Jesień 2020, nr 3

Zamów

Ksiądz z kobietą w kinie Bo to dobry fachowiec jest

Czytasz Więź? Wspieraj od dziś

Ksiądz
Twoje porównanie, Kasiu, Pokłosia z niemieckim serialem Nasze matki i nasi ojcowie to gruba przesada, film Pasikowskiego artystycznie przewyższa tę produkcje. Będę się też upierał, że Pokłosie to wielkie oczyszczenie. I absolutnie nie podzielam Twoich obaw co do odbioru filmu zagranicą. Jeszcze trochę poznęcam się nad Tobą, Kasiu. Na łamach „Więzi” w 1997 roku pisałaś, że kino Pasikowskiego to „agresywna apologia nihilizmu i jego wyznawców”. Mocno pojechałaś po bandzie. A pisząc o Psach byłaś jeszcze ostrzejsza: „Cała ta nihilistyczna filozofia kreowana na wielki heroizm i antyczną tragedię jest żałośnie infantylna”. Podtrzymujesz te opinię? Bo ja uważam, że Psy przetrwały próbę czasu. A może nawet to właśnie Pasikowski najlepiej wyczuł zapach tamtej rzeczywistości? Andrzej Wajda tak wspomina swoją reakcję na Psy: „Nic nie wiedziałem o tym filmie. Sala kinowa była pełna. I własnym oczom nie wierzyłem: pijane «psy» wynoszą zamroczonego kolegę – granego przez człowieka, który wystąpił w Człowieku z żelaza – śpiewając: «Janek Wiśniewski padł». Pierwszy mój odruch był taki: albo wychodzę z kina, albo włażę pod krzesło. Ale słyszę, że na sali rozlega się zdrowy, żołnierski śmiech. Po paru miesiącach SLD objęło rządy w III RP. Pasikowski rzeczywiście wyczuł, co się w Polsce wyrabia, w którą stronę wychyla się społeczne wahadło”.

Kobieta
Tamto moje oburzenie widzę dziś jako zanadto święte, a może i śmieszne. Należałam wówczas do tych, którzy podczas sceny – przywołanej przez Andrzeja Wajdę – sceny z Psów, chcieli wejść pod krzesło; o ile pamiętam ta scena miała, zdaniem twórcy, sprawić, że widzom śmiech ugrzęźnie w gardle. O ile wiem, zazwyczaj nie więzła. Dziś moja wrażliwość nie jest już tak subtelna. Doceniam też bardziej, że twórca Psów pokazał w nich pewną nieuniknioną – jak się wydaje – patologię czasów transformacji, którymi w naszej polskiej rzeczywistości okazały się niszczenie tajnych akt ubeckich, czy bezkarność dawnych wysoko postawionych aparatczyków i szemranych biznesmenów, których interesy mogły kwitnąć, dzięki wciąż ogromnym wpływom w szeregach władzy. Te wątki to zresztą świetny temat dla kina akcji, w którym chodzi o coś więcej niż tylko o pościgi i style walki. A Władysławowi Pasikowskiemu chodzi zdecydowanie o coś więcej – i bardzo dobrze. Problem zaczyna się wówczas, kiedy chce swoim kinem dokonywać daleko idących diagnoz, czy wręcz inicjować doświadczenie narodowego katharsis

To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku WIĘŹ wiosna 2014 (dostępny także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.