Jesień 2020, nr 3

Zamów

Czytanie świata Adieu shalom

„Kleinblatt”, najstarsza w Europie – założona w 1903 r. – żydowska piekarnia w Antwerpii, nie narzeka na brak stałych klientów. Jej znakomite serniki i chałki znikają każdego dnia tak samo szybko jak przedtem. Ale ich niepowtarzalny smak i tradycyjna od dziesiątków, a może i setek lat receptura nie powstrzyma na dłuższą metę exodusu antwerpskich Żydów. W ślad za młodymi, którzy nie widzą swojej przyszłości w tej „Jerozolimie Północy”, miasto opuszczają i starzy. Pierwsi wyjeżdżają na studia, głównie do USA, i już nie wracają. Drudzy albo podążają za dziećmi, albo przenoszą się do Izraela, gdzie nikt nie strąci im z głów kipy-jarmułki.
Dla pierwszych i drugich życiowe perspektywy w Belgii stały się mniej pociągające. Dziesiątki tłustych, a może po prostu pięknych, beztroskich lat, w których antwerpski sztetl nie tylko dawał im gwarancję spokojnego i zasobnego życia, ale i otwierał drzwi do lepszego świata, zdają się przemijać. W dodatku dzieje się to w sposób prawie niezauważalny dla otoczenia żydowskiej gminy, zdominowanej przez ortodoksyjnych chasydów. Jej hermetyczność, zamknięcie i niedostępność dla obcych sprawiły, że informacje o postępującym exodusie przyjmowane są z pewnym niedowierzaniem. „Za pięćdziesiąt lat w Antwerpii nie będzie już Żydów” – donosiła w sensacyjnym tonie na pierwszej stronie w zeszłym roku antwerpska gazeta „De Standaard”. – Nie będzie Żydów w Antwerpii? – zaczęto dopytywać. – Jak to? Dlaczego? To niemożliwe.

To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku WIĘŹ lato 2014 (dostępny także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.