Wiosna 2021, nr 1

Zamów

Czytanie świata Przecież tutaj jestem nikim

Oriana jest po pięćdziesiątce. Do Izraela przyjechała trzydzieści lat temu z Chile. Młodzieńczy bunt i lewicowe ideały nie pozwoliły jej zostać w rodzinnym Concepción i rządzonym twardą ręką przez generała Pinocheta i jego juntę kraju. Porzuciła marzenia o dziennikarstwie i przybyła na Bliski Wschód, by zarabiać, sprzątając w domach bogatych ludzi. Nie przestała jednak tęsknić za ojczyzną. Nawet dziś myśli o powrocie, ale wszystko co ma, jest tutaj. Nauczyła się hebrajskiego. Dziesięć lat po przyjeździe wyszła za mąż. Za Issę, rybaka z Jaffy, biedaczynę, prostego, dobrego człowieka. Araba stąd, ale chrześcijanina. Mają dwoje dzieci – syna i córkę. – Chłopak – tłumaczy Oriana – ma tatuaż i ciągle siedzi w siłowni. Ale posyłam go też do kościoła. Tam jest ksiądz, który ma na niego dobry wpływ. Bo wiesz, ja bardzo kocham swoje dzieci. Gdyby nie one, dawno by mnie tu nie było…
    Nie chodzi tylko o to, że kobieta nie czuje się swobodnie w drugiej ojczyźnie, że Arabowie wciąż mają ją za obcą, bo przyjechała z daleka, a Żydzi, bo jest żoną Araba. Muzułmanie, bo jest chrześcijanką. Arabscy chrześcijanie, bo mówi tylko po hebrajsku. Bogaci, bo jest biedna… Oriana uważa, że gdyby nie miłość do dzieci, po prostu by nie żyła. Dosłownie.
    – To się stało 19 września 2002 r. – zaczyna opowiadać. Około południa wybrałam się na bazar Karmel w Tel Awiwie. Wsiadłam w autobus numer 4. Był pełen ludzi. Przejechaliśmy jeden przystanek i zatrzymaliśmy się naprzeciwko Wielkiej Synagogi przy ulicy Allenby’ego 110. Wtedy usłyszałam wybuch.
    Na początku niczego nie czuła. Padła na podłogę. Schowała głowę w ramiona. – Ściskałam je tak mocno, jak tylko umiałam – wspomina i dodaje, że nie potrafi oddać słowami tego, co czuje człowiek, który jest przekonany, że właśnie umiera.

To jest fragment artykułu. Pełny tekst – w kwartalniku WIĘŹ wiosna 2014 (dostępny także jako e-book).

Podziel się

Wiadomość

Możliwość komentowania jest wyłączona.