Wywiad rzeka z Adamem Bodnarem w prezencie z prenumeratą „Więzi”

Zima 2020, nr 4

Zamów

Podzwonne dla Partnerstwa

W rzeczywistości Partnerstwa Wschodniego już nie ma. A na pewno nie ma go w takim kształcie, w jakim zaplanowali je sobie przed kilku laty europejscy politycy. Po „wielkim rozszerzeniu” w 2004 roku było pewne, że nie można po prostu postawić na Bugu – w końcu, w środku Europy – nowego muru berlińskiego. Ale nie było też jasne, co zrobić, skoro prawie nikt na Zachodzie nie chciał kolejnego rozszerzenia, a każda poważna inicjatywa na Wschodzie z tym się kojarzyła.
Promotorami otwierania drzwi do Europy stały się unijne beniaminki – nowe kraje członkowskie. Początkowo nikt ich nie brał na poważnie. Politycy na Zachodzie wbrew faktom zaczęli przekonywać obywateli swoich krajów, że to rozszerzenie Unii stało się początkiem kryzysu gospodarczego – ten mit dość szybko zadomowił się w opinii publicznej. Wtedy był wygodnym wytłumaczeniem kryzysu, dzisiaj jest hamulcem rozwoju programów wschodnich UE.
W tamtym czasie problem był taki: jak znaleźć sposób na to, by w Europejskiej Polityce Sąsiedztwa wygospodarować poletko dla tych krajów sąsiedzkich, które leżą na kontynencie i zgodnie z traktatem mają prawo aplikować do Unii? W latach 2006-2007 ujawniły się dwa podejścia do polityki wschodniej UE. Prezydent Polski Lech Kaczyński promował ścisłą współpracę energetyczną wschodnich krajów UE oraz Ukrainy, Gruzji i Azerbejdżanu, osnutą wokół ożywienia projektu Odessa-Brody-Gdańsk. Kulminacyjnym momentem tego planu był szczyt energetyczny w Krakowie w maju 2007 r., a pierwszym celem powstanie reanimowanego wtedy po latach rurociągu Odessa-Brody-Gdańsk. Plan Kaczyńskiego – chociaż w rzeczywistości ograniczony wyłącznie do problemu tranzytu nie-rosyjskiej ropy naftowej do Unii – został odczytany jako nadmiernie antyrosyjski.

To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku WIĘŹ lato 2014 (dostępny także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.