pisze o ewangelicznym nakazie miłości nieprzyjaciół i modlitwy za wrogów, co jest ściśle chrześcijańskim rysem moralności. Pisze, że trzeba próbować iść w ślady Jezusa, który modlił się za swoich oprawców. „Zdumiewające świadectwo takiej próby mieliśmy parę lat temu na procesie w Créteil. Pewien młody człowiek zabił dziewczynę, która nie chciała za niego wyjść. Przed oniemiałym ze zdumienia trybunałem i publicznością rodzice oświadczyli, powołując się na Ewangelię, że pragną zaadoptować mordercę ich córki. Była to niewątpliwie wyjątkowa decyzja i heroiczny wybór. Nikt nigdy nie mógłby wymagać tak niesłuchanej wspaniałomyślności od wszystkich rodziców będących w podobnej sytuacji” – pisze Delumeau (s. 112-113). A nawet – sugerować, dodam.

Wróćmy do pomysłu klasztoru. W roku 2004 na 30 lat więzienia została skazana Michelle Martin, wówczas była już żona belgijskiego pedofila Marka Dutroux, za współudział w wielu przestępstwach popełnionych przez jej męża. W roku 2012 zostaje warunkowo zwolniona z więzienia, by zamieszkać w klasztorze klarysek w Malonne koło Namur na południu Belgii. Zakonnice zgodziły się na jej przyjecie mimo krytyki kierowanej przeciw nim z bardzo wielu stron. Zwolnienie warunkowe było możliwe, ponieważ odbyła ona ponad połowę kary (16 lat), została bowiem zatrzymana w roku 1996. Jej adwokat zwrócił się w jej imieniu o zwolnienie warunkowe, gdyż Michelle Martin – ta „najbardziej znienawidzona kobieta w kraju” – chciałaby „odpokutować wobec społeczeństwa”. W odpowiedzi akces swój zgłosiły siostry klaryski z Malonne, a ich przełożona napisała w oświadczeniu: „Pani Martin jest istota ludzką, która – jak my wszyscy – jest zdolna do tego, co najgorsze i do tego, co najlepsze. Wierzymy, że budowanie na tym, co jest w niej najlepsze nie wypływa z naszej nieświadomości”.

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Warunki zwolnienia obejmowały także zakaz zbliżania się do ofiar, zakaz przebywania w rejonach, gdzie mieszkała, nakaz podjęcia terapii, zakaz kontaktów z mediami. W klasztorze miała podjąć codzienne prace domowe. Decyzja spotkała się nie tylko z krytyką ze strony rodzin zamordowanych, ale także niektórych polityków oraz mieszkańców miejscowości, którzy sprzeciwiali się, by w ich otoczeniu zamieszkała „la monstre” – bestia. Trzeba też wspomnieć, że pojawiły się także głosy wsparcia wobec projektu i samych sióstr klarysek, których gest został przez niektórych uznany za „profetyczny”.

Dla wielu – niestety – decyzja sióstr stałą się powodem odejście od Kościoła. I to jest ta smutna konkluzja. Pojawiło się nawet wyrażenie „efekt Michelle Martin” na opisanie pewnej tendencji składania deklaracji wystąpienia z Kościoła właśnie z tego powodu. W roku 2012 w diecezji Liège do września zanotowano 67 wystąpień z Kościoła, z tego wiele z powodu zgody sióstr klarysek. Także w deklaracjach składanych w diecezji Tournai i Namur często motywowano swoją decyzję przyjęciem Michelle Martin do klasztoru. Akt ewangeliczny stał się – jak widać – powodem zgorszenia.

Joanna Kociszewska kończy swój tekst słowami: „Boże przebaczenie nikogo nie wyklucza. Nie wyklucza także tych, których my nazywamy »bestią«. To jest sedno Ewangelii. Mariusz Trynkiewicz też może być zbawiony. Możemy się spotkać w wieczności, po tej samej stronie. No, chyba, że nienawiść sprawi, że to my się odwrócimy…”. Miłość nieprzyjaciół i przebaczenie wobec wrogów jest probierzem Ewangelii. Zapewne jest to proces trudny, a być może nawet niemożliwy dla tych, którzy zostali bezpośrednio pokrzywdzeni, czy dla ich rodzin. Bóg uchował mnie od konieczności osobistego konfrontowania się z taką sytuacją. Od nikogo personalnie nie można tego wymagać, ale – jak wierzę – można tego wymagać od nas jako wspólnoty ludzi chcących wypełniać Ewangelię. Oczywiście, nikogo nie zmusimy do nawrócenia, pokuty, czy odkupienia swoich grzechów. Ważne jest pytanie, czy w ogóle – jako wspólnota ludzi wierzących – bylibyśmy gotowi na przyjęcie takiego nawróconego.

Podziel się

Wiadomość

Dodaj komentarz

Twoje dane będą przetwarzane w celu publikacji komentarza, a ich administratorem będzie Towarzystwo Więź. Szczegóły: polityka prywatności.