Jesień 2020, nr 3

Zamów

Eks post Straszliwa dzieweczka

Od osiemnastego wieku – zdawało się nam – zaliczyliśmy jako wspólnota tyle katastrof, że teraz zapewniono nam długi urlop od ponurych przeżyć. Wszystko miało się toczyć w drodze swobodnych wyborów (na wolnym rynku) spokojnego ucierania się stanowisk (w ramach społecznego dialogu) i przyjaznego wspierania się nawzajem ludów w drodze do rozwiniętego kapitalizmu (w ramach świata niepodzielonego już żelazną czy inną kurtyną). Mickiewicz, Słowacki, Norwid – przeobrazili nam się w portrety przodków, do powieszenia na ścianach i odkurzania od czasu do czasu. Z szacunkiem, ale bez emocji.
    Owszem, trochę szydzę. Ale tak jak się szydzi z własnych marzeń, w sumie sympatycznych, choć niemądrych. Przez kilka lat, niezbyt długo, roiła się wielu z nas utopia nowego wspaniałego świata. Tymczasem wolny rynek okazał się przede wszystkim targowiskiem pokus z roku na rok coraz bardziej tandetnych, dialog społeczny diabli wzięli, zamiast konfliktu Wschód-Zachód wybuchł tlący się od dawna konflikt Północ-Południe, nie mówiąc o tym, że Rosja, ośrodek obozu „wschodniego”, wcale nie straciła ambicji imperialnych, o czym przekonują się, gdy to piszę, Ukraińcy. Nasi romantycy zaś w tym zamieszaniu zeszli z portretów, czy zostali z nich wyciągnięci, i choć nie żyją, usadowiono ich pomiędzy nami, organizując w ten sposób – nazwę to brutalnie – narodową noc żywych trupów. W momencie, kiedy historia nas (nie po raz pierwszy) zaskoczyła, okazało się, że nie mamy wciąż żadnych nowoczesnych narzędzi – jako wspólnota, nie jako takie czy inne grupki specjalistów – żeby zrozumieć, co się dzieje. A kiedy trwoga, to do Mickiewicza. Tyle że, jak w filmowym horrorze, Mickiewicz przestał być spajającym naród wieszczem, a stał się złowrogim upiorem, zombie, zaledwie przypominającym dawnego siebie.

To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku WIĘŹ wiosna 2014 (dostępny także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.