Jesień 2020, nr 3

Zamów

Litery na piasku Ś – jak światło ciała

Zawodzą w starości: dostajemy od nich rysunek nieostry i kolor przymglony, co przypomina o klęsce cielesności. Oddalamy się wtedy od jarmarku świata, który — jak powie poeta w wierszu Oczy — był w młodości ulubionym terenem naszych polowań, gonitw i zasadzek. A oczy spełniały wtedy zadania „sfory królewskich ogarów” — były „chwytliwe”, precyzyjne, czujne. Teraz, po odbytym polowaniu — życiu — wydają się nasycone i bezpiecznie wycofane w otulinę ducha, niewidzące, a jednak zapatrzone w „jeden jasny punkt, który rozszerzając się, ogarnia wszystko”. Nie dajmy się jednak zwieść kontemplacyjnemu ciepłu tego obrazu, nakreślonemu w późnej starości poety. Ten jasny punkt, rozszerzający się i ogarniający wszystko, nie zaprasza nas do odpoczynku — jest wezwaniem, prowokacją, czymś niepodległym, ode mnie niezależnym i zawsze takim był, choć tkwił w nas, żył z nami, towarzyszył nam od dzieciństwa. I nie jest to Bóg, bo Boga nikt nigdy nie widział. To raczej światło prawdy, latarnia Boga, Jego zamiar wobec mnie, plan Boga wobec mojej osoby, który — choć życie prawie skończone — warto uczynić osobistą historią, jeśli oczywiście przezornie i tchórzliwie nie zrezygnowaliśmy już zawczasu z tropienia sensu naszej egzystencji.

To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku WIĘŹ zima 2014 (dostępnym także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.