Wiosna 2021, nr 1

Zamów

Litery na piasku W – jak wagon

Nie szukałem „lekko szemranego Graala”, jak Chatwin jeździłem w ważnej sprawie. W wagonie typu „C” – zwanym boczniakiem – o mnogich, lekko kolebkowatych drzwiach i ciągnących się przez całą jego długość pomostach, po których w czasie biegu pociągu przechodziła z wagonu do wagonu drużyna konduktorska, czyli ci zalatujący machorką i węglowym miałem akrobaci. Pojawiali się jak cichociemni, jak grupa Jędrusia, oddział Ponurego. Wchodzili z nocy, ustrojeni w krople deszczu, płatki śniegu, obwieszeni jak na wojnę, bo nie tylko raportówka rozdęta rozkładem jazdy, bloczkiem biletów, drugim śniadaniem, ale i rożek mgielny, zatłuszczona chorągiewka, akumulatorowa latarka koloru kości słoniowej bezbłędnie przeszywająca gapowiczów, wreszcie przedmiot westchnień każdego chłopca: srebrny przecinacz tekturowych biletów, którym można było celować niczym z parabellum w głupca lub prowokatora, pytającego niby to niewinnie o przyczyny opóźnienia. Robotniczo-chłopskie palce konduktora uderzały w lakierowany daszek, bileciki szły do kontroli, poganiane miękką, służbową impertynencją, która maskowała cywilną nieśmiałość. Jeszcze tylko teatralnie beznadziejne poszukiwanie legitymacji szkolnej i droga przez mękę: pozna się czy się nie? Bo pieczątka przedłużająca jej ważność to oczywiście nie stempel placówki pedagogicznej, a tylko odcisk pomazanej fioletowym tuszem dwudziestogroszówki.

To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku WIĘŹ lato 2014 (dostępny także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.